Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja do Tajne.org


Biblioteka z przyszłoœci
3 lipca 2002
- Byłem w Indiach. Widziałem jš na własne oczy, dotykałem jej i kazałem sobie odczytać swoje dzieje z prastarych liœci palmowych.

43-letni Bartholomaus Schmidt z Monachium to człowiek trzeŸwy - doradca ekonomiczny i instruktor na kursach sprzedaży. Teraz jednak wylewa z siebie potoki słów relacjonujšc swoje przeżycia, przeœwiadczony o Niepojętym, przejęty tajemniczym zbiorem liœci palmowych w Indiach.

Sš to najbardziej zagadkowe biblioteki œwiata. Już przed tysišcami lat indyjscy mędrcy ryli na majšcych 6 centymetrów szerokoœci i 48 centymetrów długoœci liœciach palmowych życiorysy i losy ludzi dziœ żyjšcych, także Europejczyków, którzy nigdy wczeœniej w Indiach nie byli. Każdy -poza kilkoma wyjštkami - może udać się do takiej biblioteki, zapytać o swoje liœcie i poprosić o odczytanie swoich losów. Liœcie te nie zawierajš jednak życiorysów wszystkich ludzi z całego œwiata, lecz tylko tych, którzy pewnego dnia rzeczywiœcie pojawiajš się w takiej bibliotece.

W ten sposób liczba życiorysów zredukowana została z kilku miliardów do... do ilu, tego nikt dokładnie nie wie. Wiadomo natomiast, że strzegšcy liœci palmowych mędrcy przenoszš ich treœć na nowe egzemplarze, kiedy stare stajš się zbyt kruche, czyli mniej więcej raz na 800 lat.

Po obu stronach prastarych, cieniusieńkich liœci palmowych wyryte sš w języku starotamilskim dzieje przeszłoœci i przyszłoœci przybysza. Wysokie na mniej więcej 1 milimetr znaki tego liczšcego sobie tysišce lat języka południowych Indii dla niewprawnego oka sš prawie nierozpoznawalne.

Ku swemu niebotycznemu zdumieniu przybysz dowiaduje się wszystkiego o życiu swoim, swoich rodziców, rodzeństwa, swojej żony i dzieci. Obok informacji o wykonywanym zawodzie znajdujš się też niekiedy wskazówki na temat cech szczególnych czy na przykład ułomnoœci. Czasami pewne słowa i pojęcia zastępowane sš obrazowymi opisami. I tak na przykład zawód maszynisty kolejowego zdefiniowano następujšco: "woŸnica pojazdu, którym dzięki parze wodnej lub innej energii można przewozić wiele osób na duże odległoœci".

Dla nas jest rzeczš niepojętš, że wyryte na liœciach palmowych nazwisko odwiedzajšcego zawsze odpowiada rzeczywistoœci oraz że wymienieni sš wszyscy jego żyjšcy w dniu odwiedzin krewni. Niejednokrotnie podany jest też dzień, w którym dana osoba odwiedzi bibliotekę, oraz nazwisko tego, który go tam wprowadzi.

Dla każdego odwiedzajšcego sš dwa liœcie. Na jednym jest jego nazwisko, zawód, przebieg dotychczasowego życia oraz poprzednie wcielenia. Jeœli wyryte na tym liœciu szczegóły się zgadzajš, czytajšcy wyjmuje z archiwum drugi, przynależny do pierwszego liœć. Z niego przybysz dowiaduje się, jaka czeka go przyszłoœć. Wszystkie przyszłe wydarzenia - aż do chwili œmierci - opisane sš z podziałem na około dwuipółroczne lub pięcioletnie okresy. Ten rodzaj przedstawiania przyszłoœci znany jest w Indiach pod nazwš sandhja Bhrigu, od imienia mędrca Bhrigu. Podobno miał on rozwinšć tę metodę po wielu latach medytacji w trosce o losy swoich uczniów.


Wróćmy jednak do Bartholomausa Schmidta i jego fascynujšcej podróży.

- Całymi miesišcami przemierzałem południowe Indie w poszukiwaniu biblioteki liœci palmowych. Na próżno. Nikt nie potrafił mi pomóc. Rozczarowany, zdecydowałem się w końcu wracać do domu. I nagle, ostatniego dnia, zupełnie niespodziewanie w recepcji hotelu spotkałem pewnego Niemca. W trakcie luŸnej rozmowy spytałem go o bibliotekę palmowš. "Jest taka" - powiedział, jakby była to najnormalniejsza rzecz na œwiecie. "Ale nie w Bombaju. Musi pan pojechać do Bangalore. Byłem tam. Rok temu. Shastri, który odczytywał moje liœcie, powiedział, że za rok się ożenię. Z Niemkš. Miało to być 28 grudnia, a więc pojutrze. I pojutrze rzeczywiœcie biorę œlub. Będšc wtedy w Bangalore, jeszcze jej nie znałem. Prawdę mówišc, nie wierzyłem w ani jedno słowo. Dziwna historia, prawda?"

Po tym spotkaniu pan Schmidt natychmiast udał się do Bangalore, stolicy stanu Mysore, 280 kilometrów na zachód od Madrasu. Po przybyciu do miasta poprosił w hotelu, żeby zameldowano go w bibliotece. Już dwie godziny póŸniej wchodził do starej, wielkopańskiej willi przy 33, Sth Main Road, Chamarajpet. Tu właœnie znajduje się będšcy od ponad 800 lat w posiadaniu rodziny Shastri zbiór liœci palmowych.

Sri Jyotishacarya Ramakrishna Shastri, aktualnie opiekujšcy się bibliotekš, jest uczonym i filozofem. Od dzieciństwa jego zmarły w 1984 roku ojciec wprowadzał go w teoretyczne i praktyczne tajniki wschodniej mistyki, pozytywnej siły myœlowej oraz Sfuka nadi Sfuka (papuga) oznacza boskš mšdroœć, a nadi moment w czasie. Tradycje owej duchowej, praktycznej i psychologicznej wiedzy o życiu sięgajš 5300 lat wstecz, a jej przedmiotem jest zawarta na palmowych liœciach analiza momentu narodzin jednostki. Dokonano jej dzięki spirytualnym zdolnoœciom mędrca Sfuka, przedostajšc się dla poznania przyszłoœci poza ramy czasu i przestrzeni, jak czynili to już prorocy oraz Nostradamus.

Sfuka nadi zajmuje się przede wszystkim celami, jakie człowiek obiera w życiu. Pomaga mu osišgnšć spełnienie tak duchowe, jak i materialne. W wiedzy tej akcent położony jest na aspekty spirytualne i materialne, co ma ułatwić człowiekowi wypełnianie jego ziemskich obowišzków, umożliwiajšc zarazem większe poœwięcenie się rozwojowi duchowemu. Według Sfuka nadi ludzkie usiłowania, by zmienić swój los, okreœlane sš przez zasadę równowagi dynamicznej, nie zaœ statycznej, której czynnikiem jest z góry ustalone przeznaczenie. Interpretacja liœci palmowych w duchu Sfuka nadi odzwierciedla "boski plan" ludzkiego życia oraz ukazuje możliwoœci i zdolnoœci każdego z szukajšcych. Pomaga człowiekowi w jak najlepszym wykorzystaniu swojego życia w zgodzie z boskim planem. Obejmuje osobowoœć, życie rodzinne, sukces finansowy oraz predyspozycje umysłowe i podaje sposoby umożliwiajšce skorygowanie procesów myœlowych, np. w formie mantr, pierwotnie hymnów i formułek ofiarnych z Wed.

Sfuka nadi ma na celu:

1. wspomaganie pokoju i szczęœcia w życiu jednostki;
2. popieranie wartoœci prawdy oraz nierozerwalnej całoœci;
3. uchronienie œwiata od wojen, epidemii i rewolucji;
4. zachowanie tradycji i dóbr kulturalnych wszystkich narodów dla dobra całej ludzkoœci;
5. podniesienie jakoœci życia poprzez odwagę i szczeroœć;
6. intensyfikację pierwiastka duchowego poprzez wysiłek indywidualny i zbiorowy;
7. upowszechnianie wiedzy wedyjskiej - bez względu na rasę, historię, język czy wiarę - dla dobra całej ludzkoœci.

Odpowiedzialnym za przechowywanie i prowadzenie zbioru liœci palmowych w Bangalore oraz sztukę odczytywania starotamilskich tekstów jest teraz Sri Shastri. Liczšca sobie ponad 5000 lat biblioteka obejmuje 3665 tomów po 365 liœci każdy.

Sztuka czytania tych tekstów jest umiejętnoœciš przekazywanš z pokolenia na pokolenie i przechodzšcš z ojca na najstarszego syna. Co 800 lat - jak wspomniano -przenosi się zapiski z nadwštlonych liœci na œwieże.

Sri Jyotishacarya Ramakrishna Shastri, mniej więcej 40-letni opiekun biblioteki, przyjšł Bartholomausa Schmidta w tradycyjnym stroju urzędnika. Spytał o datę urodzenia i zniknšł w swoim archiwum. Po 20 minutach powrócił z dwoma liœćmi palmowymi w dłoniach.

Monachijski biznesmen nie podał nic oprócz swojej daty urodzenia. Tym bardziej był więc zdumiony, kiedy Shastri odczytał mu szczegóły z jego życia, które dokładnie odpowiadały rzeczywistoœci, a więc że ma już za sobš trzy małżeństwa i że jego trzecia żona niedawno zmarła. Na liœciu zawarte też były informacje o jego karierze zawodowej oraz szczegóły życia prywatnego.

- A pańska przyszłoœć? - spytałem Schmidta.

- O, czeka mnie jeszcze mnóstwo rzeczy. Jedno w każdym razie mogę panu zdradzić: jak na razie nie mam się co przejmowa㠜mierciš, ponieważ na moim liœciu palmowym było napisane, że dożyję sędziwego wieku 87 lat! Czy to nie coœ?

Nikomu nie wolno zabierać z biblioteki "swoich" liœci. Dowiedziałem się jednak od Schmidta, że udało mu się mimo wszystko wejœć w posiadanie kilku liœci z tej biblioteki.

- W czasie mojego błšdzenia po Indiach usłyszałem o pewnym opuszczonym klasztorze. Pojechałem tam rikszš motorowš. Klasztor leżał w połowie wysokoœci pewnej góry i pilnowało go dwóch mnichów. Modlili się, majšc obok siebie dwie miseczki z ryżem. Zagadnšłem ich i opowiedziałem o tym, że byłem w Bangalore w bibliotece liœci palmowych i że bardzo chciałbym wzišć kilka takich liœci ze sobš do domu. Ponieważ zaœ ich klasztor jest już nieczynny, chętnie zakupiłbym kilka.

Mnisi potrzšsnęli przeczšco głowami i wyjaœnili mi, że zbiory liœci palmowych to "œwięte księgi" i że nie mogš mi ich dać. Nie dałem się jednak tak łatwo zbić z pantałyku i w 'nadziei, że może mimo wszystko uda mi się coœ wskórać, zaczšłem ich wypytywać o klasztor. Dopiero kiedy poczułem, że majš mnie serdecznie doœć, pożegnałem się.

Następnego dnia ponownie popielgrzymowałem na górę. Tym razem wcišgnšłem w rozmowę bardziej przystępnego z mnichów, który po jakimœ czasie zapytał mnie, skšd pochodzę.

Od razu zaczšłem mu szczegółowo opowiadać o bawarskich koœciołach i klasztorach, stopniowo przechodzšc do celu mojej wyprawy do Indii. Opisałem moje wielomiesięczne daremne poszukiwania biblioteki liœci palmowych i to, jak wreszcie dzięki poleceniu znalazłem się u Sri Shastriego, który odczytał mi moje liœcie.

Kiedy wymieniłem nazwisko Sri Shastri, mnich nadstawił uszu.

- PrzyjdŸ jutro - powiedział. - Zobaczę, co mogę dla ciebie zrobić.

Kiedy następnego dnia znowu się u niego zjawiłem, wręczył mi stosik powišzanych liœci palmowych.

- Przejmujesz nad nimi odpowiedzialnoœć - powiedział z naciskiem. - Twoim zadaniem i obowišzkiem jest przechowywać je jak œwiętoœć.

- To właœnie one - mówi Schmidt lakonicznie, wydobywajšc z różnych drogocennych, jedwabnych woreczków powišzane liœcie palmowe i rozpoœcierajšc je przede mnš.

- To byłoby właœciwie wszystko - mówi, podczas kiedy ja odnoszę wrażenie, że ten człowiek musiał przeżyć coœ nadzwyczajnego. Ze swoimi ciemnymi oczami, œniadš skórš i czarnymi jak smoła włosami ten norymberczyk z pochodzenia spokojnie sam mógłby uchodzić za Hindusa.

- Osišgnšłem, co chciałem - słyszę jego głos. -Nocnym pocišgiem pojechałem potem na północ wzdłuż wybrzeża od Cochin przez Goa do Bombaju i stamtšd poleciałem samolotem do domu.

autor: Johannes von Buttlar
tłumaczenie: Ryszard Turczyn