Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja do Tajne.org


Taniec z kobrš
5 lipca 2002
Ophiolatreia- oddawanie czci wężom jest jednš z najstarszych form kultur religijnych. Zwišzek Wyznawcy i pewnoœć siebie. Wspólnie udali się do skrzyni, w której wiły się wœciekle bezsilne gady. Chłopiec skupił caałš uwagę na wyjštkowo dużej z bóstwem jest tu niezwykle złożony i dramatyczny. Czasami niesie œmierć. Przykładem osobliwego kultu jest taniec węży, wykonywany przez słynne birmańskie kapłanki.

Oddajš one czeœć kobrom królewskim Ophiophagus hannah, które osišgajš długoœć nawet 5 metrów i sš największymi wężami jadowitymi na œwiecie. Sš także niezwykle agresywne. Atakujšc, unoszš głowy, wyprężajšc ciało nad ziemiš na wysokoœć co najmniej 1 metra. Gdybyœmy zetknęli się z takim wężem, umykalibyœmy co sił w nogach, nie tracšc chwili czasu! W Birmie jednak kapłanki węży z upodobaniem tańczš ze swoimi bóstwami.

Kiedy kapłanka znajdzie kobrę królewskš na swojej drodze, rozpoczyna niezwykły taniec w odległoœci metra lub dwóch od gada, zręcznie wymachujšc szatš niczym matador muletš, żeby uniknšć œmiercionoœnych ciosów zębów jadowych. Wšż zadaje je na oœlep, wbijajšc zęby w materiał, ilekroć kapłanka znajdzie się w pobliżu. Wkrótce szata ocieka złotawymi kroplami jadu. Kapłanka jednak naraża się na jeszcze większe niebezpieczeństwo. Jej taniec wieńczy pocałunek.

W mgnieniu oka kobieta pochyla się i całuje kobrę w łeb lub prosto w paszczę! Powtarza ów akt dwukrotnie, po czym wycofuje się powoli, dołšczajšc do grupy oczarowanych wiernych. Kobra szybko umyka. Taniec się kończy, bóstwo znika.

Jak wytłumaczyć to osobliwe zjawisko? Dziewczęta trenujš od dziecka z wężami, które nie sš jadowite lub kobrami pozbawionymi zębów jadowych. W ten sposób zdobywajš głębokš wiedzę o zachowaniu węży i ich ruchach. Uczš się więc koordynować swoje gesty co do ułamka sekundy. Taniec kapłanki może także oszołomić lub zahipnotyzować kobrę, zmniejszajšc prędkoœć i celnoœć jej ciosów. Istnieje wiele wiarygodnych wyjaœnień tańca z kobrami. Wiadomo, że jest to obrzęd o prastarej tradycji. Z pewnoœciš więc znacznš rolę należy tu przypisać doœwiadczeniu.

Œwiadkiem tańca z kobrš był przyrodnik i filmowiec Armand Denis, który wyruszył na Daleki Wschód w 1939 r. Podczas jednej z wypraw miał także okazję zobaczyć inne niezwykłe spotkanie kobry królewskiej z człowiekiem.


Tuż przed wybuchem drugiej wojny œwiatowej, Denis kręcił w Singapurze film przyrodniczy. Chcšc zwiększyć jego atrakcyjnoœć, dał do miejscowej prasy ogłoszenie, że kupi kobry królewskie - zwierzęta pospolite w tym rejonie Azji. Wkrótce otrzymał tuzin dorosłych, niezwykle agresywnych węży. Umieœcił je w skrzyni, dobrze zabezpieczonej pokrywš z drucianej siatki. Uwięzione kobry uderzały w niš z furiš, tryskajšc straszliwym jadem, który œciekał z siatki.

Wkrótce do hotelu, w którym mieszkał Denis zgłosił się chłopiec, mały Chińczyk w dziwnej białej szacie o długich szerokich rękawach, i zaoferował swoje usługi. Powiedział, że chętnie zajmie się wężami, jeœli po zakończeniu zdjęć Denis da mu jednš z królewskich kobr. Filmowiec nie wierzył, że chłopiec poradzi sobie z jadowitymi mieszkańcami klatki. Zaintrygował go jednak jego spokój i agresywnej kobrze. Zachwycił się jej urodš i zapewnił Denisa, że z łatwoœciš jš poskromi. Denis szybko przypomniał mu, że jad kobry powoduje œmierć i nie należy dotykać rozjuszonych gadów. Dopiero po kilku dniach, kiedy przywyknš do klatki, będzie można skutecznie się nimi zajšć i wykorzystać je dla potrzeb filmu.

Chłopiec uœmiechnšł się tylko, zapewniajšc filmowca, że poradzi sobie bez trudu i zagrożenia życia. Kiedy zaczšł unosić wieko skrzyni, Denis zaniepokoił się nie na żarty i błagał go, żeby zostawił węże w spokoju. Nic nie mówišc, Chińczyk wyjšł ze zwojów swojej szaty małš fiolkę z dziwnym zielonym płynem. Kiedy jš otworzył, w powietrzu rozszedł się zapach, nieco podobny do woni œwieżo skoszonej trawy. Chłopiec wzišł płyn do ust, po czym nachylił się nad skrzyniš tak nisko, że znalazł się w zasięgu ciosu kobry. Denis zamarł ze strachu i patrzył jak urzeczony na to, co w jego mniemaniu musiało nieuchronnie nastšpić. Jeszcze chwila, a niemšdry dzieciak zginie, porażony jadem. Chińczyk jednak był szybszy od węża.

Nachylił się jeszcze niżej nad skrzyniš i nagle wypluł płyn z ust, spryskujšc głowę i całe ciało wybranej kobry. Odczekał minutę, po czym - ku rosnšcemu zdumieniu i przerażeniu Denisa - bez lęku włożył rękę do skrzyni i wyjšł gada, obejmujšc jego ciało poœrodku. Trzymał jadowitego węża tak spokojnie i swobodnie, jak dziecko trzyma sznurek lub skakankę. Niezwykły zielony płyn sprawił, że kobra zachowywała się biernie, jak odrętwiała. Na chwilę uniosła głowę i wydawała się spoglšdać na swojego małego pogromcę, ale nie usiłowała zadać ciosu.

Po chwili Chińczyk umieœcił jš z powrotem w skrzyni, ukłonił się z powagš osłupiałemu Denisowi i wyszedł, obiecujšc, że powróci jutro rano, żeby zajšć się wszystkimi kobrami w skrzyni. Nie dotrzymał jednak obietnicy. Denis już nigdy nie zobaczył tajemniczego pogromcy.

Mechanizm poskramiania węży jest w tym wypadku jeszcze bardziej tajemniczy niż podczas tańca kobry.

Nauka nie zna bowiem żadnej substancji, która mogłaby wprawiać węże w stan dziwnego otępienia. Sto lat temu gazety donosiły, że w niektórych rejonach stanu Ohio odstrasza się grzechotniki za pomocš liœci pewnego gatunku jesionu. Współczesna nauka nie potwierdziła jednak tych rewelacji.


autor: Karl P. N. Shuker
tłumaczenie: Dorota Gostyńska