Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja do Tajne.org


Schody w Santa Fe
19 czerwca 2002
Po podbiciu Meksyku przez Corteza Hiszpanie opanowali również obszary, na których rozcišgajš się dzisiejsze stany Kalifornia, Nowy Meksyk czy Teksas. Dopiero w I połowie XIX wieku Amerykanie sukcesywnie przyłšczali te tereny do rozwijajšcych się Stanów Zjednoczonych Ameryki Płn. Po Hiszpanach pozostały liczne koœcioły, domy w kolonialnym stylu, miasta. Jednym z nich było La Villa Real de la Santa Fe de San Francisco de Assisi, co w tłumaczeniu na polski brzmi: Królewskie Miasto Œwiętej Wiary pod wezwaniem Œw. Franciszka z Asyżu. Amerykanie skrócili jego nazwę do Santa Fe i ulokowali w nim stolicę stanu Nowy Meksyk. W okresie podboju Dzikiego Zachodu należało do bardziej znanych, gdyż kończyła się tu linia dyliżansów pocztowo- pasażerskich, słynna "Santa Fe Trail". Dziœ Santa Fe to niewielkie miasteczko liczšce niespełna 50 tys. mieszkańców -stawne dzięki niezwykłym schodom.

W 1852 roku siostry zakonne ze zgromadzenia pod wezwaniem Matki Boskiej Œwiatłoœci z Loreto, majšce swój klasztor w stanie Kentucky, postanowiły poszukać sobie nowej siedziby, aby krzewić wiarę i nieœć opiekę potrzebujšcym. Wybraty Santa Fe, zamieszkałe wówczas przez Meksykanów i Indian. Nieustanne walki, napady, choroby i bieda gwarantowały, że powołanie sióstr tu miało się spełniać. Pobudowały szkołę zakonnš dla nowicjuszek, uczyły czytać i pisać meksykańskie i indiańskie dzieci, a po dwudziestu latach, gdy już się nieco ustabilizowały, postanowiły zbudować kaplicę. Najwyższym dostojnikiem koœcielnym na tym terenie byt biskup Lama, który zdecydował, że kaplica będzie wiernym odbiciem paryskiej Sainte- Chapelle. Architekt inż. Paul Mouly przygotował projekt: kaplica miała mieć 22,5 m długoœci, 7 m szerokoœci i 25,5 m wysokoœci. Obok wejœcia miał być zlokalizowany chór, gdzie mniszki œpiewałyby nabożne pieœni.

Po pięciu latach, w 1878 roku, kaplicę ukończono. Podliczono rachunki - kosztowała 30 tys. dolarów. Ustalono termin wizyty biskupa dla poœwięcenia œwištyni. I tu zaczęty się przysłowiowe "schody", bowiem prawdziwych... nie było!!! Wystrój kaplicy - zwłaszcza witrażowe okna - byt œliczny, podest dla chóru umiejętnie wkomponowany, tylko... czy to przez przeoczenie architekta, czy to w trakcie prac budowlanych -zapomniano połšczyć kaplicę z chórem schodami. Chór zatem byt, ale nie można się było nań dostać.

Wezwani cieœle zastanawiali się, co z tym fantem zrobić. Wszyscy ocenili, że dobudowanie schodów jest niemożliwe: zajęłyby zbyt dużo miejsca w kaplicy. Przystawiono więc drabinę. Siostry z matkš przełożonš o imieniu Magdalena na czele, zdegustowane takš prowizorkš, postanowiły szukać pomocy w modlitwach. W naturalnym odruchu kierowały je do Œw. Józefa, który - jak wiemy - cieœlš byt z zawodu.

Nie minęło wiele dni, gdy do furty zapukał stary, siwy człowiek, który podróżował po okolicy na osiołku oferujšc drobne prace. Dowiedział się o zmartwieniu sióstr i zaproponował matce przełożonej, że mógłby zajšć się budowš schodów. Ta z wrodzonej uprzejmoœci, nie wierzšc w realnoœć jego deklaracji, wyraziła zgodę.

Minęło kilka miesięcy. Siostry obserwowały jak, dzień w dzień, bezimienny staruszek piłował deski, moczył je w baliach, pasował, stukał, pukał - i powoli wznosił spiralnie wijšce się - od podłogi aż do podestu chóru - schody, używajšc tylko pity, kštownicy i młotka.

Gdy pewnego dnia matka Magdalena, widzšc gotowš już konstrukcję, chciała rozliczyć się z owym cieœlš, nigdzie nie można było go znaleŸć. Gdy zaczęto go szukać, okazało się, że nikt inny w okolicy, poza siostrami, nie widział go, nie wiadomo też było skšd brat drewno, bowiem żaden skład materiałów nie sprzedał w owym okresie drewna w takiej iloœci.

A schody stały, i stojš do dziœ, cieszšc oczy turystów swym niezwykłym wyglšdem. Nieznany rzemieœlnik zbudował je z 33 stopni, układajšc w dwa kompletne skręty, każdy po pełne 360o i, co najbardziej zadziwiajšce, bez centralnego wspornika utrzymujšcego je w pionie! Nie majš żadnych podpórek czy wzmocnień. Nie użył do ich połšczenia ani jednego gwoŸdzia, mocował je na drewnianych kołkach, łšczšc płaszczyzny stopni w siedmiu miejscach do wewnštrz, na tzw. zršb, i w dziewięciu miejscach na zewnštrz, a wszystkie fragmenty idealnie spasowane ze sobš. Co prawda, poczštkowo zakonnice dostawały się na chór na czworakach, bo schody nie miały zabezpieczajšcej balustrady. Zbudowano jš dopiero dwa lata póŸniej.

Architekci, projektanci i wykonawcy budowlani, którzy przyjeżdżajš podziwiać tę niesamowitš konstrukcję, zgodnie uważajš, że schody nie majš prawa stać - powinny załamać się tuż po wykonaniu, a minęło już 120 lat i, choć używane codziennie, wcišż stojš i wyglšdajš jak nowe!

Żeby lista niezwykłoœci zwišzanych z tš zadziwiajšcš konstrukcjš była pełna, trzeba dodać, że schody zostały wykonane z nieznanego drewna: jakiego i skšd je tajemniczy cieœla brat - pozostaje wcišż nie wyjaœnionš zagadkš. Przy tym, idšc po schodach, czy to w dół, czy w górę - ma się wrażenie, że oba skręty - każdy po 3600 - przybliżajš się do siebie.

Siostry zakonne, głęboko wierzšce w skutecznoœć modlitw swych poprzedniczek, uważajš, że owym zagadkowym budowniczym byt Œw. Józef Cieœla.

autor: Jan Larecki