Start wahadłowca przekładano dwukrotnie. We wtorek na szeć sekund przed startem, tuż przed uruchomieniem silników, aparatura kontrolno-pomiarowa wykazała obecnoć wodoru w przedziale silnikowym promu, co sugerowało wyciek gazu i możliwoć eksplozji. Odliczanie przerwano. Jak się okazało, alarm był fałszywy, a spowodowała go awaria detektora. Sprawdzenie aparatury i ponowne przygotowanie promu do startu trwało 48 godzin. W czwartek start odwołano po raz kolejny, tym razem z powodu złych warunków atmosferycznych na Florydzie - nad Centrum Kosmicznym im. Kennedy'ego przechodziła burza z piorunami.

Wczoraj również nie obyło się bez problemów. Start nastšpił z siedmiominutowš zwłokš, której przyczynš był fałszywy alarm spowodowany błędnym odczytem wskazań aparatury pokładowej przez załogę. Po wyjanieniu problemu odliczanie wznowiono.
Na tym jednak nie koniec kłopotów. Około pięciu sekund po starcie czujniki zarejestrowały półsekundowy spadek napięcia, mogšcy sugerować awarię jednego z trzech silników promu. W cztery sekundy po tym pani Collins głosem pełnym napięcia powiadomiła Ziemię, że ma kłopoty z ogniwami paliwowymi. Jednak po następnych kilkunastu sekundach kontrolerzy lotu na Ziemi stwierdzili, że przyczynš zjawiska było najprawdopodobniej krótkotrwałe zwarcie w instalacji elektrycznej, po którym sytuacja wróciła do normy. Szef inżynierów, Donald McMonagle poinformował, że napięcie w instalacji będzie starannie monitorowane, w celu ustalenia, co mogło być przyczynš zakłóceń. Według niego, nic nie zagraża obliczonej na pięć dni misji promu.
Ostatecznie w osiem i pół minuty po starcie Columbia weszła na orbitę okołoziemskš, 11 kilometrów niżej, niż planowano. Przyczynš było nieco wczeniejsze wyczerpanie zapasów płynnego tlenu. Kontrolerzy lotu nie potrafili podać przyczyny, ale według ich zapewnień minimalnie niższa orbita nie ma wpływu na dalsze działania wahadłowca.
Columbia ma przebywać w kosmosie przez 4 dni, 22 godziny i 56 minut. Główne zadanie w tym locie załoga promu już wykonała. Było nim umieszczenie w kosmosie wielkiego teleskopu rentgenowskiego Chandra, co nastšpiło po około siedmiu godzinach lotu. Ten największy jak dotšd teleskop o masie przekraczajšcej 23 tony, zbudowany kosztem półtora miliarda dolarów, będzie przez co najmniej pięć lat obserwować ródła promieniowania elektromagnetycznego w kosmosie. W historii lotów promów kosmicznych jest to największy ładunek wyniesiony kiedykolwiek na orbitę.
Obecnej misji Columbii towarzyszy szczególny rozgłos, gdyż po raz pierwszy w historii dowódcš promu jest kobieta. Oczywicie kobiety latały już promami wczeniej, ale Amerykanie majš jakby pewne kompleksy na tym tle. Na wysłanie kobiety w kosmos NASA zdecydowała się dopiero po 38 latach od startu programu kosmicznego. W 1963 roku ZSRR wysłał za w przestrzeń kosmicznš na pokładzie statku Wostok Walentynę Tierieszkowš. Dzi już wiadomo, że była ona jedynie pasażerem - w przeciwieństwie do jej kolegów mężczyzn nie kierowała statkiem, którym sterowano z Ziemi.
42-letnia ppłk lotnictwa Eileen Collins w kosmosie spędziła ponad 400 godzin, w latach 1990, 1995 i 1997. Na swym koncie ma m.in. dwukrotnš wizytę na rosyjskiej stacji kosmicznej Mir. W pięcioosobowej załodze jest też druga kobieta, ppłk Catherine Coleman, 38-letnia specjalistka techniki polimerowej, która w wyprawie wahadłowca bierze udział po raz drugi. Prom pilotuje 45-letni Jeffrey Ashby, będšcy pierwszy raz w kosmosie. Ma on za sobš 33 loty bojowe w ramach operacji "Pustynna burza". Dwa lata temu zrezygnował on z udziału w innej wyprawie kosmicznej, by towarzyszyć w ostatnich chwilach swej miertelnie chorej na raka żonie.
Astronom Steven Hawley wspólnie z Catherine Coleman odpowiada za umieszczenie teleskopu Chandra w przestrzeni kosmicznej. 47-letni naukowiec pracował też przy inauguracji planetarnego teleskopu Hubble'a w 1990 r. i naprawiał go w 1997 r. Amerykanom towarzyszy 48-letni Francuz, Michel Tognini, który ma za sobš praktykę na rosyjskiej stacji Mir.
autor: Adam Jamiołkowski
źródło: Rzeczpospolita