5. Ludzie w czerni8 lipca 2002"Ludzie w czerni" - złowieszcze, lecz najwyraniej ludzkie postacie, które powracajš regularnie, ostrzegajšc wiadków przed ujawnianiem tajemnic bliskich spotkań.
Ludzie w czerni zazwyczaj podróżujš w grupach dwu- lub trzyosobowych i majš na ogół orientalny typ urody. Choć twierdzš, że sš przedstawicielami rzšdu, najdziwniejsze w nich jest to, że posiadajš szczegółowš wiedzę o incydentach z NOLami (UFO). Często pojawiajš się u drzwi wiadka, zanim w ogóle ma on okazję opowiedzieć komukolwiek o tym, co widział. Wiedzš o nim o wiele więcej, niż powinni.
Jednš z pierwszych wizyt ludzie w czerni złożyli w 1953 roku Albertowi K. Benderowi, dyrektorowi Międzynarodowego Biura Latajšcych Spodków, największej ówczesnej organizacji ufologicznej. Najpierw powierzyli mu "rozwišzanie" zagadki spodków, następnie zagrozili więzieniem w przypadku ujawnienia jej komukolwiek. Bender tak się wystraszył, że czym prędzej zamknšł Biuro i wycofał się z działalnoci ufologicznej.
W cišgu kilku następnych lat podobne postacie, ubrane na czarno i jeżdżšce; czarnymi samochodami bez oznakowania, odwiedziły innych wiadków NOLi. Straszyły i groziły, ale ich groby nigdy nie zostały zrealizowane. Wraz z upływem czasu istoty te stawały się coraz mniej podobne do ludzi. W maju 1967 roku pewnš kobietę z Minnesoty odwiedził mężczyzna o oliwkowej cerze i ostrych rysach twarzy, nazywajšcy siebie "majorem Richardem Frenchem". Gdy zaczšł się skarżyć na dolegliwoci żołšdkowe, niewiasta poczęstowała go miseczkš galaretki, którš goć usiłował wypić. Kobieta powiedziała póniej: "W kotku musiałam mu pokazać, jak się je łyżeczkš".
Najdziwniejsze i najlepiej znane incydenty z udziałem ludzi w czerni miały miejsce po incydencie w Maine w 1975 roku. Szeć miesięcy póniej do miejscowego lekarza, dr. Herberta Hopkinsa, zadzwonił jaki mężczyzna, który przedstawił się jako wiceprezes pewnej organizacji ufologicznej. Rozmówca słyszał, że Hopkins rozmawiał ze Stephensem i Grayem i spytał, czy mógłby przyjć i pomówić o tym przypadku. Hopkins wyraził zgodę i dosłownie w cišgu kilku sekund- o wiele szybciej niż to możliwe- mężczyzna ów zjawił się przed drzwiami doktora. Ten wpucił gocia do domu, z pewnych powodów nie pytajšc nawet o nazwisko.
Obcy wyglšdał ,jak właciciel zakładu pogrzebowego". Nosił wieżo uprasowany garnitur, a gdy zdjšł (czarny, rzecz jasna) kapelusz, Hopkins stwierdził, że jest nie tylko łysy, lecz nie ma także brwi ani rzęs. Twarz była biała, usta mocno czerwone, a głos płaski i monotonny. W pewnej chwili, gdy doktor mówił, przybysz potarł twarz dłoniš w rękawiczce i Hopkins ujrzał ze zdumieniem, że na powierzchni rękawiczki pozostały lady jakiego mazidła. Mężczyzna używał szminki.
Potem nastšpiły groby. Najpierw goć Hopkinsa wykonał kuglarskš sztuczkę, dematerializujšc monetę, którš doktor trzymał w ręku, i mówišc: "Nikt na tej płasz-czynie więcej już tej monety nie zobaczy". Następnie polecił Hopkinsowi zniszczyć wszystkie nagrania oraz notatki ze spotkań z Stephensem i Grayem. Zagroził, że jeli doktor nie posłucha, jego serce zniknie w taki sam sposób, jak moneta.
Hopkins wspomina: "Gdy wypowiadał ostatnie zdanie, zauważyłem, że mówi coraz wolniej. Trochę niepewnie wstał i bardzo powoli powiedział: "Moja energia się wyczerpuje. Muszę już ić. Do widzenia". Poruszajšc się jak drewniana marionetka, mężczyzna ów wyszedł z domu i podšżył w kierunku jasnego wiatła na podjedzie. Hopkins nigdy go już więcej nie widział.
autor: Mike Dash
tłumaczenie: Grażyna Gasparska