Do tej pory nikt nie znalazł ani skóry, ani sierci legendarnego Człowieka niegu z Himalajów. Mimo to sš naukowcy, którzy wierzš, iż może się to zdarzyć w każdej chwili.
Ludy za mieszkajšce ten surowy region naszego globu nazywajš te stwory yeti, co znaczy ohydny, odrażajšcy, straszny. Zgodnie z tym, co podajš tubylcy, yeti żyjš wysoko w niedostępnych kryjówkach Himalajów. Problem polega na tym, że od czasu do czasu stwory te schodzš w dół do wiosek. Według opowieci Szerpów, yeti nie ograniczajš się do jedzenia żab ze stawów w dolinach czy też delikatnych pędów drzew lub krzewów. Zaspokajajš głód również wieżym mięsem- czasem kozš, czasem młodym jakiem, a nawet porwanym dzieckiem, albo samotnym pastuchem, który popełnił ten błšd, iż spał samotnie w słońcu.

Ponieważ to włanie brytyjska kolonia w Indiach rozcišgała się aż do budzšcych grozę Himalajów, Brytyjczycy byli pierwszymi, którzy zetknęli się z relacjami o tych dziwnych stworach. Uznali je za wymysły tubylczej wyobrani. Pierwsza mała rysa na tej wyrosłej przez lata ogromnej cianie ignorancji i wštpliwoci pojawiła się w roku 1913, kiedy grupa chińskich myliwych zraniła i wzięła do niewoli jakie dziwne, człekopodobne stworzenie, które Tybetańczycy nazywali Człowiekiem niegu.
Chińczycy mówili, że stwór o czarnej, małpiej twarzy, pokryty srebrno żółtš, długš na kilka centymetrów sierciš, o nadzwyczaj silnych dłoniach i bardzo podobnych do ludzkich stopach, był trzymany w klatce w Patang, w prowincji Sinkiang. Stwór chrzškał i wydawał gardłowe dwięki, ale większoć czasu spędzał z zaciniętymi ustami lub wydawał charakterystyczne głone gwizdanie. Po jakich pięciu miesišcach stworzenie zachorowało i zmarło.
Wybuch pierwszej wojny wiatowej uniemożliwił wszelkie naukowe ekspedycje w ten rejon. W 1937 roku brytyjski badacz, Frank Smythe, przybył do Tybetu z doniesieniem o człekopodobnych dzikich stworach nieznanego gatunku, które panoszyły się w górnych partiach Himalajów, żywišc się owadami i gryzoniami albo większymi zwierzętami, jeli tylko mogły je upolować.
Smythe znalazł ich tropy na wysokoci około 4200 metrów. Jego przewodnicy, Szerpowie, odmówili pójcia dalej, kiedy zauważyli lady.
Pomiary odcisków wykazały, że były one zdumiewajšco podobne do ludzkich, z tš różnicš, że palce stopy były odbite na pięcie stopy poprzedniej. Rozmiar: około trzydzieci trzy centymetry długoci i trzynacie centymetrów szerokoci.
Od tego czasu wiele ekspedycji znajdowało różne lady wskazujšce, że Człowiek Sniegu faktycznie istnieje i jest nadzieja, że którego dnia zostanie wreszcie schwytany.
Brytyjski major Alan Cameron, który brał udział w wyprawie na Mount Everest w 1923 roku, szedł z grupš himalaistów drogš w kierunku szczytu, kiedy jeden z przewodników zauważył sznur żywych istot, wolno poruszajšcych się wzdłuż jednego z klifów,dobrze ponad liniš niegu. Dwa dni póniej, kiedy grupa Camerona dotarła do tegoż miejsca, znalazła ogromne, podobne do ludzkich odciskistóp na niegu.
Więcej dziwnych tropów na linii niegowej lodowatych stoków Everestu napotkała pod koniec 1936 roku pierwsza ekspedycja Shiptona. H.W Tilman, członek ekspedycji, który szedł owymi tropami wiele kilometrów, zanotował, że jest wykluczone, by lady te mogło pozostawić jakie czworonożne zwierzę. Tilman w końcu zgubił trop na grani gołych skał.
W 1958 roku amerykański naukowiec, Norman Dyrenfurth, donosił z Katmandu w Nepalu" że znalazł dowody, które przekonały go, iż Człowiek niegu należy albo do gatunku Homo sapiens, albo jest nieznanš istotš człekokształtnš. Przeszukiwał on jaskinie" w których istoty te żyły bez ognia, zbierał resztki jedzenia, włosy, zarówno srebrnoszare, jak i rudawobršzowe, sporzšdzał gipsowe odlewy odcisków stóp i gromadził inne drobiazgi, by udowodnić, że nieuchwytny Człowiek niegu naprawdę istnieje: duże osobniki majš wzrost około dwa metry czterdzieci centymetrów, a małe metr dwadziecia.
W 1958 roku pewien antropolog wysunšł przypuszczenie, że odciski stóp nie należš do Człowieka niegu, lecz do tubylców, których palce wystajš ze znoszonych sandałów. na co "Chicago Tribune" odpowiedziała: "Jest to dobre wytłumaczenie dla kogo" kto tam nie był..."
Niezwykłe zainteresowanie yeti wykazał pewien sierżant milicji z Azerbejdżanu.
Latem 1947 roku w pobliżu małej wsi azerbejdżańskiej sierżant Ramazan, uważany za człowieka uczciwego i zdyscyplinowanego funkcjonariusza, wracał nocš ze służby, kiedy niespodziewanie spoza drzew wyskoczyło wielkie, nagie, owłosione stworzenie, obezwładniło go i zaniosło pod drzewo. Najwyraniej siedziała tam towarzyszka życia napastnika - nieco niższa od samca, z obwisłymi piersiami i długimi włosami. Zarówno samiec, jak i samica byli mocno owłosieni - z wyjštkiem przerażajšcych, ciemnych, małpich twarzy. Dzikie stwory wydawały nieartykułowane dwięki i zaczęły z zainteresowaniem obmacywać sierżanta, zwracajšc szczególnš uwagę na błyszczšce guziki jego munduru. Próbowały przekonać się nawzajem, że zdobycz jest niepodzielnš własnociš jednego z nich. Warczały, popychały się, a nawet się pobiły. Dopiero o wicie oddaliły się i znikły w lesie. Skromny milicjant z Azerbejdżanu może więc powiedzieć o sobie, że jest prawdopodobnie jedynym człowiekiem, o którego pobiły się yeti!
Doniesienia o Człowieku niegu napływały w latach szećdziesištych, siedemdziesištych i osiemdziesištych, co pozwala przypuszczać, iż yeti nie wyginęły i dalej wiodš życie W mało dostępnych zakštkach Azji. Najwieższe doniesienie pochodzi z 1990 roku. Złożył je nie byle kto, bo sam R. Messner, zdobywca wszystkich omiotysięczników i najlepszy himalaista wiata. Podczas swojej ostatniej wyprawy napotkał i oglšdał na własne oczy Człowieka niegu, co nie bez pewnych wahań ujawnił na konferencji prasowej. Ponieważ zdobył już wszystkie omiotysięczniki, Messner ma teraz nowy cel w życiu: organizuje specjalna wyprawę w Himalaje, aby schwytać yeti.
Czy obejrzymy wkrótce na ekranach telewizorów legendarnego Człowieka niegu? A jeli tak, to czy okaże się on bardziej zwierzęciem czy bardziej człowiekiem?
autor: Thomas De Jean