Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja do Tajne.org


Historia Eilean Mor
19 czerwca 2002
Wiele morskich opowieœci mówi o odkryciu dryfujšcych opuszczonych statków, które znajdowano w doskonałym stanie, z nietkniętymi łodziami ratunkowymi. Niektóre z tych anegdot sš niczym więcej jak historiami wymyœlanymi przez marynarzy w nadbrzeżnych tawernach przy szklaneczce goršcego rumu w mroŸne zimowe wieczory. Ale o wiele więcej z nich okazywało się prawdš i w naszym wieku, podobnie jak w poprzednim, widziano nieprzeliczalnš liczbę statków opuszczonych bez żadnego wyraŸnego powodu. Jest wielkš tajemnicš, co naprawdę stało się z ich załogami, ponieważ nie mieœci się w głowie, żeby grupa racjonalnie myœlšcych osób mogła nagle wyskoczyć przez burtę na œrodku oceanu, porzucajšc wszelkie nadzieje na przetrwanie.

Najdziwniejsza historia morskiego zniknięcia nie jest jednak opowieœciš o marynarzach, ale o latarnikach. W końcu dziewiętnastego wieku na kamienistej wysepce Flannan wybudowano latarnię morskš Eilean Mor. Miała ona bezpiecznie prowadzić statki wokół Hebrydów i zachodniego wybrzeża Szkocji. Załoga składała się z dwóch osób, a trzeci latarnik był zawsze w pobliżu na wypadek choroby lub jakiejœ awarii. Przy takich zabezpieczeniach można było założyć, że snop ostrzegawczego œwiatła o mocy stu czterdziestu tysięcy œwiec nigdy nie zgaœnie. Ale w pierwszym roku naszego wieku, 15 grudnia 1900 roku, marynarze płynšcy lodowatymi wodami Morza Północnego spostrzegli ze zdumieniem, że latarnia morska na Flannan Island przestała działać.

Pierwszym, który przekazał tę zagadkowš wiadomoœć szkockim służbom ochrony wybrzeża, był kapitan parowca SS "Archer", który tej nocy żeglował niedaleko Hebrydów. Jednakże ze względu na trudne warunki pogodowe upłynęło kilka dni, zanim okręt ratunkowy "Hesperus" został wysłany w celu zbadania sprawy. Jednš z osób na pokładzie był naczelny latarnik rejonu, niejaki Joseph Moore, który poprzednio pełnił już służbę na Flannan Island. Rozmawiajšc o tajemniczej historii z kolegami, Moore nie był w stanie wyobrazić sobie żadnych okolicznoœci, które mogłyby spowodować uszkodzenie mechanizmu latarni; co więcej, Moore był przyjacielem wszystkich członków trzyosobowej załogi majšcej służbę w grudniu: Thomasa Marshalla, Donalda McArthura i Jamesa Ducata i wiedział, że sš to doœwiadczeni i umiejętni latarnicy, którzy nie ulegliby panice w sytuacji kryzysowej.

Kiedy Moore widział ich trzy tygodnie przedtem, cieszyli się doskonałym zdrowiem i trudno było sobie wyobrazić, że wszyscy jednoczeœnie mogli zapaœć na chorobę na tyle poważnš, aby uniemożliwiała wykonywanie obowišzków. W rzeczywistoœci, jak Moore miał przekonać się naocznie, wydarzyło się coœ znacznie bardziej dziwnego.

Kiedy "Hesperus" dotarł do niegoœcinnej wyspy, na nadbrzeżu nie widać było œladu przygotowań do jego przybycia, a powtarzane tršbienie syreny statku też nie spotkało się z żadnym odzewem. Joseph Moore jako pierwszy zszedł na lšd i skierował się do białej latarni morskiej. Wewnštrz było zimno i pusto, ale poza tym pomieszczenie wyglšdało normalnie. Wszystkie rzeczy były starannie ułożone na swoich miejscach, knoty latarni były wyczyszczone i przycięte, a jej naczynia wypełnione olejem i gotowe do zapalenia o zmierzchu.. Joseph Moore sprawdził następnie księgę pokładowš i ze zdumieniem znalazł w niej zapis, że w nocy 14 grudnia wokół wyspy rozszalał się gwałtowny sztorm. Ten zapis był zupełnie niewytłumaczalny, ponieważ w czasie tej nocy pogoda była stosunkowo dobra, a sztorm rozpoczšł się dopiero następnej nocy, kiedy to po raz pierwszy zauważono, że latarnia przestała działać. Ostatni wpis do księgi został dokonany przez Ducata 15 grudnia. Brzmiał on: "Sztorm ustał, morze spokojne, Bóg ma nas w swojej opiece".

Relacjonujšc tę dziwnš sytuację kapitanowi "Hesperusa", Moore zaproponował dokładne przeszukanie całej maleńkiej wysepki. Propozycja ta została przyjęta, ale załoga statku ratowniczego nie odnalazła ani latarników, ani żadnych wskazówek w sprawie ich zniknięcia. Następnego dnia "Hesperus" odpłynšł do bazy bez rozbitków, ciał i bez wyjaœnienia zagadki, a Joseph Moore pozostał sam na wyspie w celu samodzielnej obsługi latarni. W trakcie kilku następnych tygodni, przemierzajšc nierównš, skalistš wyspę Flannan, naczelny latarnik miał wiele czasu na zastanawianie się nad losem swoich towarzyszy. Czyżby podeszli zbyt blisko do morza i zostali zmyci przez olbrzymiš fale? Nie było to zbyt prawdopodobne, bo mężczyŸni ci doskonale zdawali sobie sprawę z niebezpieczeństwa igrania z rozszalałym morzem. Może jeden z nich zwariował, zabił pozostałych i zrzucił ciała do morza, a następnie skoczył ich œladem? Takš możliwoœć Moore rozważał bardzo dokładnie, ale w końcu też jš odrzucił. Znał tych ludzi osobiœcie i razem z ich rodzinami machał im na pożegnanie zaledwie trzy tygodnie przedtem.

I co ze sztormem odnotowanym w księdze pod datš 14 grudnia? Niemożliwa była przecież aż tak wielka niedokładnoœć. To wszystko nie miało sensu, a jednak fakt pozostawał faktem i trzech mężczyzn zniknęło. Wyglšdało to tak, jakby wszyscy zostali nagle zawładnięci przez jakšœ niezwykłš siłę i porwani wbrew swojej woli. Tak - myœlał Moore - to musi być odpowiedŸ. Ale porwani dokšd, jak i przez co?

I tak w czasie samotnych dni końca grudnia 1900 roku i poczštku stycznia roku następnego myœli Josepha Moora były zaprzštnięte tymi makabrycznymi spekulacjami. Dużo póŸniej, miesišce po zwolnieniu z samotnej służby, Moore opowiadał przyjaciołom, że w trakcie tych ponurych tygodni zaczšł zauważać nienaturalnie przygnębiajšcš atmosferę przesiškajšcš całš wyspę. Czasami odnosił wrażenie, że szukajšc bezskutecznie rozwišzania zagadki, słyszy wyraŸne głosy Marshalla, McArthura i Ducata wołajšce go przez wiatr. Być może zjawisko to było jedynie wytworem wyobraŸni albo był to krzyk mew kršżšcych nad jego głowš, ale nigdy nikt nie przekonał już Josepha Moora do powrotu na niegoœcinnš wyspę Flannan.

autor: Richard Lazarus
tłumaczenie: Marcin Chodomski