Sasquatch13 czerwca 2002Co zostawia te przeklęte lady i ja to wykryję - poprzysišgł sobie René Dahinden, kanadyjski tropiciel Dzikiego Człowieka Lasów, żyjšcego ponoć w bezludnych rejonach dawnej Kolumbii Brytyjskiej i północno- zachodniej częci Stanów Zjednoczonych. Jak dotšd nikomu nie udało się dostarczyć żywej lub martwej olbrzymiej istoty, która podobnie jak jej azjatycki kuzyn - yeti pozostawia jedynie lady swoich stóp i tylko czasem uda się jš komu zobaczyć.
Nie musi być w tym jednak nic podejrzanego. Tereny, na których żyjš rzekomo północnoamerykańscy Dzicy Ludzie Lasów. sš nie zamieszkane i poronięte dziewiczš puszczš. Tylko ci nieliczni, którym zdarzy się przebywać w tych okolicach, majš szansę zobaczyć te stworzenia, chyba że zapędzš się one w pobliże ludzkich osiedli.
Opowieci o Człowieku Lasów kršżš od dawien dawna. Stworzenie to dobrze znane było Indianom, którzy nazwali je Sasquatch, za w Stanach Zjednoczonych nazywa się je Bigfoot. Obie te nazwy znaczš "Wielka Stopa". Mimo tak długiej historii i stosunkowo licznych w tym czasie spotkań z nimi. nie wiadomo, czy chodzi tu o nie znany nauce gatunek gigantycznej, człekopodobnej małpy czy , raczej o jakš rasę praludzi Według zeznań naocznych wiadków, bardziej przypominajš istoty , ludzkie niż małpy.
Nikomu nie udało się schwytać Wielkiej Stopy, ale być może, prawdš jest, że stało się co dokładnie przeciwnego: Sasquatch schwytał cywilizowanego człowieka ...
Najdziwniejsza historia, jakš można znaleć w bogatych materiałach René Dahindena, dotyczy Alberta Ostmana, sezonowego drwala z Fort Langley, który twierdzi, że... został porwany. przez dorosłego samca Sasquatcha i był więziony w jego kryjówce!
Miało się to wydarzyć w 1924 roku w bezludnym rejonie lenym przeszło sto szećdziesišt kilometrów na północ od Vancouver w Kanadzie. Ostman skończył włanie pracę i wzišł urlop, zamierzajšc zajšć się poszukiwaniem zapomnianej kopalni złota. W tym celu wynajšł starego Indianina jako przewodnika i ruszyli na poszukiwania.
Indianin był przestraszony możliwociš napotkania Sasquatcha. Pewien biały człowiek, który przynosił regularnie złoto z opuszczonej kopalni, nagle w zagadkowy sposób zniknšł i Indianin podejrzewał, że kryje się za tym Bigfoot. Jednakże Ostman, który nigdy nie słyszał o Dzikim Człowieku Lasów - wymiał go.
Kiedy osišgnęli brzeg małej zatoczki, Ostman rozbił obóz i przykazał Indianinowi, by czekał na niego trzy tygodnie, sam za udał się na poszukiwania złota. Miał ze sobš piwór, strzelbę typu Winchester, a wród drobiazgów w plecaku także kilka blaszanych pudełek z tytoniem do żucia - rzecz, która póniej odegra ważna rolę.
Po kilku dniach samotnej włóczęgi znalazł się w całkowicie dzikim terenie. Trudno było wyobrazić sobie, że oprócz zwierzšt, można tu spotkać jakš żywš istotę, a jednak... Pewnego ranka Ostman spostrzegł, że niektóre przedmioty , sš porozrzucane. Nic nie zginęło, ale w nocy kto najwyraniej grzebał w jego rzeczach!
"Następnej nocy - relacjonował drwal - załadowałem starannie strzelbę. Miałem jeszcze pełne pudełko, zawierajšce dwadziecia naboi, nie liczšc całego magazynka i szeciu naboi luzem w kieszeni kurtki. Strzelbę schowałem pod piwór.
Kiedy obudziłem się rano, plecak był wypróżniony. Kto wywrócił go do góry nogami. Dalej wisiał na tyczce, zaczepiony na ramišczku, tak jak go powiesiłem. Póniej zauważyłem, że zginęło pół paczki suszonych liwek. Zniknšł także placek. Poprzedniej nocy mylałem, że odwiedził mnie jeż, ale gdyby tak było, zniknęłaby sól, ponieważ jeże bardzo jš lubiš. Sól pozostała jednak nietknięta, więc uznałem, że musiało to być co innego".
Z powodu złej pogody Ostman nie opuszczał obozowiska trzy dni. Wizyty tajemniczego gocia powtarzały się noc w noc. Jednak następnej nocy nie było już mu dane przespać.
"Obudziłem się, ponieważ co mnie podniosło do Góry Byłem jeszcze półprzytomny i w pierwszej chwili nie wiedziałem gdzie jestem. Gdy zebrałem myli, przypomniałem sobie, że jestem na wyprawie i leżę w piworze. Mojš pierwszš mylš było, że zelizguję się po niegu, ale nie było żadnego niegu. Następnie miałem wrażenie, że jadę na koniu, ale to co, co mnie niosło, najwyraniej kroczyło. Dyszało ciężko i czasami wydawało z siebie kaszlnięcie. Teraz już wiedziałem, że musi to być Sasquatch - jeden z tych mieszkajšcych w górach olbrzymów, o których mówił Indianin'".
Po pewnym czasie niesamowita podróż na plecach skończyła się i położono Ostmana na miękkiej ziemi. Było jeszcze ciemno i nie dawało się rozróżnić szczegół6w, dopóki blask wschodzšcego słońca nie owietlił niezwykłej scenerii. Wokół drwala stały cztery przerażajšce istoty. Wszystkie były olbrzymie i pokryte czarnymi, długimi włosami. Tworzyły najwyraniej rodzinę: stary Sasquatch, który przytaszczył Ostmana, był najpotężniejszy, majšc prawie dwa metry czterdzieci centymetrów wzrostu. Jego samica była o trzydzieci centymetrów niższa i wyglšdała na jakie dwiecie pięćdziesišt, dwiecie siedemdziesišt kilogramów wagi. Młody samiec mierzył podobnie jak jego matka dwa metry dziesięć centymetrów wzrostu i miał około stu czterdziestu centymetr6w obwodu w klatce piersiowej. Najmniejsza była młoda samica , najwyraniej w wieku dziecięcym, gdyż nie miała jeszcze rozwiniętych piersi. Jedynymi nie pokrytymi włosami częciami ciała były. wewnętrzna strona dłoni i podeszwy stóp, górna częć nosa i okolice oczu. Nie było widać uszu, gdyż zasłaniała je szczecina włos6w. Włosy na głowach miały około piętnastu centymetr6w długoci; na ciele były kr6tsze, ale znacznie grubsze.
Kiedy Ostma n oprzytomniał i wyzwolił się z pierwszego strachu, rozejrzał się z ciekawociš dookoła. Znajdował się w głębokiej, maleńkiej kotlince o wysokich cianach skalnych. Na północnym wschodzie znajdował się otwór szeroki na dwa i pół metra, a wysoki na szeć metrów w najwyższym punkcie. Był to otwór przez który dostali się do rodka.
Jakkolwiek przestraszony, Ostman wkrótce uspokoił się. Miał większoć swoich rzeczy, łšcznie z plecakiem, w którym znajdowało się jedzenie i kawa oraz strzelbę z pełnym magazynkiem i dodatkowymi nabojami.
Dwa dni wytężał umysł, próbujšc wymylić, w jaki sposób uciec, a ponieważ nic zadowalajšcego nie przychodziło mu do głowy po prostu podszedł do otworu prowadzšcego na wolnoć. Jednakże stary Sasquatch z okrzykiem, który brzmiał jak: "Soaka, soaka" popchnšł go z powrotem. Ostman był zdecydowany strzelać, ale obawiał się, czy kula z winchestera powali tak ogromne cielska.
W czasie swojej niewoli dokonał pewnych spostrzeżeń co do sposobu odżywania się włochatych istot i ich trybu życia. Nigdy nie widział, by jedli mięso. Zbierali korzonki, orzechy i inne jadalne roliny. Spali na wymoszczonych mchem i trawš łożach, znajdujšcych się na czym w rodzaju półki skalnej. Mieli też w rodzinie podział czynnoci. Okazja do ucieczki nadarzyła się siódmego dnia niewoli. Ostman rozpalił ogień i zrobił sobie kawy. Kiedy zjadł i napił się wycišgnšł jedno ze swoich pudełek z tytoniem do żucia. Stary Sasquatch sięgnšł po nie rękš i odebrał mu je, po czym zjadł całš jego zawartoć, wylizujšc pudełko.
"Po kilku minutach - mówił Ostman - zaczšł przewracać oczami i patrzył prosto przed siebie. Było jasne, że zrobiło mu się niedobrze. Złapał dzbanek z wystygłš już kawš i wypił jš, ale nie przyniosło mu to ulgi. Włożył głowę między kolana i zaczšł się kiwać. Następnie zaczšł kwiczeć jak zraniona winia. Złapałem strzelbę. Powiedziałem do siebie: teraz albo nigdy. Jeżeli będzie chciał mnie zatrzymać, wypalę mu między oczy Ale jemu potrzebna była woda i powlókł się w stronę ródełka. Zapakowałem wszystkie moje rzeczy do plecaka. Młody Sasquatch pobiegł po matkę, która też zaczęła kwiczeć. Ruszyłem w kierunku otworu wejciowego. Samica była tuż za mnš. Odwróciłem się i dałem ognia ponad jej głowš".
Nikt go nie cigał. Wkrótce zobaczył szczyt znajomej góry. Kiedy po upływie półtora dnia oddalił się od kryjówki Sasquatcha na dużš odległoć, poczuł, że jest uratowany.
Oto najdziwniejsza historia zwišzana z Dzikimi Ludmi Lasów. Historia sezonowego drwala Alberta Otsmana, który tydzień był jeńcem rodziny Sasquatchy.
autor: Thomas De Jean