32.2. Spotkanie15 lipca 2002Pan Burtoo opowiada:
"Po kwadransie postanowiłem napić się herbaty z termosu. Wstałem, żeby rozprostować nogi, i już podnosiłem kubek do ust, gdy wtem ujrzałem olepiajšce wiatło zbliżajšce się od południa, to znaczy znad North Town. Poruszało się chwiejnie nad liniš kolejowš, potem znowu ruszyło do przodu i stanęło. Wcišż było olepiajšce, choć widziałem je przez korony drzew. Mylałem: "To nie może być samolot, jest za nisko" - bo to co wznosiło się na wysokoci trzystu stóp.
W tym czasie odstawiłem kubek na pudło z przyborami i zapaliłem papierosa, a w chwilę potem pies zaczšł warczeć. Wtedy włanie zobaczyłem dwie postacie zbliżajšce się w mojš stronę; kiedy znalazły się pięć stóp ode mnie, po prostu stanęły i mi się przyglšdały, a ja im, przez dobre dziesięć czy piętnacie sekund". Tiny, posłuszny pies, na polecenie pana przestał warczeć. "Obaj mieli po cztery stopy wzrostu, od stóp do głów odziani w bladozielone kombinezony i tego samego koloru hełmy na głowach, z zamkniętym wizjerem. Wtedy jeden z nich, ten na prawo, pokiwał mi prawš rękš i nie przestajšc machać odwrócił się. Wyglšdało na to, że chce, abym za nim poszedł, co też zrobiłem. Poszedł, ja za nim, a za mnš ten drugi po lewej. Szlimy cieżkš flisackš, aż do balustrady mostu na kanale. "Postać" z przodu przeszła pod balustradš, ja za nad balustradš. Przeszlimy na drugš stronę Government Road, a potem cieżkš w dół".
autor: Timothy Good
tłumaczenie: Grażyna Gasparska