21. Brytyjski samolot ledzony przez NOL-e9 lipca 2002Choć poniższe zdarzenie jest często przywoływane w literaturze ufologicznej, włšczyłem je do niniejszej strony, gdyż osobista relacja głównego wiadka jest mniej znana, choć szczegółowsza od tej, którš przytaczano w poprzednich wersjach.
29 czerwca 1954 roku kapitan James Howard pilotował samolot Boeing Stratocruiser G-ALSC, należšcy do British Overseas Airways Corporation (obecnie British Airways), podczas lotu nr 510-196 z Nowego Jorku do Londynu przez Goose Bay. Z Nowego Jorku wystartował o godzinie 21.30 czasu Greenwich. Po półgodzinie, kiedy tracił już łšcznoć z Centrum Kontroli Lotów w Nowym Jorku, został poinformowany przez Boston, żeby utrzymał pozycji w pobliżu wybrzeża Rhode Island. Nie powiedziano mu, dlaczego ma trzymać się tej trasy, ale Howard uznał, że pewnie ma zbieżny kurs z jakim innym samolotem. Po dziesięciu lub dwunastu minutach zawiadomił Boston, że jego zapasy paliwa nie sš niewyczerpalne, i poprosił o otwarcie drogi. Wieża kontrolna zezwoliła mu na kontynuowanie lotu pod warunkiem, że zgodzi się zboczyć z drogi i lecieć przez Cape Cod, wracajšc na pierwotny tor dopiero wówczas, gdy znajdzie się już na północ od Bostonu.
Trzy godziny póniej, przelatujšc na pułapie dziewiętnastu tysięcy stóp nad ujciem Rzeki więtego Wawrzyńca, w pobliżu Seven Islands w prowincji Quebec i majšc niżej - na wysokoci czternastu tysięcy stóp - zachmurzenie 0,6-0,9, kapitan Howard ujrzał jakie dziwne obiekty:
Poruszały się z prędkociš umiej więcej takš samš jak my (dwiecie trzydzieci węzłów), na kursie równoległym, może trzy lub cztery mile na północny zachód od nas (kierowalimy się na północny wschód). W tym czasie znajdowały się poniżej pułapu chmur, sšdzę, że na wysokoci omiu tysięcy stóp. Przekroczylimy wybrzeże Labradoru i wkrótce pokrywa chmur została za nami; wtedy można było wyranie zobaczyć te obiekty, które jakby trochę zbliżyły się do naszej wysokoci. W tym czasie słońce stało nisko na północnym zachodzie, niebo było czyste, widocznoć nieograniczona.
Ponieważ obiekty towarzyszyły samolotowi przez dwadziecia minut, kapitan Howard i jego załoga mieli doć czasu, żeby przyjrzeć się im dokładnie i nawet je naszkicować. Niektórzy pasażerowie także widzieli te obiekty i wyglšdali z ciekawociš przez okna po prawej burcie. Oto relacja Howarda:
Był tam jeden wielki obiekt i szeć mniejszych, kulistych. Te mniejsze leciały w jednej linii, chwilami trzy przed tym dużym, a trzy za nim, potem dwa z przodu, a cztery z tyłu itp., ale zawsze na tym samum pułapie. Ten duży stale, powoli zmieniał kształt, podobnie jak rój pszczół zmienia układ w locie. Wszystkie były nieprzezroczyste, miały wyrany zarys, szary kolor, nie widać było żadnych wiateł ani płomieni.
Po dziesięciu minutach przyglšdania się temu widowisku kapitan Howard uznał, że znajdujš się w zasięgu radiolatarni fal wysokiej częstotliwoci w Goose Bay na Labradorze, zwrócił się więc do drugiego pilota Lee Boyda, żeby poprosił wieżę kontrolnš o informację.
Kazali nam opisać to, co widzimy, potem powiedzieli, że majš na patrolu F-94 i skierujš go do nas (F-94 był dwuosobowym myliwcem wyposażonym w radar). W chwilę póniej Goose Bay kazała nam zmienić częstotliwoć i nawišzać kontakt bezporednio z myliwcem. Kiedy to zrobilimy, myliwiec poinformował, że ma z nami łšcznoć radiowš - ale ani słowem nic wspomniał, że co widzi. Podałem mu namiar obiektów w stosunku do nas, ale kiedy to robiłem, spostrzegłem, że małe obiekty zniknęły. (Mój nawigator, który w tym czasie obserwował je dokładnie, powiedział, że zbiły się w jednš grupę i weszły w ten duży obiekt.)
Kiedy F-94 zbliżał się, duży obiekt - znajdujšc się na tym samym względnym pelengu, co stratocruiser - zaczšł się kurczyć i po kilku sekundach zupełnie zniknšł. Kapitan Howard zaczšł podchodzić do lšdowania w Goose Bay, aby uzupełnić paliwo. Wylšdował o godzinie 1.45 czasu Greenwich. Powiedział: "Zostalimy w Goose Bay dokładnie wypytani przez pracowników amerykańskiego wywiadu lotniczego, którzy, nawiasem mówišc, wydawali się zupełnie nie zaskoczeni tym incydentem i powiedzieli, że ostatnio nad Labradorem było ich kilka. Opucilimy Goosc Bay o godzinie 3.14 czasu Greenwich, lecšc do Londynu, gdzie przybylimy o godzinie 12.27, 31 czerwca".
Póniej kapitan Howard dowiedział się, że pewien lekarz i jego żona, spędzajšcy urlop w stanic Massachusetts, widzieli kilka obiektów lecšcych w kierunku północno-wschodnim mniej więcej w tym samym czasie, gdy stratocruiser dostał polecenie trzymania się wybrzeża Rhode lsland. Niestety, port w Goose Bay miał radar lotniczy o krótkim zasięgu, a F-94 nie przekazał meldunku o namierzeniu obiektów na radarze pokładowym. Ponieważ stratocruiser odleciał do Londynu przed powrotem myliwca, kapitan Howard nie miał sposobnoci wypytania jego załogi. Ale- przypuszcza - jeżeli przetrzymanie go było spowodowane pojawieniem się NOL-i w rejonie Bostonu, to musiały one zostać namierzone na miejscowym radarze.
autor: Timothy Good
tłumaczenie: Grażyna Gasparska