32.3. Pojazd15 lipca 2002Idšc łukiem nieco w lewo, zobaczyłem wielki obiekt, szeroki na czterdzieci.-pięćdziesišt stóp, który stał na cieżce flisackiej, przy czym wystawał jakie dziesięć-piętnacie stóp poza brzeg, na lewo od cieżki. Pomylałem: "O Chryste, co to jest, do diabła?" - wcale mi nie przyszło w tym momencie do głowy, że to może być NOL. Kiedymy się tam zbliżyli, ta postać przede mnš weszła do rodka, a ja za niš. Schodki były poza cieżkš, musielimy wejć na trawę". W kadłubie znajdowały się iluminatory, sam obiekt za spoczywał na czym w rodzaju nart [patrz rysunek].

"Kiedy mijalimy drzwi, zauważyłem, że krawędzie nie sš ostre, lecz zaokršglone. Weszlimy do omiokštnego pomieszczenia i wtedy usłyszałem dwięk, jakby zasuwane drzwi otworzyły się, a potem zamknęły. Stałem w pomieszczeniu po prawej stronie drzwi, a postać, która szła za mnš, też stanęła w rodku, pomiędzy mnš a drzwiami. Nie wiem, czy chodziło o to, żeby przeszkodzić mi w wyjciu, czy o co innego. [...] Stałem tam dobre dziesięć minut, rozglšdajšc się bacznie wokoło. ciany, podłoga i sufit były czarne, jakby z nie obrobionego metalu, podczas gdy na zewnštrz wyglšdały jak wypolerowane aluminium. Nie zauważyłem ladu nakrętek czy sworzni, ani też spojeń. Mojš uwagę zwróciła kolumna wychodzšca z podłogi i sięgajšca do sufitu. Miała około czterech stóp w obwodzie, a po prawej stronie znajdował się uchwyt w kształcie litery Z. Po obu stronach stały postacie podobne do tych, z którymi przyszedłem tu cieżkš flisackš. Nagle usłyszałem głos mówišcy: "Podejd i stań pod bursztynowym wiatłem". To bursztynowe wiatło dostrzegłem dopiero wtedy, gdy przesunšłem się na prawo, była tam rampa wznoszšca się aż pod sufit. Stałem tam z pięć minut, a głos powiedział: "Ile masz lat?" Odpowiedziałem: "Niedługo stuknie mi siedemdziesišt osiem". Po chwili kazali mi się odwrócić, co uczyniłem, stajšc twarzš do ciany. Po około pięciu minutach ten głos znowu powiedział: "Możesz ić. Jeste dla nas za stary i za słaby". Wyszedłem więc z tego obiektu. Schodzšc po schodach, trzymałem się poręczy i wtedy zauważyłem na niej dwa spojenia, doszedłem więc do wniosku, że jest rozkładana. Poszedłem cieżkš flisackš i gdzie w połowie drogi między obiektem a mostem obejrzałem się i stwierdziłem, że jego kopuła przypomina ogromnš nasadę kominowš i że obraca się odwrotnie do ruchu wskazówek zegara. Potem wróciłem na miejsce, gdzie zostawiłem psa i wędkarski ekwipunek, a pierwszš rzeczš, jakš zrobiłem po dotarciu tam, było wypicie zimnej herbaty z kubka. Potem usłyszałem jękliwy dwięk, jakby zapalanie elektrycznego generatora, to co wzniosło się, a jasne wiatło znowu się pokazało. Było tak silne, że widziałem mojš łódkę na wodzie, szeć stóp od przeciwległego brzegu, a także wšskie pręty balustrady mostu. Obiekt wystartował z ogromnš prędkociš ponad cmentarzem wojskowym na zachodzie, a trochę póniej zobaczyłem wiatło przesuwajšce się nad Hog's Back, potem zniknęło zupełnie. Było około drugiej nad ranem".
Pan Burtoo usiadł czekajšc na wschód słońca, który nastšpił o godzinie 3.30, a następnie - jak mi powiedział - "zabrałem się do tego, po co tu przyszedłem, czyli do łowienia ryb!". Może to wydać się niewiarygodne, ale wówczas nie czuł potrzeby zwierzenia się ze swych przeżyć. Łowił ryby do godziny dziesištej rano. Wtedy podjechało dwóch konnych żandarmów. Jeden z nich spytał: "Złapałe co, chłopie?". Burtoo odparł: "Tak, złowiłem trzy płotki, pięć wzdręg, jednego dwuipółfuntowego lina i urwał mi się duży karp, który wcišgnšł mnie w zielsko". Potem opowiedział żandarmom o NOL-u, na co jeden z nich odparł: "Tak, mylę, że rzeczywicie widział pan NOL-a. Sšdzę, że dostrzegli go na radarach wojskowych".
Czy było to takie sobie gadanie, żeby zadowolić starego? Potem pewien człowiek pilnujšcy luzy na kanale podszedł do żandarmów i powiedział im, że nie wolno wjeżdżać konno na cieżkę flisackš, więc rozmowa się urwała. Butroo nadal łowił ryby aż do godziny 12.30, a pół godziny póniej był w domu. Powiedział żonie i jej przyjaciółce, że widział NOL-a, ale nie ujawnił, że przebywał także na jego pokładzie. "Wiem, co żona by na to odpowiedziała: "Więcej już nie pójdziesz, stary, na ryby"
autor: Timothy Good
tłumaczenie: Grażyna Gasparska