Niebezpieczny manewr16 czerwca 2002W nocy z wtorku na rodę czasu polskiego sonda kosmiczna Cassini, odbywajšca od 15 padziernika 1997 roku lot w kierunku Jowisza i Saturna, zbliży się do Ziemi na odległoć 1166 km. Manewr ma na celu wykorzystanie ziemskiego pola grawitacyjnego do nadania sondzie większej prędkoci, zanim wyruszy ona w kierunku Jowisza. Aktywici antynuklearni protestujš, gdyż błšd w obliczeniach mógłby spowodować, że do atmosfery dostanie się pluton znajdujšcy się w generatorach energii elektrycznej.
Ważšca 5650 kg sonda, największy i najdroższy (program budowy pochłonšł 3,4 mld dolarów) bezzałogowy statek w historii lotów kosmicznych, jest właciwie zespołem dwu sond. Pierwsza z nich, Cassini, opracowana została przez amerykańskš agencję kosmicznš NASA. Jej zadaniem jest wejcie na orbitę Saturna i prowadzenie obserwacji tej planety oraz jej księżyców i piercieni. Druga sonda, mniejsza, nazwana Huygens, przygotowana została przez specjalistów z włoskiej agencji kosmicznej. 6 listopada 2005 roku odłšczy się ona od sondy Cassini, by ostatecznie wylšdować na spadochronie na Tytanie, największym księżycu Saturna, o którym sšdzi się, iż przypomina Ziemię w bardzo wczesnym stadium rozwoju.
Sonda Cassini nie miałaby szans na dotarcie w pobliże Saturna w rozsšdnym czasie, gdyby podšżała tam z prędkociš, jakš uzyskała po starcie z Ziemi. Dlatego też dystans 3,5 mld km pokona w cišgu siedmiu lat po skomplikowanej trajektorii, która pozwala na wykorzystanie pól grawitacyjnych Wenus, Ziemi i Jowisza w celu zwiększenia prędkoci lotu. Ostatecznie w okolice Saturna dotrzeć ma w czerwcu 2004 roku.
Jest jeszcze jeden problem. Ponieważ Saturn znajduje się około 10 razy dalej od Słońca niż Ziemia, nie można było skorzystać z baterii słonecznych. Zasilanie aparatury pokładowej zapewnia zespół trzech radioizotopowych generatorów termoelektrycznych, które zawierajš 32,8 kg rakotwórczego dwutlenku plutonu. I to włanie owe generatory sprawiły, że sonda Cassini stała się głona.
Przeciwnicy energii nuklearnej i ekolodzy nie chcš przyjšć do wiadomoci, że baterie słoneczne niezbędne do wytworzenia energii elektrycznej potrzebnej sondzie musiałyby mieć powierzchnię dwóch kortów tenisowych. Organizujš protesty i oskarżajš amerykańskš agencję kosmicznš NASA o ryzykowanie katastrofš zagrażajšcš bezpieczeństwu ludzi.
- Prawda jest taka, że technika kosmiczna może być zawodna i awarie się zdarzajš - twierdzi Bruce Gagnon z organizacji Global Network Against Weapons and Nuclear Power in Space, przeciwstawiajšcej się wszelkim próbom wykorzystania techniki nuklearnej w badaniach kosmicznych. - Materiałów nuklearnych używa się coraz częciej, a to zwiększa prawdopodobieństwo, że w końcu dojdzie do katastrofy.
Sonda zbliży się do Ziemi z prędkociš około 48 tys. km/h. Po wykonaniu manewru w polu grawitacyjnym Ziemi jej prędkoć wzronie o około 18 tys. km/h. Dodatkowa korzyć, to dane obserwacyjne o ziemskim polu magnetycznym, które zarejestruje aparatura pomiarowa na jej pokładzie. Najbliżej Ziemi znajdzie się nad południowym Pacyfikiem, na wysokoci 1166 km, będzie wtedy widoczna z Wyspy Wielkanocnej i kilku innych wysp znajdujšcych się w tym rejonie. Przeciwnicy techniki nuklearnej twierdzš, że niewielki błšd w obliczeniach może sprawić, że Cassini spłonie w atmosferze ziemskiej, a wtedy przedostanie się do niej radioaktywny pluton. Według ich wyliczeń, spowodowałoby to wzrost zachorowań na raka o co najmniej 200 tysięcy przypadków.
Według przedstawicieli NASA, najgorszy możliwy przebieg wydarzeń - czyli spłonięcie sondy - spowodowałby około 120 miertelnych zachorowań na raka w okresie następnych 50 lat. Podkrelajš jednak, że lot sondy kontrolowany jest z dokładnociš 3 do 5 km, a prawdopodobieństwo, że dojdzie do nie kontrolowanego wejcia w atmosferę, jest mniejsze niż jeden na milion. - Nie mówię, że jest to niemożliwe, ale z pewnociš jest to w najwyższym stopniu nieprawdopodobne - twierdzi Bob Mitchell, kierownik programu Cassini w należšcym do NASA Jet Propulsion Laboratory w Pasadenie.
Generatory radioizotopowe były już z powodzeniem wykorzystywane w statkach Apollo, a także w sondach Viking, Voyager, Pioneer i wielu satelitach. Trzykrotnie zdarzyły się problemy. W 1964 roku amerykański satelita wojskowy spłonšł w atmosferze, uwalniajšc 1 kg radioaktywnego materiału. Cztery lata póniej satelita meteorologiczny z 3 kg plutonu na pokładzie tuż po starcie wpadł do Pacyfiku u wybrzeży Kalifornii. Generatory udało się odnaleć, były w stanie nieuszkodzonym. Podczas nieudanej misji Apollo 13 lšdownik zawierajšcy 4 kg plutonu zatonšł w południowym Pacyfiku - według wszelkiego prawdopodobieństwa generatorom nie powinno stać się nic złego.
autor: Adam Jamiołkowski
źródło: Rzeczpospolita