Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja do Tajne.org


Znaki ciał niebieskich Układu Planetarnego
16 czerwca 2002
Tysišce lat mozolnie gromadzonej wiedzy ludzkiej zamkniętych zostało w tych kilku zaledwie tajemniczych znakach. Niepozorne kółko z kropkš w œrodku - to najstarszy symbol astronomiczny, pochodzšcy jeszcze z Egiptu i oznaczajšcy centrum wszystkiego, całego otaczajšcego nas œwiata, Słońce.

Ale nie tylko. Tak jak Słońce wœród planet odgrywa tę centralnš, pierwszoplanowš rolę, tak wœród dni tygodnia pierwszym dniem jest niedziela. I ona też jest w naukach astronomicznych oznaczana symbolem Słońca. Również najcenniejszy pierwiastek, złoto, doczekał się w œredniowiecznej alchemii tego samego symbolu. Nauki tajemne przydzieliły ponadto Słońcu rzšdy nad szlachetnym chryzolitem, a odległa botanika poddała opiece Słońca najszlachetniejszš z roœlin, winoroœl. Zresztš ten symbol Słońca stosowany jest w botanice do dziœ dnia, tym razem dla oznaczania roœlin jednorocznych (byliny dwuletnie majš w kółku dwie kropki).

Najbliższa Słońca planeta uczczona została jeszcze przez Rzymian imieniem personifikacji sprytu handlowego, Merkurego. Tolerancyjny ten bóg stał się patronem zarówno uczciwych handlarzy, jak różnego rodzaju oszustów, krzywoprzysięzców czy wreszcie zwykłych złodziei. Znamienny jest, tekst modlitwy, którš w dniu Merkurego (15 maja) zanosili jego wyznawcy: "Zmyj ze mnie, boże, wszystkie dotychczasowe krzywoprzysięstwa i jeœlim kiedykolwiek brał ciebie na œwiadka (...) niechaj te słowa niegodziwe puszczone będš na wiatr. Wszelako niech i na przyszłoœć wolno mi będzie oszukiwać i krzywoprzysięgać". Nie dziwmy się więc, że również na gwiaŸdzistym niebie powierzono pieczy takiego boga chyba najbardziej "oszukańczš", najtrudniejszš do obserwacji tuż obok przeraŸliwie jasnej tarczy słonecznej planetę. A że Merkury jako dowód swej władzy nosił charakterystycznš laskę, właœnie zwieńczenie jej stało się symbolem noszšcej to samo imię planety. Ale nie tylko. Symbolem tym bowiem alchemia oznacza rtęć, astrologia -œrodę, znawcy kamieni szlachetnych Merkuremu przyznajš pieczę nad agatem i jaspisem, a zielarze - nad rumiankiem i walerianš.

Cóż może lepiej symbolizować rzymskš boginię pięknoœci, Wenus, jak nie wyobrażenie ręcznego lusterka? Taki też symbol uzyskała jej imienniczka, planeta (a ponadto w kalendarzu tygodnia - pištek, wœród metali - miedŸ, a nawet we współczesnej biologii wykorzystano go dla oznaczania płci żeńskiej).

Ziemia oznaczana jest połšczeniem kółka z krzyżykiem.

Najbliższa Ziemi planeta starożytnych astronomów, Księżyc, oznaczona została symbolem, który nie potrzebuje żadnego wytłumaczenia: zarysem tarczy księżycowej w okresie nowiu. Alchemicy tenże znak przejęli dla oznaczenia srebra, znawcy kamieni szlachetnych powierzyli mu opiekę nad opalem i perłami, astrolodzy oznaczyli tym symbolem poniedziałek, a œredniowieczni zielarze - mak.

Marsowi, bogowi wojny, najbardziej przystojš oczywiœcie atrybuty żołnierza: okršgła tarcza i sterczšca zza niej włócznia. Astronomia symbolem tym od czasów rzymskich oznacza dziwnš, jedynš czerwonš (krwawš) planetę naszego nieba (ale także i wtorek w tygodniu), alchemia - najbardziej nadajšcy się dla wojownika metal, żelazo, biologia zaœ - najbardziej odpowiedniš dla wojownika płeć, męskš.


Znaki ciał niebieskich Układu Planetarnego: 1. Słońce, 2. Merkury, 3. Wenus, 4. Ziemia, 5. Księżyc. 6. Mars, 7. Jowisz. 8. Saturn. 9. Uran, 10. Neptun, 11. Pluton

A potem idzie dziwny znak Jowisza, który jest w istocie rzeczy sterylizowanš literš "dzeta" z alfabetu greckiego. Można zastanawiać się, jakie właœciwie więzy łšczš greckš "dzetę" z astronomicznym Jowiszem. Pokrewieństwo to jednak jat bardzo bliskie (choć niemniej pokrętne). Największym bogiem greckiego Olimpu był Dzeus (pisany właœnie przez "dzetę"), którego jednak pisownia w naszej kulturze przyjęła się jako Zeus. Gdy Rzymianie przywłaszczajšc całš mitologię greckš zawłaszczyli również Zeusa, nadali mu nowe imię Jupitera. Imię to stało się jednym z najdziwriiejszych wyjštków w gramatyce łacińskiej, bowiem słowo "Jupiter" w dopełniaczu (odpowiadajšcym - jak wiemy - na pytanie "czyj?") przybierało formę "Jovis". Istnym prawem kaduka ten łaciński dopełniacz przyjęty został w języku polskim za oficjalnš nazwę nie tylko rzymskiego boga, ale i planety, której symbolem jest grecka "dzeta". Oczywiœcie - jak przystało na największego boga dominujšcej obecnie nad całym œwiatem kultury œródziemnomorskiej - symbolem tym oznaczona została największa planeta naszego systemu. Mniej się już jednak powiodło temu symbolowi w innych starych naukach ludzkoœci. Opiece Jowisza wœród szlachetnych kamieni poœwięcono szafir, wœród roœlin - fiołek, ponadto symbolem jego został oznaczony pišty dzień tygodnia, czyli czwartek, w alchemii -(bardzo cenny swego czasu dla wyrobów z bršzu) metal cyna i wreszcie w botanice do dziœ dnia jest używany dla oznaczenia traw wieloletnich.

Ostatnia wreszcie ze znanych dla starożytnych planet nazwana została imieniem Saturna. Według mitologii J. Parandowskiego był to rzymski bóg urodzaju, dla uczczenia którego odbywały się najradoœniejsze i najbardziej egalitarne (panowie ugaszczali własnych niewolników!) doroczne œwięta, Saturnalia. Nie zawsze jednak imię Saturna kojarzyło się tylko z radoœciš: pamiętajmy, że rzymski Saturn był spadkobiercš greckiego Kronosa, który zdolny był do połknięcia własnych dzieci! "Chronos" po grecku oznacza ponadto nieubłagany czas. Toteż symbol jego (którym oznaczono szóstš planetę naszego układu) przedstawia - według interpretacji Flammariona - "wypaczone wyobrażenie tradycyjnie przynależnej bogowi losu -kosy czasu-". Tak jak astronomowie powierzyli Saturnowi ostatniš znanš przez nich planetę, tak znakiem Saturna astrolodzy oznaczyli ostatni dzień tygodnia: sobotę, alchemicy - najcięższy ze znanych ówczeœnie metali: ołów, botanicy zaœ - największe ze znanych roœlin: drzewa.

Minęły dwa tysišce lat, zanim tych osiem symboli okazało się niewystarczajšcych dla rozwijajšcej się astronomii. W r. 1781 F. W. Herschel odkrył siódmš planetę naszego Systemu Słonecznego, którš - zgodnie z tradycjš -ochrzczono imieniem kolejnego boga rzymskiego, Urana, ale - dla uczczenia odkrywcy - oznaczono symbolem kółka z literš "H". Zaledwie 65 lat póŸniej, w r. 1846, nasz system (dzięki obliczeniom U. J. J. Leverriera i obserwacjom J. G. Gallego) powiększył się o następnš, ósmš planetę, którš nazwano Neptunem i opatrzono -odpowiednim dla władcy wód - symbolem trójzębu. I wreszcie w r. 1930 dziewištš (i ostatniš - jak dotychczas) planetę w naszym układzie odkrył C. Tombaugh. Ponieważ odkrycie to dokonane zostało tylko dzięki przeprowadzonym przedtem obliczeniom P. Lowella, œwiat astronomii odwdzięczył mu się nazywajšc tę planetę Plutonem (jest to wprawdzie - zgodnie z tradycjš - następny bóg rzymski, którego imię jednak zaczyna się od inicjałów P. Lowella, Pl) i - jakby dla pokreœlenia tego faktu - oznaczajšc planetę właœnie połšczonymi inicjałami PL.

Oto 11 zaledwie symboli, które wypełniajš sobš całš najbliższš nas przestrzeń kosmicznš. Czy ten krótki przeglšd "who is who" wystarczy jednak uœwiadomienia sobie, co stanowi w istocie nasz System Słoneczny? Chińczycy twierdzš, iż lepiej jest raz ujrzeć, niż tysišc razy przeczytać. Czy nie słuszniej więc byłoby - miast długich opisów -sporzšdzić prosty schemat całego Układu Planetarnego?

Żeby się zmieœcił na stosunkowo niewielkiej stronie tego artykułu, przyjmijmy możliwie największš skalę. Powiedzmy 1:15000000. W skali tej już nie potrafilibyœmy wprawdzie narysować dokładnie symbolu Ziemi (pociętego na ćwiartki kółka), ale jest ona jeszcze zupełnie wyraŸnie widoczna, akurat wielkoœci małej litery "o" w tym tekœcie (o œrednicy około 1 mm). Gorzej z Księżycem: kršżyć on powinien wokół Ziemi zaledwie w odległoœci 3 cm, ale za to wielkoœć jego w tej skali dałaby się porównać już tylko do kropki kończšcej to zdanie.

Niestety, już dla umieszczenia najbliższej nas planety Wenus (a byłaby ona w tej skali wielkoœci główki od szpilki) nie wystarczy nam nie tylko powierzchnia tej strony, ale nawet największy - możliwy jeszcze do wyobrażenia - arkusz papieru. Tu już trzeba mieć cały obszerny pokój. Wenus znajduje się od Ziemi w odległoœci 3 m. Zmieœcimy może jeszcze na podłodze takiego pokoju odległego o dalsze 3 m od Ziemi Merkurego (w skali tej będzie on również nikłš kropkš o œrednicy 1 /3 milimetra), ale znów nie ma mowy już o Słońcu. Lepiej od razu poœwięćmy na ten cel całš salę. Wówczas w jednym jej rogu możemy swobodnie umieœcić dużš złocistš pomarańczę Słońca (o œrednicy 10 cm), 4 m od niej kruszynę Merkurego, 7 m od niej -następnš kruszynę Wenus, a jeszcze 3 m dalej (czyli już 10 m od Słońca) milimetrowš Ziemię. A dalsze planety, tzw. zewnętrzne?

Nie ma co: przeliczyliœmy się jeszcze raz. Może od razu z sali przejdŸmy na stadion. Na œrodku jego umieœcimy pomarańczę. Półmilimetrowe ziarenko Marsa będzie kršżyć wokół niej w œredniej odległoœci 16 m. W promieniu 28 m od słonecznej pomarańczy znajdzie się pas najbardziej delikatnego pyłu planetoid, a jeszcze 24 m dalej (a więc już 52 m od centrum systemu) znajdzie się skomplikowany układ Jowisza. Do układu tego wchodzi jako ciało centralne porzeczka (o œrednicy 1 cm) Jowisza oraz mierzony w ułamkach milimetrów cały obszerny system obracajšcych się wokół niego w promieniu 4 cm satelitów.



Ale i znów - jak widzę - przeliczyliœmy się: dla zobrazowania w tej skali Systemu Słonecznego nie wystarczy nawet stadion. Trzeba się chyba zdecydować na obszerne pole golfowe. Teraz dopiero swobodnie możemy umieœcić w odległoœci 196 m od Słońca Uran (wielkoœci dużej litery "O" tego tekstu!), 300 m od Słońca Neptun (wielkoœci grochu) i wreszcie 400 m od Słońca Pluton (ponownie wielkoœci kropki tego druku).

A przecież i na tym jeszcze System Słoneczny się nie kończy. Według współczesnych koncepcji (przedstawionych w wydanej w r. 1987 "Book of Abstract") poza orbitš prawdopodobnie ostatniej planety, Plutom, rozcišga się pas całkowitej pustki o œrednicy 2000 jednostek astronomicznych (to znaczy œrednich odległoœci Ziemi od Słońca, czyli 150 mln km), następnie - w interwale 2000 do 20000 j.a. - pas koncentracji rozdrobnionej materii w postaci komet (tzw. wewnętrzny Obłok Oorta) i wreszcie w interwale 20 000 - 50 000 j.a. od Słońca - drugie takie skupienie materii (czyli właœciwy Obłok Oorta). Wiecie, jak by to wypadło na naszym modelu? Nie starczyłoby nie tylko płaskiego pola golfowego, ale powierzchni niejednego państwa na naszym globie! Wewnętrzny Obłok Oorta zajšłby w tej skali pas odległy od Słońca od 20 do 200 km, właœciwy zaœ Obłok Oorta, zamykajšcy - według naszych współczesnych wyobrażeń - cały System Słoneczny, pas o szerokoœci 300 km, kończšcy się zaœ dopiero w połowie tysišca kilometrów od naszego (zredukowanego do pomarańczy!) Słońca.

Czy możemy to sobie w ogóle wyobrazić? Jednš pomarańczę, jeden orzech, jednš porzeczkę, 3 ziarnka maku, kilka kruszyn o œrednicach poniżej milimetra i 3 obłoki kurzu obracajšce się w pustej przestrzeni o œrednicy tysišca kilometrów! Czy możliwe jest, by tych kilka okruchów materii, które - na dobrš sprawę - wypełniłyby jednš dziecinnš łopatkę, rozproszonych na tak niesamowitym obszarze kosmicznej pustki mogło ze sobš cokolwiek łšczyć?



autor: Lucjan Znicz