3. Przedziwni napastnicy8 lipca 2002Wiadomo, że niejedna farma była oblega na w różnych czasach, miejscach i przez różnych napastników Ale oblężenie, które przeżyła rodzina Suttonów nocš 21 wrzenia 1955 roku na swojej farmie w Kelly- Hopkinsville w Kentucky, może z powodzeniem przejć do historii oblężeń jako bez wštpienia najdziwniejszy wypadek tego rodzaju. Chociaż ofiary widziały swoich napastników, po dzi dzień nie wiedzš, kim byli, a jeli chodzi o cisłoć, nie potrafi tego powiedzieć nikt. Najbardziej przerażajšce było to, że oblegajšcy nie byli ani ludmi, ani nie należeli do żadnego ze znanych gatunków zwierzšt!
Wszystko zaczęło się doć niewinnie. Jeden z członków jedenastoosobowej rodziny Suttonów wrócił na farmę z wiadomociš, że w pobliżu widział lšdowanie dziwnego obiektu latajšcego. Opowiadanie spotkało się z lekkš drwinš i dowcipkowaniem, jednakże po upływie godziny przeraliwe ujadanie psa na podwórku postawiło całš rodzinę na równe nogi. Dwóch uzbrojonych mężczyzn wyszło przed dom, żeby zobaczyć, kto nadchodzi...
Do drzwi powoli zbliżała się niezwykła postać: mały, otoczony powiatš człowieczek, z olbrzymimi, okršgłymi jak talerzyki oczami i rękami uniesionymi nad głowš, tak jak robi to kto, "kogo włanie obrabowujš" . Bardziej prawdopodobne, że gestem tym istota chciała pokazać, że nie ma żadnych złych zamiarów. Suttonowie należeli jednak do tych zdecydowanych i twardych ludzi z Kentucky, którzy "najpierw strzelajš, a pytanie, kto idzie, zostawiajš na potem".
Obaj mężczyni wystrzelili prawie jednoczenie, gdy wietlista istota znajdowała się około szeciu metrów od nich, jeden ze strzelby kaliber 22, drugi z rewolweru. Według okrelenia jednego ze strzelajšcych, rozległ się dwięk, "jakbym trafił w wiadro". Istota wykonała szybki ruch i cofnęła się w ciemnoć.
Nie minęło wiele czasu, gdy nowy stwór pojawił się w oknie i został przywitany strzałami. Mężczyni wyszli na ganek, żeby zobaczyć, czy kule trafiły napastnika. Gdy idšcy przodem zatrzymał się pod wystajšcym okapem, postępujšcy za nim dostrzegli, jak z dachu opuszcza się ręka z dłoniš zakończonš pazurami i dotyka jego włosów.
Do napastnika znajdujšcego się na dachu oddano kilka strzałów i jednoczenie otworzono ogień do drugiego stwora, który niespodziewanie pojawił się na gałęzi pobliskiego drzewa. Ten ostatni został trafiony, ale nie spadł, lecz spłynšł na ziemię i czmychnšł. Nieskutecznoć strzałów najwyraniej przeraziła Suttonów, którzy zabarkowali się w domu i ze strachem obserwowali okna, za którymi od czasu do czasu pojawiali się niesamowici gocie.
Po upływie trzech godzin, około dwudziestej trzeciej, cała rodzina zebrała się na odwagę i wybiegła na dwór. Jedenacie osób wcisnęło się do dwóch samochodów i pojechało do miasta po policję.
Po powrocie policja wraz z Suttonami przeszukała teren, jednak nic nie znaleziono. W tej sytuacji policjanci wrócili do miasta, za znękani farmerzy zabarykadowali się w domu.
Gdy zapadły ciemnoci i zapanowała cisza, dziwaczne stworzenia pojawiły się ponownie. Tym razem obyło się już bez incydentów, chociaż cała rodzina nie zmrużyła oka do witu, kiedy to istoty odeszły tam, skšd przybyły.
Zostały opisane jako niewielkie, delikatnej budowy ciała, z okršgłymi i wielkimi jak spodki oczami, rozstawionymi na piętnacie centymetrów. Głowy istot były kuliste i kompletnie łyse. Nikt nie był pewien, czy stwory miały szyję, nikt nie potrafił opisać wyglšdu nosa, za usta prawdopodobnie tworzyły cienkš, poziomš kreskę. Szczególnie osobliwe były ręce - prawie dwukrotnie dłuższe od nóg, z olbrzymimi dłońmi.
Kim lub czym były te niezwykłe stworzenia, niepodobne do niczego znanego na Ziemi, i czego tu chciały? Czy przybyły z innego układu gwiezdnego? Sugerowałaby to relacja jednego z Suttonów, który na krótko przed rozpoczęciem oblężenia widział lšdujšcy nie opodal obiekt latajšcy.
Kimkolwiek były, nie wydaje się, by chciały wyrzšdzić komu krzywdę. Uniesione do góry ręce pierwszego zbliżajšcego się do drzwi cudacznego gocia wskazujš na to doć wymownie. Przestraszeni Ziemianie nie sš, doprawdy, zbyt gocinni.
autor: Thomas De Jean