Ale nie tylko. Tak jak Słońce wród planet odgrywa tę centralnš, pierwszoplanowš rolę, tak wród dni tygodnia pierwszym dniem jest niedziela. I ona też jest w naukach astronomicznych oznaczana symbolem Słońca. Również najcenniejszy pierwiastek, złoto, doczekał się w redniowiecznej alchemii tego samego symbolu. Nauki tajemne przydzieliły ponadto Słońcu rzšdy nad szlachetnym chryzolitem, a odległa botanika poddała opiece Słońca najszlachetniejszš z rolin, winorol. Zresztš ten symbol Słońca stosowany jest w botanice do dzi dnia, tym razem dla oznaczania rolin jednorocznych (byliny dwuletnie majš w kółku dwie kropki).
Najbliższa Słońca planeta uczczona została jeszcze przez Rzymian imieniem personifikacji sprytu handlowego, Merkurego. Tolerancyjny ten bóg stał się patronem zarówno uczciwych handlarzy, jak różnego rodzaju oszustów, krzywoprzysięzców czy wreszcie zwykłych złodziei. Znamienny jest, tekst modlitwy, którš w dniu Merkurego (15 maja) zanosili jego wyznawcy: "Zmyj ze mnie, boże, wszystkie dotychczasowe krzywoprzysięstwa i jelim kiedykolwiek brał ciebie na wiadka (...) niechaj te słowa niegodziwe puszczone będš na wiatr. Wszelako niech i na przyszłoć wolno mi będzie oszukiwać i krzywoprzysięgać". Nie dziwmy się więc, że również na gwiadzistym niebie powierzono pieczy takiego boga chyba najbardziej "oszukańczš", najtrudniejszš do obserwacji tuż obok przeraliwie jasnej tarczy słonecznej planetę. A że Merkury jako dowód swej władzy nosił charakterystycznš laskę, włanie zwieńczenie jej stało się symbolem noszšcej to samo imię planety. Ale nie tylko. Symbolem tym bowiem alchemia oznacza rtęć, astrologia -rodę, znawcy kamieni szlachetnych Merkuremu przyznajš pieczę nad agatem i jaspisem, a zielarze - nad rumiankiem i walerianš.
Cóż może lepiej symbolizować rzymskš boginię pięknoci, Wenus, jak nie wyobrażenie ręcznego lusterka? Taki też symbol uzyskała jej imienniczka, planeta (a ponadto w kalendarzu tygodnia - pištek, wród metali - mied, a nawet we współczesnej biologii wykorzystano go dla oznaczania płci żeńskiej).
Ziemia oznaczana jest połšczeniem kółka z krzyżykiem.
Najbliższa Ziemi planeta starożytnych astronomów, Księżyc, oznaczona została symbolem, który nie potrzebuje żadnego wytłumaczenia: zarysem tarczy księżycowej w okresie nowiu. Alchemicy tenże znak przejęli dla oznaczenia srebra, znawcy kamieni szlachetnych powierzyli mu opiekę nad opalem i perłami, astrolodzy oznaczyli tym symbolem poniedziałek, a redniowieczni zielarze - mak.
Marsowi, bogowi wojny, najbardziej przystojš oczywicie atrybuty żołnierza: okršgła tarcza i sterczšca zza niej włócznia. Astronomia symbolem tym od czasów rzymskich oznacza dziwnš, jedynš czerwonš (krwawš) planetę naszego nieba (ale także i wtorek w tygodniu), alchemia - najbardziej nadajšcy się dla wojownika metal, żelazo, biologia za - najbardziej odpowiedniš dla wojownika płeć, męskš.

Znaki ciał niebieskich Układu Planetarnego: 1. Słońce, 2. Merkury, 3. Wenus, 4. Ziemia, 5. Księżyc. 6. Mars, 7. Jowisz. 8. Saturn. 9. Uran, 10. Neptun, 11. Pluton
A potem idzie dziwny znak Jowisza, który jest w istocie rzeczy sterylizowanš literš "dzeta" z alfabetu greckiego. Można zastanawiać się, jakie właciwie więzy łšczš greckš "dzetę" z astronomicznym Jowiszem. Pokrewieństwo to jednak jat bardzo bliskie (choć niemniej pokrętne). Największym bogiem greckiego Olimpu był Dzeus (pisany włanie przez "dzetę"), którego jednak pisownia w naszej kulturze przyjęła się jako Zeus. Gdy Rzymianie przywłaszczajšc całš mitologię greckš zawłaszczyli również Zeusa, nadali mu nowe imię Jupitera. Imię to stało się jednym z najdziwriiejszych wyjštków w gramatyce łacińskiej, bowiem słowo "Jupiter" w dopełniaczu (odpowiadajšcym - jak wiemy - na pytanie "czyj?") przybierało formę "Jovis". Istnym prawem kaduka ten łaciński dopełniacz przyjęty został w języku polskim za oficjalnš nazwę nie tylko rzymskiego boga, ale i planety, której symbolem jest grecka "dzeta". Oczywicie - jak przystało na największego boga dominujšcej obecnie nad całym wiatem kultury ródziemnomorskiej - symbolem tym oznaczona została największa planeta naszego systemu. Mniej się już jednak powiodło temu symbolowi w innych starych naukach ludzkoci. Opiece Jowisza wród szlachetnych kamieni powięcono szafir, wród rolin - fiołek, ponadto symbolem jego został oznaczony pišty dzień tygodnia, czyli czwartek, w alchemii -(bardzo cenny swego czasu dla wyrobów z bršzu) metal cyna i wreszcie w botanice do dzi dnia jest używany dla oznaczenia traw wieloletnich.
Ostatnia wreszcie ze znanych dla starożytnych planet nazwana została imieniem Saturna. Według mitologii J. Parandowskiego był to rzymski bóg urodzaju, dla uczczenia którego odbywały się najradoniejsze i najbardziej egalitarne (panowie ugaszczali własnych niewolników!) doroczne więta, Saturnalia. Nie zawsze jednak imię Saturna kojarzyło się tylko z radociš: pamiętajmy, że rzymski Saturn był spadkobiercš greckiego Kronosa, który zdolny był do połknięcia własnych dzieci! "Chronos" po grecku oznacza ponadto nieubłagany czas. Toteż symbol jego (którym oznaczono szóstš planetę naszego układu) przedstawia - według interpretacji Flammariona - "wypaczone wyobrażenie tradycyjnie przynależnej bogowi losu -kosy czasu-". Tak jak astronomowie powierzyli Saturnowi ostatniš znanš przez nich planetę, tak znakiem Saturna astrolodzy oznaczyli ostatni dzień tygodnia: sobotę, alchemicy - najcięższy ze znanych ówczenie metali: ołów, botanicy za - największe ze znanych rolin: drzewa.
Minęły dwa tysišce lat, zanim tych osiem symboli okazało się niewystarczajšcych dla rozwijajšcej się astronomii. W r. 1781 F. W. Herschel odkrył siódmš planetę naszego Systemu Słonecznego, którš - zgodnie z tradycjš -ochrzczono imieniem kolejnego boga rzymskiego, Urana, ale - dla uczczenia odkrywcy - oznaczono symbolem kółka z literš "H". Zaledwie 65 lat póniej, w r. 1846, nasz system (dzięki obliczeniom U. J. J. Leverriera i obserwacjom J. G. Gallego) powiększył się o następnš, ósmš planetę, którš nazwano Neptunem i opatrzono -odpowiednim dla władcy wód - symbolem trójzębu. I wreszcie w r. 1930 dziewištš (i ostatniš - jak dotychczas) planetę w naszym układzie odkrył C. Tombaugh. Ponieważ odkrycie to dokonane zostało tylko dzięki przeprowadzonym przedtem obliczeniom P. Lowella, wiat astronomii odwdzięczył mu się nazywajšc tę planetę Plutonem (jest to wprawdzie - zgodnie z tradycjš - następny bóg rzymski, którego imię jednak zaczyna się od inicjałów P. Lowella, Pl) i - jakby dla pokrelenia tego faktu - oznaczajšc planetę włanie połšczonymi inicjałami PL.
Oto 11 zaledwie symboli, które wypełniajš sobš całš najbliższš nas przestrzeń kosmicznš. Czy ten krótki przeglšd "who is who" wystarczy jednak uwiadomienia sobie, co stanowi w istocie nasz System Słoneczny? Chińczycy twierdzš, iż lepiej jest raz ujrzeć, niż tysišc razy przeczytać. Czy nie słuszniej więc byłoby - miast długich opisów -sporzšdzić prosty schemat całego Układu Planetarnego?
Żeby się zmiecił na stosunkowo niewielkiej stronie tego artykułu, przyjmijmy możliwie największš skalę. Powiedzmy 1:15000000. W skali tej już nie potrafilibymy wprawdzie narysować dokładnie symbolu Ziemi (pociętego na ćwiartki kółka), ale jest ona jeszcze zupełnie wyranie widoczna, akurat wielkoci małej litery "o" w tym tekcie (o rednicy około 1 mm). Gorzej z Księżycem: kršżyć on powinien wokół Ziemi zaledwie w odległoci 3 cm, ale za to wielkoć jego w tej skali dałaby się porównać już tylko do kropki kończšcej to zdanie.
Niestety, już dla umieszczenia najbliższej nas planety Wenus (a byłaby ona w tej skali wielkoci główki od szpilki) nie wystarczy nam nie tylko powierzchnia tej strony, ale nawet największy - możliwy jeszcze do wyobrażenia - arkusz papieru. Tu już trzeba mieć cały obszerny pokój. Wenus znajduje się od Ziemi w odległoci 3 m. Zmiecimy może jeszcze na podłodze takiego pokoju odległego o dalsze 3 m od Ziemi Merkurego (w skali tej będzie on również nikłš kropkš o rednicy 1 /3 milimetra), ale znów nie ma mowy już o Słońcu. Lepiej od razu powięćmy na ten cel całš salę. Wówczas w jednym jej rogu możemy swobodnie umiecić dużš złocistš pomarańczę Słońca (o rednicy 10 cm), 4 m od niej kruszynę Merkurego, 7 m od niej -następnš kruszynę Wenus, a jeszcze 3 m dalej (czyli już 10 m od Słońca) milimetrowš Ziemię. A dalsze planety, tzw. zewnętrzne?
Nie ma co: przeliczylimy się jeszcze raz. Może od razu z sali przejdmy na stadion. Na rodku jego umiecimy pomarańczę. Półmilimetrowe ziarenko Marsa będzie kršżyć wokół niej w redniej odległoci 16 m. W promieniu 28 m od słonecznej pomarańczy znajdzie się pas najbardziej delikatnego pyłu planetoid, a jeszcze 24 m dalej (a więc już 52 m od centrum systemu) znajdzie się skomplikowany układ Jowisza. Do układu tego wchodzi jako ciało centralne porzeczka (o rednicy 1 cm) Jowisza oraz mierzony w ułamkach milimetrów cały obszerny system obracajšcych się wokół niego w promieniu 4 cm satelitów.

Ale i znów - jak widzę - przeliczylimy się: dla zobrazowania w tej skali Systemu Słonecznego nie wystarczy nawet stadion. Trzeba się chyba zdecydować na obszerne pole golfowe. Teraz dopiero swobodnie możemy umiecić w odległoci 196 m od Słońca Uran (wielkoci dużej litery "O" tego tekstu!), 300 m od Słońca Neptun (wielkoci grochu) i wreszcie 400 m od Słońca Pluton (ponownie wielkoci kropki tego druku).
A przecież i na tym jeszcze System Słoneczny się nie kończy. Według współczesnych koncepcji (przedstawionych w wydanej w r. 1987 "Book of Abstract") poza orbitš prawdopodobnie ostatniej planety, Plutom, rozcišga się pas całkowitej pustki o rednicy 2000 jednostek astronomicznych (to znaczy rednich odległoci Ziemi od Słońca, czyli 150 mln km), następnie - w interwale 2000 do 20000 j.a. - pas koncentracji rozdrobnionej materii w postaci komet (tzw. wewnętrzny Obłok Oorta) i wreszcie w interwale 20 000 - 50 000 j.a. od Słońca - drugie takie skupienie materii (czyli właciwy Obłok Oorta). Wiecie, jak by to wypadło na naszym modelu? Nie starczyłoby nie tylko płaskiego pola golfowego, ale powierzchni niejednego państwa na naszym globie! Wewnętrzny Obłok Oorta zajšłby w tej skali pas odległy od Słońca od 20 do 200 km, właciwy za Obłok Oorta, zamykajšcy - według naszych współczesnych wyobrażeń - cały System Słoneczny, pas o szerokoci 300 km, kończšcy się za dopiero w połowie tysišca kilometrów od naszego (zredukowanego do pomarańczy!) Słońca.
Czy możemy to sobie w ogóle wyobrazić? Jednš pomarańczę, jeden orzech, jednš porzeczkę, 3 ziarnka maku, kilka kruszyn o rednicach poniżej milimetra i 3 obłoki kurzu obracajšce się w pustej przestrzeni o rednicy tysišca kilometrów! Czy możliwe jest, by tych kilka okruchów materii, które - na dobrš sprawę - wypełniłyby jednš dziecinnš łopatkę, rozproszonych na tak niesamowitym obszarze kosmicznej pustki mogło ze sobš cokolwiek łšczyć?
autor: Lucjan Znicz