Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja do Tajne.org


Tajemnica Atlantyku
19 czerwca 2002
Możliwoœć istnienia podmorskich cywilizacji od dawna podniecała wyobraŸnię pisarzy science-fiction. Nietrudno zrozumieć dlaczego. Dno ziemskich oceanów jest w dużym stopniu nie zbadane i można łatwo wyobrazić sobie nieznane człowiekowi podwodne miasta zbudowane przez wysoko rozwinięte istoty żyjšce pod wodš. Choć opowieœci wykorzystujšce takie teorie sš wcišż popularne w literaturze fantastycznej, wiele wypadków, które wydarzyły się w cišgu tego wieku wskazuje, że dno morskie może rzeczywiœcie kryć tajemnice jakby wyjęte z powieœci Juliusza Verne'a.

28 paŸdziernika 1902 roku we wczesnych godzinach rannych brytyjski statek handlowy SS "Fort Salisbury" płynšł na północ przez Zatokę Gwinejskš w pewnej odległoœci od zachodnich wybrzeży Afryki na południowym Atlantyku. Morze było spokojne, a niebo czyste i oficer wachtowy statku bez trudu zauważył dwa czerwone œwiatełka wyłaniajšce się z wody kilkaset jardów przed przedniš prawš burtš. Zogniskowawszy lornetkę na œwiatłach, oficer wachtowy zobaczył, że oœwietlajš one ogromny ciemny obiekt, który choć wyglšdał na statek morski, nie przypominał niczego, co oficer widział dotychczas. Bojšc się możliwej kolizji, zawiadomił sternika i zawezwał drugiego oficera A. H. Raymera, który przybiegł na mostek, aby na własne oczy ujrzeć tajemniczy statek.

Drugi oficer miał tylko kilka chwil na przyjrzenie się dziwnemu obiektowi, zanim ten zanurzył się pod wodę. Wystarczyło to jednak, aby mógł on potwierdzić podstawowe szczegóły widzianego zjawiska.

Wypełniajšc póŸniej księgę pokładowš statku, Raymer opisał to, co zobaczył, jako "nieco makabryczne w ciemnoœci nie mogliœmy dostrzec zbyt wielu szczegółów, ale miało to około pięciuset-szeœciuset stóp długoœci i dwa œwiatła na końcach. Mechanizm jakiegoœ rodzaju - lub, być może, płetwy - wzburzały wodę. Kiedy powoli niknšł pod falami, widzieliœmy, że jego boki pokryte były łuskami". Opowiadajšc póŸniej o tym wydarzeniu, Raymer mówił, iż rozważał czy to, co widział, było spodem przewróconego statku, ale że odrzucił takš możliwoœć. Był zbyt doœwiadczonym marynarzem, aby popełnić takš pomyłkę, a z drugiej strony - myœlał - w tym czasie żaden statek nie zaginšł na morzach niedaleko zachodniej Afryki.

Jeszcze mniej realne jest to, że obiekt był nie rozpoznanym stworzeniem morskim. Choć każdy ze œwiadków na pokładzie "Fort Salisbury" niezależnie zauważył, że powierzchnia obiektu nie była gładka, ale pokryta łuskami, prawdopodobieństwo tego, że zaobserwowano jakšœ olbrzymiš rybę było mniejsze niż zero, zważywszy że obiekt był wielokrotnie większy od największego znanego stworzenia wodnego - wieloryba błękitnego. Ponadto, jak skomentował to przedstawiciel Admiralicji, ryby nie sš wyposażone we własne oœwietlenie.

Tak więc musiało to być urzšdzenie mechaniczne, a na podstawie jego zachowania można sšdzić, że był to zapewne jakiœ rodzaj łodzi podwodnej. Jedynym problemem z tego typu teoriš jest to, że w 1902 roku żadne państwo na œwiecie nie znało technologii pozwalajšcej na budowę tak wielkiego okrętu podwodnego. W roku 1888 pierwsza w pełni działajšca łódŸ podwodna została zwodowana we Francji. Była poruszana przez jednš œrubę napędzanš silnikiem elektrycznym i ważyła tylko trzydzieœci ton. Dwa lata póŸniej Niemcy, którzy byli prawdziwymi mistrzami wczesniej podwodnej technologii, zwodowali dwustutonowy statek, ale produkcji nie rozpoczęto aż do roku 1905. Marynarka brytyjska, która zwodował pierwszš łódŸ podwodnš w roku wypadku koło Nowej Gwinei, była daleko w tyle za Niemcami w dziedzinie technologii podwodnej. A więc zdarzenie to - nie wyjaœnione przez współczesnych - pozostaje tajemnicš po dzień dzisiejszy.

Po ponad dziewięćdziesięciu latach od tego wydarzenia nikt nie znalazł odpowiedzi, które byłyby sensowne chociażby w małym stopniu. Można jednak bez obaw stwierdzić, że rok 1902 dostarczył nam po prostu pierwszego z wielu przykładów nie zidentyfikowanych okrętów podwodnych, które pojawiały się tam, gdzie ich obecnoœć była niemożliwa, albo zachowujšcych się inaczej niż jakikolwiek okręt stworzony rękš ludzkš.

12 stycznia 1965 roku pilot lotnictwa cywilnego Bruce Cathie leciał nad Portem Kaipara na północ od Helensville w Nowej Zelandii, kiedy zauważył w wodzie pod sobš coœ, co w pierwszej chwili wyglšdało na wyrzuconego na mieliznę wieloryba. Po uważniejszym przyjrzeniu się pilot zdał sobie jednak sprawę, że była to konstrukcja metalowa o długoœci stu stóp, która wydawała się spoczywać w wodzie na głębokoœci około trzydziestu stóp. Choć była to oczywiœcie łódŸ podwodna, Cathie doszedł do wniosku, że jej kształt jest wyjštkowo dziwny i przekazał raport o zdarzeniu nowozelandzkiej marynarce. Powiedziano mu, że opisywany obiekt nie może w żadnym razie być konwencjonalnš łodziš podwodnš, ponieważ w tym czasie trwał odpływ, a ponadto poziom wody przy wyjœciu z portu i w okolicach błotnistych mielizn był zbyt niski, aby jakikolwiek statek podwodny mógł dopłynšć aż tak daleko w głšb Portu Kaipara. Tajemnicza przygoda Cathiego znalazła kontynuację w innych dziwnych obserwacjach na Antypodach.

11 kwietnia tego samego roku dwóch mężczyzn badajšcych zatopiony statek rybacki w okolicach Wonthaggi Beach osiemdziesišt mil od Melbourne w Australii zobaczyło dwie dziwne łodzie podwodne wynurzajšce się pół mili od brzegu w odległoœci około stu jardów od siebie. Po mniej więcej pięćdziesięciu minutach obserwacji mężczyŸni zauważyli, że zanurzajš się one ponownie. Ale oficerowie wywiadu marynarki australijskiej powiedzieli im póŸniej, że "ze względu na lokalizację i konfigurację linii brzegowej jest mało prawdopodobne, aby obiekty te były łodziami podwodnymi". Równie nieprawdopodobne było, że obaj mężczyŸni ulegli złudzeniu wzrokowemu, tym bardziej że w cišgu pięciu dni tego samego miesišca złożono trzy inne doniesienia dotyczšce dziwnych łodzi podwodnych pojawiajšcych się na morzach na północ od Brisbane. Ponownie marynarka australijska przeprowadziła dochodzenie we wszystkich przypadkach, a jego wynik był za każdym razem taki sam: obiekty te nie były zwykłymi statkami, ponieważ żaden odpowiedzialny żeglarz nie ryzykowałby zniszczenia łodzi na wodach pełnych podwodnych skał i innych niebezpieczeństw.

Kolejne relacje okazały się jeszcze trudniejsze do wyjaœnienia. W roku 1963 marynarka Stanów Zjednoczonych prowadziła ćwiczenia obejmujšce wykrywanie i œledzenie statków podwodnych. W trakcie zajęć wychwycono dziwny œlad dŸwiękowy niedaleko Puerto Rico okuło pięciuset mil na południowy zachód od kontynentu amerykańskiego. Operatorzy sonaru na niszczycielu towarzyszšcym lotniskowcu "Wasp" zlokalizowali podwodny obiekt napędzany pojedynczš œrubš, który zdolny był poruszać się z prędkoœciš ponad stu siedemdziesięciu węzłów, choć rekord osišgnięty przez atomowš łódŸ podwodnš zbudowanš przez człowieka wynosił jedynie czterdzieœci pięć węzłów.

Wystarczajšco trudno sobie wyobrazić, jak pojazd napędzany œrubš mógłby osišgnšć prędkoœć czterokrotnie przewyższajšcš szybkoœć najszybszej stworzonej przez człowieka łodzi podwodnej, ale jeszcze bardziej tajemniczy jest fakt, że œledzony sonarem obiekt zszedł na głębokoœć poniżej dwudziestu siedmiu tysięcy stóp, bijšc rekord głębokoœci konwencjonalnej łodzi podwodnej o kilka mil. Kiedy szczegóły wydarzenia wyszły w końcu na œwiatło dzienne, marynarka Stanów Zjednoczonych odmówiła komentarzy. Dowództwo floty nigdy nie było w stanie wyjaœnić pochodzenia tajemniczego statku, a jeœli nawet udało się dokonać jakiegoœ postępu na drodze do prawdy, zdecydowano się nie ujawniać żadnych szczegółów. Z pewnych powodów wštpię, żeby sytuacja miała się zmienić. Idea, że obce istoty żywe mogš z odległych planet nas obserwować, przeraża wielu ludzi. Perspektywa, że zaawansowana cywilizacja nieznanych istot może w tajemnicy zamieszkiwać naszš własnš planetę właœnie teraz i istnieć nie zauważona zaledwie kilka mil od naszych brzegów, jest znacznie bardziej wstrzšsajšca.

autor: Richard Lazarus
tłumaczenie: Marcin Chodomski