19. Incydent w Falcon Lake9 lipca 2002Jednym z najciekawszych zdarzeń na terytorium Kanady był incydent z udziałem Stephena Michalaka, mechanika, który 20 maja 1967 roku natknšł się na NOL-a lšdujšcego w pobliżu Falcon Lake, na granicy między prowincjami Manitoba i Ontario. Poniższš relację zaczerpnšłem z dokładnego opisu Chrisa Rutkowskiego.
Tego dnia o godzinie 12.15 Michalak, który trochę po amatorsku zajmował się poszukiwaniem złota, ze Zdumieniem ujrzał dwa jarzšce się czerwono, cygarowate obiekty z "guzami", schodzšce w dół. Gdy podszedł bliżej, obiekty wydały mu się bardziej owalne, podobne do dysków. Nagle ten dalszy zawisł w powietrzu, drugi zbliżył się doń, a następnie wylšdował jakie sto szećdziesišt stóp dalej. Obiekt, znajdujšcy się w powietrzu, unosił się przez jaki czas, a potem bezgłonie uleciał, zmieniwszy barwę z czerwonej przez pomarańczowo-szarš, a niknšc w chmurach znowu był pomarańczowy. Pojazd na ziemi także zmieniał barwy: od czerwieni do szaroci aż po "rozżarzonš stal" w otoczce złotawej powiaty. Miał około trzydziestu pięciu stóp rednicy i dwunastu wysokoci.
Michalak przyklškł na skale, obserwujšc tę scenę przez okulary spawalnicze, które zwykle brał ze sobš, żeby chronić oczy przed odłamkami skał. Okolicę zalało olepiajšce amarantowe wiatło, wydobywajšce się z otworu w górnej częci obiektu. wiadek przysiadł na skale i przez pół godziny rysował obiekt, starajšc się odnotować jak najwięcej szczegółów. Z pojazdu emanował goršcy podmuch i woń siarki, dochodził też odgłos pracy jakby silnika elektrycznego, a także syk.
Potem po jednej stronie pojazdu otworzyło się wejcie, a spod spodu wydobywało się wiatło. Michalak postanowił podejć bliżej i kiedy od obiektu dzieliło go tylko szećdziesišt stóp, usłyszał głosy podobne do ludzkich, jeden miał tembr wyższy niż drugi. Przekonany, iż obiekt jest nowym eksperymentalnym samolotem amerykańskim, zapytał załogantów, czy majš kłopoty. Odpowiedzi nic było, głosy przycichły, więc spytał po rosyjsku: "Czy mówicie po rosyjsku?". Choć zadawał pytanie po niemiecku, włosku, francusku i ukraińsku, a w końcu ponownie po angielsku --brak było odpowiedzi.
Michalak podszedł jeszcze bliżej - tak blisko, że wiatło nieznonie go raziło, opucił więc zielonš przesłonę na okulary i zajrzał do otworu. Ujrzał "plštaninę" wiatełek na planszy, promienie wiatła układajšce się ukonie i poziomo, a także grupę wiateł pulsujšcych bez ładu i składu. Cofnšł się, czekajšc na reakcję.
Wtem trzy panele zakryły całkowicie otwór, więc Michalak jšł badać bok pojazdu rękš w rękawiczce. Nic wyczuwał spawów ani złšczeń, powierzchnia byka doskonale wypolerowana, wyglšdała jak kolorowe szkło odbijajšce wiatło. Kiedy cofnšł dłoń, zobaczył, że rękawica jest spalona i stopiona, tak samo zresztš jak kapelusz. Pojazd -a przynajmniej jego kontur - jakby zmienił położenie, bo w tym momencie Michalak stał na wprost kratkowanego "ujcia spalin", które poprzednio zauważył na lewo od otworu. W tym momencie w pier uderzył go podmuch goršcego powietrza, zapalajšc koszulę i kamizelkę oraz dotkliwie parzšc skórę. Zdarł z siebie odzież i przyglšdał się, jak pojazd startuje, identycznie jak ten pierwszy; poczuł też pęd powietrza.
Doszedł go zapach spalonych kabli elektrycznych i siarki. Od tlšcej się odzieży zapalił się mech, Michalak zaczšł więc wdeptywać płomienic w ziemię, a potem wrócił do miejsca, gdzie pozostawił swoje rzeczy. Zauważył, że kompas zachowuje się dziwnie, ale po chwili przyjšł prawidłowš pozycję. Wróciwszy do miejsca lšdowania, które wyglšdało jak wieżo oczyszczone, z wyjštkiem piętnastostopowego okręgu z igieł sosnowych, kurzu i lici, Michalak poczuł pulsujšcy ból głowy i mdłoci. Zawrócił w kierunku motelu, często po drodze wymiotujšc.
Doszedłszy do autostrady stwierdził, że znalazł się prawic milę dalej od miejsca, gdzie wszedł w las, skierował się więc we właciwš stronę. Zatrzymał przejeżdżajšcego samochodem oficera RCMP, który wysłuchał jego opowieci, a potem odjechał mówišc, że pieszy się do swoich obowišzków... wiadek w końcu dotarł do motelu, ale sšdzšc, iż jest "skażony", postanowił pozostać na zewnštrz. Jednak o godzinie 16.00 wszedł do motelowej kawiarni i spytał o lekarza, ale najbliższy doktor mieszkał w odległoci czterdziestu pięciu mil. Postanowił więc złapać następny autobus do Winnipeg. Czekajšc na autobus, zatelefonował do "Winnipeg Tribune". Tak potem opowiadał: "Ból był nic do wytrzymania... Bałem się, że straciłem zdrowie, i w wyobrani już widziałem siebie jako kalekę. Musiał być jaki sposób uzyskania pomocy lekarskiej... Pomylałem o prasie... Nic chciałem niepokoić żony czy wywoływać paniki w rodzinie. Zadzwoniłem do niej, doprowadzony już do ostatecznoci, i powiedziałem, że miałem wypadek". Kiedy Michalak przybył do domu, syn zawiózł go do Miscricordia Hospital, gdzie pozostał przez noc.
autor: Timothy Good
tłumaczenie: Grażyna Gasparska