Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja do Tajne.org


Otwarte niebiosa
3 lipca 2002
Pierwsza ksišżka Forta, zatytułowana The Book of Damned (Księga przeklętych), rozpoczyna się opisem różnych dziwnych rzeczy, które spadły z nieba. Był to z pewnoœciš jego ulubiony temat. Z publikacji w prasie naukowej zebrał zadziwiajšco różnorodne relacje o tym, co spada nam na głowy - poczšwszy od alabastru, po robaki, ale przede wszystkim żaby, ryby i lód. Niekiedy przedmioty te lecš z nieba wraz z deszczem, ale czasami zdarza się to przy pięknej pogodzie, co wydaje się szczególnie niezwykłe.

Większoœć z nas niewiele wie na ten temat, relacje o dziwnych rzeczach spadajšcych z nieba traktujemy przeważnie jako zmyœlone historie. Ale ci, którzy zajmowali się tym zjawiskiem, myœlš całkiem inaczej. Nie sposób zaprzeczyć, iż naprawdę różnoœci spadajš z nieba. Tak było w czasach Forta i tak jest również dzisiaj.

Najczęœciej zdarzajš się deszcze żab i ryb. Na przykład 22 lutego 1994 roku setki plamistych okoni - długoœci od dwóch do pięciu centymetrów - trzepotały się na parkingu gospody Dunmarra Wayside Inn, w głębi pustynnego australijskiego Terytorium Północnego. Tydzień póŸniej w tym samym miejscu podczas silnej burzy w nocy spadł deszcz nieco większych ryb, długoœci około dwunastu centymetrów. Podobnie jak w latach dwudziestych, teraz także z nieba spadajš dziwne przedmioty. W lutym 1981 roku na przedmieœcie Londynu, Barnes, spadły kawałki pieczonego halibuta, nadziewajšc się na sztachety płotów. Ryba była jadalna. Wœród ogromnej różnorodnoœci innych przysmaków warto wspomnieć o deszczu fasoli nad Joao Pessoa w Brazylii latem 1971 roku. Salvador Targino, na którego farmę spadła fasola, uważał, że mogła przedostać się przez Atlantyk z zachodniej Afryki. Trudno jednak było dowieœć, iż rzeczywiœcie tak było, farmer bowiem ugotował jš na kolację. Mniej apetyczny bršzowy deszcz spadł w sierpniu 1995 roku na publicznoœć klubu tenisowego w Craiglockhart w pobliżu Edynburga. Po zapachu szybko zorientowano się, że sš to ludzkie ekskrementy.

Rzadziej z nieba spada coœ zupełnie wyjštkowego. W Szwecji kršży legenda, że latem 1708 roku na ulice Norrkoping spadły dziwne zwierzęta; według miejscowej ludnoœci, były to trolle. Inne osobliwe spadajšce obiekty to robaki, muszelki, słoma, orzechy i strzępy surowego mięsa. Do najosobliwszych należy zaliczyć srebrny notatnik, który w grudniu 1973 roku spadł w ogrodzie Lynn Connolly w Hull, uderzajšc jš lekko w głowę. Notatnik miał wymiary dwadzieœcia na trzy centymetry, jego kartki były w połowie zużyte, nosił inicjały T. B. i napis "Kłajpeda". W 1973 roku ten litewski port znajdował się za żelaznš kurtynš, toteż pochodzenie notatnika wydało się tym bardziej tajemnicze. Jednak z portu Hull często wypływały statki kierujšce się na Bałtyk, tak więc notatnik mógł zostać przewieziony do Anglii morzem w sposób całkiem konwencjonalny, został zgubiony i następnie przeniesiony przez dużego ptaka. Przynajmniej tak cały incydent tłumaczono pani Connolly. Lekkie pacnięcie, jakie kobieta poczuła w chwili, gdy notatnik uderzył jš w głowę, œwiadczyło o tym, że przedmiot nie mógł spaœć z dużej wysokoœci - na przykład z samolotu.

Uważa się, że wiele przedmiotów spada właœnie z samolotów. Pieczony halibut na przykład mógł być przyrzšdzany dla pasażerów, choć w zwyczaju załóg samolotu nie leży wyrzucanie resztek podczas lotu maszyny, robiš to po lšdowaniu. Poczštkowo sšdzono, że ekskrementy, które spadły na klub tenisowy, pochodziły z uszkodzonej toalety samolotu, ponieważ już kilkakrotnie zdarzało się, że na ziemię spadał "niebieski lód" - mocz z wodš i œrodkiem dezynfekujšcym. Tłumaczenie wydawało się tym bardziej oczywiste, że w owym czasie nad tš okolicš przelatywał samolot z Edynburga do Birmingham. Jednak drobiazgowe badanie toalety samolotu wykluczyło takš możliwoœć.


Na powłoce wysoko lecšcych samolotów rzeczywiœcie tworzy się warstwa lodu, który potem kawałkami spada na ziemię, lecz wiele dobrze udokumentowanych przypadków miało miejsce jeszcze przed erš lotów załogowych. Ulubionym przykładem Charlesa Forta były gigantyczne ziarnka gradu, podobno wielkoœci słonia, które około 1800 roku spadły na Seringapatam w Indiach. (ródło, z którego Fort czerpał informacje o tym nieprawdopodobnym zdarzeniu, było jak najbardziej wiarygodne. Przypadek opisano w Annual Report of the British Association for the Advancement of Science [Doroczny Raport Brytyjskiego Towarzystwa na rzecz Postępu Nauki]).

Deszcze żab i ryb tłumaczono często w ten sposób, że nieszczęsne stworzenia zostały wyrwane z rzeki lub stawu przez tršbę wodnš i odrzucone na dużš odległoœć. Wiele przemawia za tš teoriš, ponieważ od dawna wiadomo, iż pewna liczba incydentów rzeczywiœcie miała miejsce za sprawš tršb wodnych. Na przykład po przejœciu tršby powietrznej w listopadzie 1913 roku ryby spadły na Quirindi w Nowej Południowej Walii, a w czerwcu 1921 roku wir wodny zrzucił z kolei ryby w Luizjanie. Hipoteza ta ma jednak słabe punkty. Nigdy nie stwierdzono, żeby wraz z wodš spadały kijanki, cuchnšcy muł, rozbite butelki, stare rowery i inne œmieci, które zanieczyszczajš zbiorniki wodne zamieszkane także przez żaby i ryby. Hipoteza nie wyjaœnia również innych, osobliwszych incydentów. Zdarza się, że deszcz żab i ryb pada w œciœle okreœlonym rejonie. Na Mountain Ash w Walii w lutym 1859 roku spadła spora liczba słodkowodnych piskorzy i cierników, pokrywajšc prostokšt ziemi o wymiarach około siedmiu na dziesięć metrów. (Przez długi czas przypuszczano, że żadna ryba nie upadła poza ten œciœle okreœlony rejon, dopiero ostatnio dowiedziono, że kilka znalazło się na otaczajšcych miejscowoœć wzgórzach).

Wiosnš 1986 roku zdarzył się jeszcze dziwniejszy incydent. Trzech rybaków z Kiribati, archipelagu położonego kilka tysięcy mil na północny wschód od Australii, spędziło cztery miesišce na Pacyfiku dryfujšc w otwartej łodzi, ponieważ zepsuł się im silnik. Przeżyli tylko dlatego, że złowili rekina, lecz wkrótce obrzydło im jedzenie tego samego dzień po dniu. Jeden z ratowników opowiadał potem: "Pewnej soboty, kiedy modlili się o inne pożywienie, bo rekin całkiem już im obrzydł, coœ nagle spadło do łodzi. Była to rzadka odmiana ryby, której nie można złowić włokiem. Nigdy nie wypływa na powierzchnię, żyje na głębokoœci prawie dwustu metrów". Trzeba przyznać, że rybacy mieli wyjštkowe szczęœcie, ale o wiele bardziej zastanawiajšce jest, jak rybę tego rodzaju mogłaby wyrwać z dużej głębokoœci tršba wodna czy złowić ptak, który potem w locie upuœciłby jš na pokład łodzi.

Najdziwniejszš substancjš spadajšcš z nieba sš "włosy anielskie", cienkie włókna galaretowatej substancji, która w zetknięciu z ziemiš rozpuszcza się. Niekiedy zjawisko to kojarzono z UFO, a w wielu przypadkach istniały dowody na to, że była to materia stała, wyrzucana przez latajšce spodki. Na przykład nad miejscowoœciš Orlon we Francji 17 paŸdziernika 1952 roku ujrzano wšski walec w otoczeniu trzydziestu mniejszych obiektów. Wszystkie cišgnęły za sobš anielskie włosy. Wiele pasm spadło na ziemię i jeszcze przez kilka godzin zwisały z krzewów i drutów telefonicznych.

Poczšwszy od lat pięćdziesištych, napływało coraz mniej relacji o anielskich włosach; częœciowo zapewne dlatego, że w Centrum Badania UFO dokonano w latach siedemdziesištych analizy tej substancji i stwierdzono, iż jest to po prostu pajęczyna. Ale pajęczyna także ma osobliwe właœciwoœci. Pojawia się często w tak wielkich iloœciach, że powstaje pytanie, ile pajšków musiałoby jš uprzšœć. Na przykład w nocy 28 paŸdziernika 1988 roku straż wybrzeża patrolujšca kanał La Manche w rejonie Dorset doniosła o chmurze pajęczyny na obszarze trzydziestu mil kwadratowych. Podczas konfliktu w Boœni zarejestrowano kilka meldunków o rozsnuwajšcej się na Chorwacjš "tajemniczej, podobnej do pajęczyny substancji", która potem spadała ludziom na głowy. Zabezpieczono kilka próbek do analizy. Okazało się, że nie jest to pajęczyna, lecz włókna syntetyczne. Nadal jednak nie wiadomo, czym kierowali się Serbowie, zrzucajšc tę ewidentnie nieszkodliwš substancję.


autor: Mike Dash
tłumaczenie: Grażyna Gasparska