Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja do Tajne.org


35. Technologia obcych w rękach rzšdu
15 lipca 2002
Wywiad z Bobem Lazarem

Michael Lindemann: Bob, kršży o tobie wiele plotek i hipotez, toteż mam nadzieję, że podczas tej rozmowy oddzielimy prawdę od fałszu. Na poczštek, dlaczego podjšłeœ pracę w S4 i dlaczego jš porzuciłeœ?
Bob Lazar: Poczštkowo nie miałem pojęcia, czego naprawdę dotyczy projekt. Wiedziałem jedynie, że mam pracować nad zaawansowanym systemem napędowym. Z czasem dowiedziałem się, że prawdopodobnie chodzi o system napędowy oparty na polu magnetycznym i tym bardziej pragnšłem podjšć proponowanš pracę. Pomyœlałem, że to fantastyczna okazja i tak też było.
Wracajšc do S4, poczštkowo sšdziłem, że będę pracował w Strefie 51, gdzie realizuje się ogromnš liczbę projektów, w tym wiele nieoficjalnych projektów rzšdowych typu SR-71. Znałem kilku ludzi pracujšcych w Strefie 51, więc nie podejrzewałem, że będzie to coœ œciœle tajnego czy zwišzanego z technologiš obcych. W rzeczywistoœci, po raz pierwszy dowiedziałem się, że pracuję w S4, kiedy tam się znalazłem. Wylšdowaliœmy w Strefie 51, chwilę póŸniej wsiedliœmy do autobusu i ruszyliœmy. Jechaliœmy tak długo, że uœwiadomiłem sobie, Jezu, nie pracuję w Strefie 51. PóŸniej, po przejechaniu mniej więcej piętnastu mil na południe, powiedziano mi, że będę pracował w S4. Tak czy inaczej, pojechałbym tam, ponieważ sšdziłem, że wezmę udział w niezwykle interesujšcym projekcie.
ML: Od kogo dowiedziałeœ się o pracy? Kto poprosił cię o wzięcie udziału w projekcie?
BL: Nikt pierwszy nie poprosił mnie o wzięciu udziału w projekcie. Rozesłałem curiculum vitae wraz z proœbš o zatrudnienie do kilku laboratoriów w kraju. Chciałem ponownie znaleŸć się w centrum wydarzeń. Jednš z kopii wysłałem także do Eda Tellera. Spotkałem go wczeœniej w czerwcu 1982 roku w Los Alamos, porozmawialiœmy chwilę i trudno powiedzieć, że zaprzyjaŸniliœmy, ale zawarliœmy znajomoœć. W dniu naszego spotkania gazeta z Los Alamos na pierwszej stronie zamieœciła artykuł i zdjęcie zbudowanego przeze mnie samochodu odrzutowego. Poszedłem na wykład Tellera, lecz przyszedłem jakieœ dwadzieœcia czy trzydzieœci minut za wczeœnie. Podchodzšc do sali wykładowej, zobaczyłem go przy automacie do gazet, opierajšcego się o œcianę i czytajšcego gazetę na pierwszej stronie. Powiedziałem więc, hej, miło pana spotkać i dodałem: "Przy okazji, to o mnie pan czyta" i tak zaczęliœmy rozmowę. Jako że w pobliżu była niewielka kafejka, usiedliœmy i porozmawialiœmy chwilę.
Piszšc do niego, przypomniałem o naszym spotkaniu. Napisałem o wyjeŸdzie z Los Alamos i projektach, nad którymi póŸniej pracowałem. Widać mnie zapamiętał. Nieco póŸniej zadzwonił i chociaż nie pamiętam dokładnie rozmowy, sšdzę, że powiedział coœ w tym stylu: zadzwoniš do ciebie z..., lub przesłałem twojš proœbę do..., w każdym razie kogoœ z EG&G. Jednak już po dziesięciu, czy piętnastu minutach po jego telefonie, zadzwonili do mnie z EG&G Special Projects i zaprosili na rozmowę wstępnš. Więc w ten sposób, jeœli można to tak nazwać, poproszono mnie o wzięcie udziału w projekcie.
GH: Teller powiedział, że sam nie może nic zrobić, ale jako szef konsultantów załatwi, że zadzwoni do ciebie ktoœ inny.
BL: Właœnie.
ML: Czy EG&G w końcu cię zatrudnili?
BL: Nie.
ML: Czy przyjęło cię Biuro Badań Marynarki Wojennej?
BL: Tak. EG&G nie miało z tym nic wspólnego. Z uwagi na projekty przeprowadzane w Sferze 51, z budynku i samolotów EG & G korzysta kilka innych firm i komórek rzšdowych. W budynku EG&G najczęœciej przeprowadza się rozmowy wstępne. Niektórzy powiadajš, ie EG & G jest przykrywkš dla agend rzšdowych, może nawet kiedyœ i ja coœ takiego powiedziałem; ale w tej chwili wydaje mi się, że EG & G dostarcza im jedynie zaplecza.
A dlaczego porzuciłem tš pracę? To dosyć dziwne i złożone zagadnienie. W momencie podpisywania umowy, a jeœli chodzi o œcisłoœć, nawet wczeœniej, zgodziłem się na podsłuch rozmów telefonicznych, niespodziewane przeszukiwania samochodu i domu i tym podobne zabezpieczenia. Korzystali z tego przez cały czas. Od czasu do czasu rozmawiałem z przyjacielem, który pracował na poligonie do testowania urzšdzeń maskujšcych Tonopah. Ktokolwiek podsłuchiwał nasze rozmowy, nawet nie wiem, z jakiego wydziału pochodzili, zjawiał się w domu w chwilę po telefonie. Pokazywali mi zapis niedawnej rozmowy z niektórymi zdaniami podkreœlonymi na czerwono i musiałem im tłumaczyć, o czym mówiliœmy, albo co mieliœmy na myœli. Upewniłem się, że byli niedaleko, zapisywali wszystko, co powiedziałem, analizowali rozmowę i natychmiast jš weryfikowali. Trudno odmówić im czujnoœci i znajomoœci rzeczy. Tak czy inaczej, podsłuchiwali moje rozmowy telefoniczne i wiedzieli o wszystkim, co się działo, także w moim życiu osobistym.
W tym czasie moje małżeństwo przeżywało kryzys, powoli zaczęliœmy z żonš oddalać się od siebie. Nie sšdzę, bym wspominał o tym publicznie, chociaż George Knapp i inni wiedzieli o wszystkim. Moja żona wdała się z kimœ w romans i, oczywiœcie, rozmawiali przez telefon. Wszyscy, oprócz mnie, o tym wiedzieli. FBI czy też inna agencja, która założyła mi podsłuch, zastanawiała się, co z tym poczšć. Właœnie zaczšłem pracować w S4. Nie zostałem zatrudniony na pełnym etacie, wzywano mnie jedynie od czasu do czasu. Przełożeni zaczęli się zastanawiać, czy nie powinni mnie zwolnić, obawiali się, czy kiedy odkryję, co się dzieje, nie ulegnę zbyt wielkiemu stresowi i nie będę stanowił zagrożenia dla bezpieczeństwa projektu.
Dlatego właœnie cofnięto mi pozwolenie na dostęp do spraw œciœle tajnych. Obawiali się, że stanę się, jak to okreœlili "emocjonalnie niestabilny".
RS: Czy zwolnili cię po tym, jak zabrałeœ Gene'a i Johna [Lear] na miejsce testów, czy wczeœniej? 1
BL: PóŸniej.
GH: Wszyscy podejrzewali, że wyrugowano go z projektu i uniemożliwiono dostęp do tajnych akt, ponieważ zabrał nas na poligon, ale to nieprawda. Nadal pracował dla nich, ale nie wzywali go zbyt często, a nadmiar wolnego czasu mu nie służył. Przełożeni nie chcieli, by dowiedział się o romansie żony, lecz pewnego dnia zadzwoniła do matki i powiedziała: ,.Mam romans i powiedziałam o wszystkim Bobowi ". Podsłuchawszy tš rozmowę, wezwali Boba i cofnęli mu dostęp do tajnych danych, twierdzšc, że pozwolenie na wglšd w tego typu akta otrzymujš jedynie ludzie zrównoważeni emocjonalnie. Chyba nawet łudzili cię nadziejš, że po szeœciu czy dziewięciu miesišcach przywrócš ci dawny status, prawda?
BL: Tak. Dlatego zostawiłem pracę w S4. Nie rzuciłem jej, po prostu cofnięto mi dostęp do akt. Mimo wszystko znaleŸli się w kłopotliwym położeniu, ponieważ sporo wiedziałem i miałem bezpoœredni kontakt z badaniami. Pojawiły się spięcia... Jednak to nie należy do historii o poczštkach i końcu pracy.
ML: Mówisz, że zabrałeœ Gene'a i Johna Lear, by pokazać im migoczšce œwiatełko nad górami...?
BL: Gene'a i Johna Lear, Jima Taliam, byłš żonę i jej siostrę... tak, to prawda.
GH: Nie wszystkich jednoczeœnie. Było kilka wypraw.
ML: ...zabrałeœ tam tych ludzi i to, samo w sobie, nie wystarczyło, by cię zwolnić?
BL: [œmiejšc się] Och, tak, jak dla nich, starczyło. Lecz nigdy nie usłyszałem: "Odbieramy ci dostęp do tajnych akt ", "Już tu nie pracujesz" czy ,"Nigdy tu nie wracaj ". Następnego dnia przesłuchali mnie i nie było to zbyt przyjemne doœwiadczenie. Ogólnie mówišc, dostałem po łapach.
ML: Zabranie Gene'a i kilku innych, by pokazać im œwiatełko nad górami, to jedno, ale pojawienie się w telewizji, to zupełnie coœ innego. Co popchnęło cię do tego kroku?
BL: Dobre pytanie. Co popchnęło mnie do tego kroku...? [do GH] Kiedy mnie postrzelili? Przedtem czy potem?
GH: Cóż, na poczštku wzišł udział w programie George'a Knappa jako anonim, chcšc zapewnić sobie bezpieczeństwo. Na miesišc przed wystšpieniem w telewizji nie godził się na podanie jakichkolwiek danych.
BL: Występowałem pod postaciš "Dennisa".
GH: Postrzelili cię póŸniej.
BL: PóŸniej? Sšdziłem, że właœnie dlatego wystšpiłem. Może po prostu zwariowałem! [œmiechy] George zadzwonił do mnie, kiedy byłem w domu Johna Leara, ale powiedziałem: "Nie, nie, nie! Zapomnij o tym! ". Jednak nalegał i w końcu zgodziłem się wystšpić jako postać bez twarzy. Mówiliœmy o cyfrowym przetworzeniu twarzy i głosu; przypuszczam, że w głębi duszy sšdziłem, że mnie nie rozpoznajš. Program miał miejsce doœć dawno temu. Tyle się od tego czasu zdarzyło, że trudno mi ułożyć wszystko w pewnym chronologicznym porzšdku. Jednak naprawdę nie wiem, dlaczego to zrobiłem. Być może czułem się zobowišzany. Tak czy inaczej, nie był to najlepszy pomysł. Natychmiast spowodował mnóstwo kłopotów.
ML: Wielokrotnie publicznie dałeœ do zrozumienia, że nad projektem stulecia pracowali nie najlepsi naukowcy, a także ubolewałeœ nad sposobem, w jaki cię potraktowano.
BL: Tak, przede wszystkim miałam im za złe ukrywanie projektu o tak istotnej wartoœci, a po drogie nieumiejętne korzystanie ze zdobyczy nauki.
ML: A sposób, w jaki cię potraktowano?
BL: Cóż, oczywiœcie o wiele bardziej przejmujemy się tym, jak nas traktujš niż jak traktujš innych, lecz bioršc pod uwagę wszystko, co się zdarzyło, potrafię ich zrozumieć. Nie to było moim głównym zarzutem.
ML: Bioršc pod uwagę wszelkie okolicznoœci, zgadzasz się, że potraktowano cię słusznie, mimo że nie było to zbyt przyjemne?
BL: Nie mówię, że słusznie. Ale potrafię ich zrozumieć.
ML: Chciałbym wtršcić pewnš dygresję. Ostatnio wiele się mówi, że rzšd zmienia swš politykę. Od dawna ukrywał istnienie obcych, lecz od kilku lat zmienia nastawienie. Czy to możliwe, że to, co zrobiłeœ, czy wiedziałeœ o tym, czy nie, było zaplanowane przez rzšd, który dšży do stopniowego wyjawienia całej historii? Co o tym sšdzisz?
BL: Możliwe. Nie przeczę, że to możliwe, chociaż z pewnoœciš nic o tym nie wiedziałem. Masz na myœli "kontrolowany przeciek informacji ", prawda?
GH: Mogło się tak zdarzyć, ale czy się zdarzyło? To zupełnie inne pytanie.
BL: Nie, nie sšdzę. Skšd mogliby wiedzieć, że zamierzam coœ ujawnić? Na poczštku sam nie miałem takiego zamiaru. Gene był moim najbliższym przyjacielem, a nie powiedziałem mu ani słowa. Nie powiedziałem niczego nawet własnej żonie. Dopóki pracowałem dla Biura Badań Marynarki Wojennej, nie złamałem zasad bezpieczeństwa. Nie wiem jakim sposobem mogliby odgadnšć, co zrobię.
ML: Niektórzy twierdzš, że, chociaż to mało prawdopodobne, rzšd zaplanował twoje wystšpienie. A może skorzystali z okazji: "Och, spójrzcie. Lazar chce to ujawnić, co za sposobnoœć ". Postanowiłeœ opowiedzieć o wszystkim z własnej inicjatywy, a w rzeczywistoœci posłużyłeœ ich celom.
BL: To możliwe.
ML: Czy masz na to dowody?
BL: Nie.
GH: Nie doceniasz sposobu, w jaki to przeprowadził. Nie spieszył się, nawet z udziałem w programie George'a Knappa, a póŸniej ni stšd, ni zowšd pojawił się w telewizji. Po wszystkim mogš mówić: "Och, tak, planowaliœmy, że Lazar to zrobi ". Lecz co mogli wtedy zrobić? Aresztować go? Zabić? I udowodnić tym samym, że wszystko, co mówi jest prawdš? Przechytrzył ich. Nie wiedzieli, z iloma ludŸmi rozmawiał i co im powiedział. Wiemy, że podsłuchiwali rozmowy telefoniczne, lecz nie wiedzieli, ile z tego, co mówił Bob i inni jest prawdš. Musieliby uciszyć wielu ludzi, wszystkich, o których wiedzieli. Tak więc, sprawił im więcej kłopotu, niż się na ogół sšdzi.
PH: Uważasz, że nie wykryli niczego wczeœniej? A kiedy wystšpiłeœ w programie Knappa? Podejrzewam, że szybko doszli do tego, kim jesteœ, prawda?
BL: Natychmiast. lak tylko wyszedłem [z biura ochrony], zadzwonił Dennis Mariam...
PH: Wtedy mieli okazję zamknšć ci usta.
BL: Wkrótce zostałem postrzelony. Chociaż nie był to najcelniejszy strzał w historii ludzkoœci...
PH: Sšdzę, że dla jakiejœ przyczyny, postanowili pozwolić ci mówić.
GH: Kilka dni przed programem w telewizji, Biuro Sił Powietrznych do Badań Specjalnych [AFOSI] przesłuchało przyjaciela Boba...
BL: Przyszli i wycišgnęli go z pracy
GH: ...chcieli się dowiedzieć, gdzie jest Bob, ponieważ "pragnęli mu jakoœ pomóc". Jednak być może to zbieg okolicznoœci, AFOSI nie jest we wszystko wtajemniczane i mogli nie orientować się, o co chodzi. Przecież ludzie z S4 wiedzieli, gdzie Bob mieszka. Byli u niego tysišce razy. Co mogli mieć na myœli, pytajšc gdzie jest?
BL: W tym czasie mieszkałem gdzie indziej.
GH: To prawda. Lecz AFOSI bezskutecznie szukało go wczeœniej, przed programem.
PH: Nie można posšdzać ich o całkowitš nieudolnoœć.
BL: Z pewnoœciš miałem łut szczęœcia.
PH: Nie rozmawiałbym z tobš, gdybym sšdził, że zamierzasz wyjawić coœ, co zagrozi bezpieczeństwu narodowemu. Rzšd miał mnóstwo czasu, by cię powstrzymać i nie zrobił tego. Przypuszczalnie, godzš się na ujawnienie większoœci tego, co mówisz, nie widzšc zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego. Inaczej już nie byłoby cię na œwiecie.
GH: Czy jednak mogš coœ zrobić? Mogliby go zabić, lecz co wtedy? Poœrednio przyznaliby mu rację.
PH: Nie sšdzę, by się do tego posunęli. W programie badań nad broniš atomowš, rozpoczętym w Los Alamos, brali udział ludzie, którzy okazali się zbyt gadatliwi. Powstrzymano ich. Zniknęli i nie wiem, czy kiedykolwiek czegoœ się o nich dowiemy. Nie przypuszczam, by ich zabito, lecz jestem pewien, że ich odizolowano. A może usłyszeli: "WyjedŸcie, a jeœli jeszcze raz przyłapiemy was na gadaniu, bardzo tego pożałujecie." Potrafiš uciszyć ludzi. Jestem pewien, że przekonaliby i ciebie, gdyby zabrali się do tego odpowiednio agresywnie.
BL: Ależ starali się. Grozili mi, powtarzajšc: "Zabijemy cię" i...
PH: Ciekawe, że mimo to odważyłeœ się cišgnšć to dalej...
GH: Pamiętaj, że właœnie dowiedział się o romansie żony. Był w takim stanie, że było mu wszystko jedno, czy umrze, czy przeżyje.
BL: To prawda. W rzeczywistoœci to mi pomogło. Nie obchodziło mnie, o czym mówiš. Pewnego razu jeden z nich zaczšł mi grozić: "Pomyœl o okaleczeniu, œmierci, zakładzie psychiatrycznym" Powtarzał to w kółko, a ja czułem się jak ogłuszony. W pewnej chwili zaczšłem się uœmiechać. Nie potrafili w to uwierzyć. Po prostu zaczšłem się uœmiechać. Zupełnie nie wiem dlaczego. A wtedy powiedzieli: "Tak? Dobrze, dostaniemy twojš żonę." Chyba naprawdę nie wiedzieli, co powiedzieć.
GH: "Dobrze, bierzcie jš sobie."
BL: Otóż to.
GH: Podejrzewam, że nigdy nie dowiemy się, co o tym wszystkim sšdzili. Ktoœ, prawdopodobnie Dennis Mariam wpakował się w poważne kłopoty. Miał dopilnować, by Bob przestał udzielać się publicznie. Tymczasem Bob wystšpił w programie telewizyjnym. Jak sšdzicie, kto musiał za to zapłacić? Ktoœ zapłaci.
ML: Będšc goœciem w programie radiowym u Billa Goodmana w listopadzie 1989 roku2, odebrałeœ telefon od człowieka, nazywajšcego siebie "pracownikiem Merkurego", który twierdził, że inni również pragnš się ujawnić. Czy od tego czasu coœ się wydarzyło?
BL: To niepoważni ludzie. Naprawdę nie mam pojęcia, o co im chodzi. Po jakimœ czasie zadzwonili do mnie z programu Billa Goodmana. Podobno ten facet skontaktował się z nimi. Mówił, że wszyscy pracownicy Merkurego sš przetrzymywani w S4 i torturowani. Prosił o pomoc. Wiesz, wydaje mi się, że to po prostu wariat.
GH: Pytaliœmy go, czy powiadomił ich rodziny? Czy ktoœ wie, że zaginęli? Nie odpowiedział.
BL: Oczekiwał, że pobiegnę do S4 i ich uwolnię? To œmieszne.
RS: Być może jednak planowali, że przekażesz informacje dalej. Wspomniałeœ, że w pokoju akt, oprócz informacji technicznych widziałeœ raporty z sekcji zwłok i inne dane o istotach pozaziemskich. Bioršc pod uwagę daleko idšcš specjalizację nauki, po co by je tam umieszczono?
BL: Nigdy nie byłem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Jednak akta nie były kompletne. Zawierały może półtora stronicowe streszczenia wielu zagadnień. Być może umieszczono je tam dla zaspokojenia ciekawoœci. "Masz do czynienia z rym i z rym, a teraz zamknij się i nie zadawaj więcej pytań " zamiast "Pracuj nad statkiem i w ogóle nie zadawaj pytań ".
RS: Czy widziałeœ jakieœ zdjęcia?
BL: Tak.
ML: Zdjęcia istot pozaziemskich?
BL: Tak, przeważnie raporty z sekcji zwłok. Zwłoki były rozerwane, miały otwartš klatkę piersiowš, wyjęte organy wewnętrzne. Większoœć fotografii przedstawiała narzšdy. Co to miało wspólnego z mojš pracš? Nie mam wykształcenia medycznego. Jestem słaby z biologii. A trudno mi uwierzyć, że zostawiono je przez przypadek. Z pewnoœciš istniała jakaœ przyczyna, dla której pokazano mi tamte zdjęcia, chociaż nie mam pojęcia jaka.
GH: Wyjaœnijmy to. Będšc w pokoju zawierajšcym sto dwadzieœcia akt ze streszczeniami, Bob widział sprawozdania dotyczšce wielu rzeczy: sekcji zwłok, obcej cywilizacji itd. Wyglšda na to, że każdy naukowiec Znalazłby tam coœ dla siebie. Bob znalazł także nieco danych o najbardziej interesujšcych go układach napędowych. Wyglšda na to, że ów pokój ze streszczeniami czekał na naukowców ze wszystkich dziedzin, a każdy z nich miał otrzymać całoœć informacji, ponieważ trudno zmusić naukowców, by pracowali nad czymœ, nie pytajšc: "Przy okazji, czy to ma coœ wspólnego z obcymi?" Lepiej pozwolić im poznać prawdę. Tak więc, przypuszczam, że poczštkowo przekazywano naukowcom streszczenia ze wszystkich dziedzin, a następnie bardziej szczegółowo opracowane informacje z interesujšcych ich pól badawczych.
BL: Wcišż zadaję sobie pytanie: dlaczego zatrudnili mnie przy tym projekcie?
ML: Czy znasz odpowiedŸ?
BL: Nie, nie znam. Z pewnoœciš nie należę do wybitnych fizyków, zajmujšcych się tego typu napędem. Nie mam pojęcia o metalurgii. Niewiele wiem o wielu rzeczach, których wymagał projekt. Jestem œciœle wyspecjalizowany, chociaż posiadam szeroki wachlarz zainteresowań i jestem niespokojnym duchem, że tak powiem. Zwykle zabieram się do pracy w niecodzienny sposób. Nie opieram się na znanych, wypróbowanych regułach. Zazwyczaj schodzę z utartej œcieżki i próbuję czegoœ dziwnego. Dzięki temu powiodło mi się w Los Alamos i nie tylko. Przypuszczam, że chcieli kogoœ z zewnštrz, z nowymi pomysłami i niecodziennym podejœciem do sprawy. Jeżeli tego szukali, to właœnie znaleŸli. Jeœli jednak szukali wybitnego fizyka nuklearnego, nie spełniłem ich oczekiwań. Projekt zyskałby na zatrudnieniu wybitnych naukowców, lecz takich nie spotkałem, nie widziałem takie specjalistycznego sprzętu.
RS: Chcesz powiedzieć, że brakowało im wyposażenia i wykwalifikowanego personelu?
BL: Z pewnoœciš mieli za mało ludzi, by coœ osišgnšć. Nie wiem, jakim cudem udało im się tak wiele dokonać z dwudziestoma dwoma ludŸmi. Być może zatrudniali ich więcej, lecz z tego, co zrozumiałem i przeczytałem, tylko tylu pracowało nad projektem. Jeœli chodzi o sprzęt, nie, nie widziałem go zbyt wiele. Mówimy o minimum.
PH: Czy potrafiš pilotować statek obcych? Czy znajš wszystkie zasady działania? A może mieli kłopoty z pilotażem i zdarzyło im się go rozbić?
BL: Naprawdę nie wiem. Żaden ze statków nie wyglšdał na zniszczony, czy choćby poobijany i porysowany przy próbach pilotażu. Nie mam pojęcia jak daleko sš zaawansowani w nawigacji. Z bliska w działaniu widziałem jedynie model sportowy. Ani przez moment nie tracili nad nim kontroli.
PH: Czy sšdzisz, że ktoœ go pilotował?
BL: Tak przypuszczam, chociaż nie potrafię tego potwierdzić. Zakładam, ie był pilotowany od œrodka.
PH: Manewrował?
BL: Przesunšł się jedynie w lewo, a póŸniej w prawo. W czasie, kiedy go obserwowałem, nie wykonał żadnego gwałtownego manewru. Owej œrodowej nocy, gdy nas pochwycono, przeprowadzano testy modelu sportowego. Gdyby nie pech, powstałby fantastyczny film wideo.
GH: Skasowali go.
PH: Z jak bliska obserwowaliœcie statek?
BL: Nie jestem zbyt dobry w ocenianiu odległoœci, ale myœlę, że staliœmy jakieœ pięćdziesišt czy sto stóp dalej. Stałem tuż przy wrotach hangaru, kiedy wzniósł się w powietrze.
ML: Czy wiesz, w jaki sposób zdobyliœmy model sportowy?
BL: Nie.
ML: Czy pracujšc w S4 dowiedziałeœ się o czymœ, co œwiadczyłoby o pewnego rodzaju współpracy z obcymi?
BL: [długa przerwa, nerwowy œmiech]: Jeœli jeden z przeczytanych przeze mnie dokumentów okazałby się prawdziwy, to możliwe. Nie przypuszczam, bym miał do czynienia z dezinformacjš czy fałszem, lecz jedno ze streszczeń odnosiło się do wydarzenia zwišzanego z wymianš informacji między obcymi, a naukowcami pracujšcymi nad statkiem, oraz zaistniałym konfliktem. Mogło to mieć miejsce w 1978 lub 1979 roku. Nie mam pewnoœci, co do wymiany informacji, lecz dokument potwierdzał istnienie obcych pracujšcych nad jakimœ projektem, toteż zakładam ich współpracę z ludŸmi.
Jeœli to prawda, być może model sportowy nie pochodzi z katastrofy, lecz otrzymaliœmy go od obcych. Jednakże w tym momencie rodzš się nowe pytania. Czym wrócili? Dlaczego dziœ nie kontynuuje się badań? Po co stworzyliœmy projekt S4, zaczynajšc badania od poczštku? Dlaczego budujemy coœ od podstaw, jeœli otrzymaliœmy to w prezencie? Widocznie nie dostaliœmy ksišżki z instrukcjami, specyfikacji technicznych, czy czegoœ podobnego.
ML: Czy mógłbyœ powiedzieć, co dokładnie wyczytałeœ w raporcie?
BL: Istoty pozaziemskie pracowały w odizolowanym laboratorium. Obszar był œciœle strzeżony. Z pewnoœciš strzegło go wielu uzbrojonych wojskowych, tak jak w S4, gdzie wszyscy chodzili z broniš automatycznš. Z tego, co zrozumiałem i pamiętam, nastšpiło nieporozumienie. Jeden z wojskowych próbował wejœć na obszar badań, gdy dano mu znak, by się zatrzymał.
ML: Obcy dali znak?
BL: Tak, obcy dali znak. Tak przeczytałem. Obcy zakazali wnosić broń na obszar badań. Przypuszczam, że wišzało się to z rodzajem wytwarzanego pola. Prawdopodobnie obawiali się wybuchu. Istniała zasada, by broń zostawiać przed wejœciem na obszar badań bšdŸ nie wchodzić dalej. Tymczasem jakiœ mało bystry strażnik czy wojskowy potraktował to jako próbę sił i postanowił pójœć dalej. Co dziwne, zginšł, nim zdšżył wejœć do pokoju. Streszczenie nie podawało żadnych szczegółów, jedynie, że zmarł z powodu rany głowy. Obie strony zareagowały zbyt gwałtownie. W wyniku konfliktu zginęli wszyscy wojskowi i ani jeden z obcych. Wszyscy ludzie zginęli niemal natychmiast, z powodu ran głowy.
BL: Nie sšdzę, żeby obcy mieli wrogie zamiary. Prawdopodobnie chcieli zapobiec katastrofie. Oczywiœcie, mogli po prostu wpaœć we wœciekłoœć, boom, i wszyscy ginš. Raport nie wspomina o rodzaju użytej broni, lecz z pewnoœciš żadna z istot pozaziemskich nie ucierpiała.
PH: Czytałeœ o tym, czy słyszałeœ?
BL: Czytałem.
ML: Znalazłeœ ów raport we wspomnianym archiwum?
BL: Leżał w stosie dokumentów, które zdšżyłem przejrzeć. PóŸniej słyszałem tę historię raz jeszcze, podobno wydarzyła się w Dulce w Nowym Meksyku.
ML: A według tego, czego się dowiedziałeœ, gdzie to się zdarzyło?
BL: Na poligonie badawczym w Newadzie, w Strefie 51, S4. Nie znam dokładnego miejsca.
ML: I, o ile wiesz, od tego czasu nie było w bazie obcych?
BL: Nie, jeœli w ogóle kiedyœ byli. Ów raport to jedyna wzmianka o jakiejkolwiek współpracy pomiędzy nami a obcymi. Jednakże, zakładajšc, że mówi prawdę, sšdzę, że otrzymaliœmy owe statki w darze, a nie odzyskaliœmy z katastrofy czy zdobyliœmy podstępem.
RS: Co należało do twoich zadań? Nad czym pracowałeœ, zajmujšc się układem napędowym?
BL: Nie pracowałem według ustalonego grafiku. Większoœć czasu spędziłem na obserwacjach i zapoznawaniu się z tym, co już zrobiono. Niewštpliwie koncentrowałem się na układzie napędowym, a dokładniej na działaniu wzmacniaczy grawitacji. Istniejš dwa tryby pilotażu, w atmosferze i przestrzeni kosmicznej. Wojskowi przede wszystkim pragnęli poznać sztukę nawigacji w przestrzeni kosmicznej, co wišzało się z działaniem wzmacniaczy grawitacji, wytwarzanš przez nie energiš i fizykš fal grawitacyjnych, ich wytwarzania, rozprzestrzeniania, wzmacniania i zmiany faz.
ML: Miałeœ pracować nad pilotażem w przestrzeni kosmicznej, lecz zaczšłeœ od czegoœ zupełnie innego, prawda?
BL: Cóż, zastanawiajšc się nad konkretnym problemem, pomyœlałem o reaktorze. Stwierdziłem, że nie da się rozgryzać problemu od œrodka. Nie znaliœmy nawet Ÿródła zasilania. Rozpoczšłem od reaktora i zaczšłem się zastanawiać, skšd pochodzi wzmacniana przez pędniki fala grawitacyjna. Oczywiœcie, nie byłem pierwszym, który zajmował się reaktorem, ale jak dotšd nikt nie odkrył, dlaczego fala grawitacyjna rozprzestrzenia się w górę poprzez prowadnicę fali. Założyli to z góry, nie zgłębiajšc problemu, a ja również o tym nie myœlałem. Zaczynajšc pracę, skupiłem się na samym paliwie, na pierwiastku 115. Miałem do dyspozycji podstawowe dane, ale żadnych szczegółów. W chwili, gdy przystępowałem do projektu, nie znali nawet natury paliwa.
ML: Nie zidentyfikowali pierwiastka 115?
BL: To ja go zidentyfikowałem. To mój jedyny wkład do projektu. Nie upieram się, że to na pewno pierwiastek 115. Może nosi nieco niższš liczbę atomowš, na przykład 114, ale mieœci się mniej więcej w tym przedziale układu pierwiastkowego.
ML: Przed spotkaniem rozmawialiœmy o nowych pojęciach. Pierwiastek 1 l5 nie jest zbyt precyzyjnym okreœleniem?
BL: Nie. Nazywam go pierwiastkiem 115, ponieważ przyzwyczaiłem się do tej nazwy. Uważam jednak, że prawdopodobnie nosi takš liczbę atomowš.
PH: Jak udało ci się poznać jego właœciwoœci? Korzystałeœ ze spektrografu masy?
BL: Cóż, istnieje wiele sposobów, lecz wykorzystałem przede wszystkim spektrograf masy. Wymyœlaliœmy różne dziwne testy. Analizš pierwiastka 115 zajmowało się także laboratorium w Los Alamos, chociaż nie wiem, czy zdawali sobie sprawę, z czym majš do czynienia.
PH: Jakimi właœciwoœciami wykazuje się ów pierwiastek? Czy jest radioaktywny, a jeœli tak, ile wynosi czas rozpadu?
BL: Pierwiastek 115 nie jest radioaktywny.
PH: W układzie pierwiastkowym pierwiastek 115 stałby blisko bizmutu. Przypomina więc ołów? Rodzaj srebrzystego, miękkiego metalu...?
BL: Nie, barwš przypomina ciemnš pomarańczę. Ponadto jest niezwykle miękki, z łatwoœciš daje się rzeŸbić paznokciem. Przy tym niebywale ciężki. Podnoszšc niewielki kawałek, łatwo stwierdzimy, że to nie ołów. Jest zdumiewajšco ciężki.
ML: Tak więc dopiero dzięki tobie zidentyfikowali paliwo?
BL: Tak, co potwierdza moje spostrzeżenie, że pracujšc od kilku lat nad projektem, nie mieli pojęcia o naturze paliwa. A przecież paliwo to podstawa, uzasadniony punkt wyjœcia.
PH: Nad projektem pracowali laicy? Naukowcy?
BL: Nie wiem.
GH: [do pozostałych pytajšcych] Czy wiecie, dlaczego potrzebowali kolejnego człowieka? Słyszeliœcie tš historię?
RS: Może nam opowiesz?
GH: Powyższa historia dowodzi nieudolnoœci prowadzonych badań.
BL: Mieli do dyspozycji sprawny reaktor. Wiem, że usunęli kilka ze statków, a wszystkie były zasadniczo takie same. Postanowili zajrzeć do wnętrza działajšcego reaktora i otworzyli go. Cóż, reaktor wybuchł i zabił pracujšcych przy nim ludzi. Trudno nazwać to naukowym podejœciem do problemu. To szaleństwo. Zatrudnili mnie w miejsce ludzi, którzy zginęli podczas próby z reaktorem. Wielokrotnie widziałem rzeczy, które œwiadczyły o nieprofesjonalnym, graniczšcym ze œmiesznoœciš prowadzeniu projektu.
PH: Co masz na myœli, twierdzšc, że nie wiesz, kim byli pracujšcy w S4 ludzie? Byłeœ tam zbyt krótko, ukrywali wszystko w tajemnicy, czy nie chcesz o tym mówić? Podejrzewam, że gdybym poznał ludzi pracujšcych nad układem zasilania czy reaktorem, zorientowałbym się, czy mam do czynienia z laikami, technikami czy naukowcami. Jednak z tego, co opowiadasz, pracujšcy w S4 ludzie wychodzš na idiotów, niezbyt lotnych wojskowych, pozbawionych jakichkolwiek podstaw naukowych.
BL: Zgadza się, w S4 pracowali prawdopodobnie sami wojskowi. Być może byłem jedynym cywilem. Nie wiem.
PH: Dlaczego nie wiesz? Nie byłeœ tam doœć długo? Przecież musiałeœ z nimi rozmawiać, prawda?
BL: Nie, nie pozwolono mi na rozmowy. W S4 nie można po prostu podejœć do kogoœ i zaczšć rozmowę. Każdy ma wyznaczonego opiekuna, jedynš osobę, która z nim rozmawia. Zapomnij o zaczepieniu kogoœ w holu. Nawet w drodze do toalety towarzyszy ci ochrona.
PH: Jak sšdzisz, czego się do tej pory dowiedzieli? Czego dokonali? Nie czytałeœ raportów? Z nikim nie rozmawiałeœ?
BL: Cóż, rozmawiałem z Bartym. Był moim opiekunem. Nie wiem, czy póŸniej nie zostałbym dopuszczony do rozmów z innymi, jednak rozmawiałem jedynie z Barrym. Ponadto miałem w ręku skoroszyt z wyjmowanymi kartkami, podstawowy raport o dotšd przeprowadzonych analizach i badaniach...
PH: Od jak dawna pracowali nad projektem?
BL: Przynajmniej parę lat.
GH: W ten sposób wracamy do poczštkowego pytania o zatrudnienie Boba. Prawdopodobnie Teller, dla jakiejœ przyczyny, zapamiętał go i polubił. Pomógł mu dostać się do programu. Nie wszyscy widzieli Boba w S4, lecz nie chcieli odmówić Edwardowi Tellerowi. [do BL] Wiesz, nie byłeœ jednym z nich.
BL: Tak, nie mam co do tego wštpliwoœci.
RS: Kim zatem byli pracujšcy nad projektem? Czego wymagano od kandydatów? Poddano cię jakimœ specjalnym testom?
BL: Przeszedłem standardowš rozmowę wstępnš, chyba nawet łatwiejszš od tej przeprowadzonej przed przyjęciem do Los Alamos. Nie dostrzegłem w niej niczego niezwykłego. Z pewnoœciš niezwykłe były zasady bezpieczeństwa. Nigdy przedtem nie przeszukiwano mi domu ani nie zakładano podsłuchu. Jednak tego typu zabezpieczenia dotyczyły wszystkich zatrudnionych przy projekcie. Naprawdę nie wiem, jak decydowali, kto wejdzie do gry.
RS: Czy nie uważasz, że podstawowy problem polega na konflikcie interesów między wynajęciem wybitnych naukowców, a przestrzeganiem wymogów bezpieczeństwa?
BL: Tak sšdzę. Jednak nie wydaje mi się, by poszukiwali wybitnych ludzi.
RS: O to mi chodzi. Zatrudniajšc sławnych naukowców, musieliby zrezygnować z tajemnicy. Dlatego sš zmuszani szukać ludzi mniej wybitnych, którzy z kolei nie radzš sobie z problemami projektu.
BL: Możliwe.
GH: Podejrzewam, że potrafiliby namówić jakiegoœ wybitnego fizyka na milczšcš współpracę, więc chodzi o coœ innego.
ML: Czy wiesz, i możesz powiedzieć, kto opłaca ów program?
BL: Nie wiem. Nie pamiętam już czy słyszałem, a może czytałem, że jest refundowany przez SDI (Inicjatywę Obrony Strategicznej).
GH: Prowadzimy obecnie badania nad jego aktami personalnymi W-2. Może coœ się wyjaœni.
RS: Czy to prawda, że na identyfikatorach nosiliœcie symbol MAJ (Majestic)?
BL: Tak. Kiedy je po raz pierwszy zobaczyłem, uœmiechnšłem się i zaczšłem się zastanawiać, czy to naprawdę projekt Majestic, o którym wszyscy mówiš, czy, zakładajšc, że dokumenty Majestic-12 sš fałszywe, rodzaj żartu, a może nostalgia za czymœ, co się skończyło? Tak, czy inaczej, na naszych identyfikatorach widniał symbol MAJ. Jedynš osobš z napisem MAJESTIC na identyfikatorze był Dennic. Sšdzę, że był szefem ochrony, lub kimœ takim. Z pewnoœciš nie był naukowcem. Nie miał nic wspólnego z fizykš. Ale za każdym razem kiedy pojawiały się kłopoty, zjawiał się Dennic. Kiedyœ zabrałem Gene'a na tajne zebranie w jednym z kasyn na dole, by go sobie obejrzał. Dennic nawet wyglšdał jak komandos. Nie pasował do stereotypu naukowca.
ML: Myœlisz, że brałeœ udział w programie Majestic, czy to tylko mit?
BL: Nie wiem. Na identyfikatorze Dennica widziałem nazwę Majestic. Dowiedziałem się także, że Majestic oznacza poziom dostępu do tajnych danych, o trzydzieœci osiem poziomów wyższy od poziomu Q. Może ktoœ, wiedzšc o tym, stworzył dokument MJ-12. A może sam pracowałem dla MJ-12. Naprawdę nie wiem.
RS: Nazwa Majestic pojawiła się w twoich aktach personalnych W-2. Co oznaczała?
BL: Właœnie nad tym pracujemy.
ML: Czy wiesz coœ o innych sprawnych obiektach latajšcych na terenie S4?
BL: Podejrzewam, że mieli do dyspozycji sprawne statki, ale nie jestem do końca pewien.
ML: Chodzš pogłoski, że ludzie we współpracy z obcymi stworzyli bazy na Księżycu, a nawet na Marsie. Czy posiadasz jakieœ informacje, potwierdzajšce tego typu doniesienia?
BL: Nie.
ML: Czy wiesz coœ o próbnych lotach w przestrzeni kosmicznej?
BL: Nie. I nie sšdzę, by się na to odważyli. Wštpię, że potrafiliby zawrócić przy zerowej grawitacji. WyraŸnie nie sš obeznani z pilotażem w trybie "Beta". Wiem, że to naprawdę nie nazywa się tryb "Beta" i przez ostatni rok usiłowałem zapamiętać, jak się naprawdę nazywa, ale nie udało mi się, toteż pozostanę przy nazwie tryb "Beta". Prawdopodobnie przy wejœciu w obszar niskiej grawitacji, zaczynajš się wielkie problemy z pilotowaniem statku. Zaczynajšc manewr obracania, statek wchodzi w niższy poziom grawitacji, a jednoczeœnie w tryb "Beta" i trudno jest go utrzymać pod kontrolš. Prawdopodobnie dlatego tak im zależało na poznaniu zasad pilotażu w przestrzeni kosmicznej. Tak więc nie sšdzę, by, jak dotšd, udało im się opuœcić atmosferę Ziemi.
GH: Poza tym, myœlš logicznie i pamiętajš czym jest paliwo, co się stanie, gdy rozbijš statek? Nastšpi wybuch nuklearny? Jak by to wytłumaczyli?
ML: Czy katastrofa z udziałem pierwiastka 115 mogłaby doprowadzić do wybuchu nuklearnego?
BL: Nie, chociaż nastšpiłaby niewielka eksplozja, ponieważ w reaktorze znajdujš się œladowe iloœci antymaterii. Wszystko zależałoby od poziomu zasilania, lecz nie sšdzę, że nastšpiłaby wielka eksplozja. Przypuszczam ponadto, że w chwili katastrofy większoœć systemów automatycznie uległaby wyłšczeniu.
GH: Ludzie, którzy otworzyli pracujšcy reaktor, zginęli w wybuchu.
ML: Tak, ale wybuch nie był zbyt wielki.
GH: Cóż, mógłbym dyskutować, czy wybuch, który zmiótł opancerzone drzwi można nazwać niezbyt wielkim.
BL: Masz rację. To było duże boom, powiedziałbym około 20 kiloton lub coœ koło tego.
ML: Tak potężny wybuch? No dobrze.
PH: Czy nadal rozmawiamy o modelu sportowym?
BL: To jedyny, który widziałem.
PH: Jakš miał œrednicę?
BL: Trzydzieœci lub trzydzieœci pięć: stóp.
PH: Moc reaktora?
BL: Straszliwa. Nie pamiętam dokładnie, ale...
PH: W megawatach?
BL: Większa, chyba ze sto lub dwieœcie megawatów.
ML: Majšc do dyspozycji odrobinę pierwiastka 115 i wiedzšc, co robić, potrafiłbyœ odtworzyć reaktor lub wzmacniacze?
BL: Wzmacniacze tak. Reaktor nie.
ML: Nie wiedziałbyœ jak odtworzyć reaktor?
BL: I mieć go pod kontrolš? Nie. Wzmacniacze to drobiazg, ale nie znam budowy reaktora na tyle, by zaryzykować jego odtworzenie. Mógłbym zbudować działajšcy reaktor, ale... [œmiech] Może za jakiœ czas by mi się udało.
ML: Czy bez urzšdzenia przenoszšcego fale grawitacyjne, sam wzmacniacz jest coœ wart
BL: Nie.
ML: Czy wiesz, jak w kontrolowanych warunkach przenosić i wzmacniać fale grawitacyjne?
BL: Tak, wiem.
PH: Może istniejš inne sposoby...
BL: Przypuszczam, że czyniono próby z użyciem plutonu. Podejrzewam, że wišże się to z przypadkiem Cash-Landrum.

Skrót wydarzeń: Przypadek Cash-Landrum

ML: Czy sugerujesz, że w przypadku Cash-Landrum mieliœmy do czynienia ze statkiem wykorzystujšcym technologię obcych, lecz zbudowanym przez człowieka i zasilanym plutonem?
BL: Tak, to właœnie sugeruję. Nie znalazłem niczego w przeczytanej dokumentacji, ale parokrotnie słyszałem o silnie skażonym obiekcie pogrzebanym gdzieœ w Strefie 51. Sšdzę, że dokonywali prób ze statkiem zasilanym plutonem, lecz trudno było nad nim zapanować, a zasilanie się nie sprawdziło.
PH: Czy bombardowanie atomów wystarczy do wytworzenia fali grawitacyjnej?
BL: Nie. Może jš do pewnego stopnia wzmocnić czy stymulować. Jednak jedynie pierwiastek 115 wytwarza dostatecznie silnš falę grawitacyjnš, by odchylić wystrzelony w jego kierunku promień lasera.
Nie wiem, czy wspomniałem o tym wczeœniej, ale wzmacniacze zawsze działajš na pełnych obrotach, wytwarzajšc maksymalnš moc fali grawitacyjnej, dzielonej następnie na fazy od zera do 180 stopni. Mamy do czynienia z polami magnetycznymi, przycišgajšcym i odpychajšcym. Wyłšczenie reaktora oznacza ustawienie wzmacniaczy w pozycji zerowej, pomiędzy oboma polami. Zasada działania jest niezwykle prosta. Przypomina bardziej silnik parowy, niż wysoko rozwiniętš technologię obcych. Powszechnie uważa się, że technicznie obcy wyprzedzajš nas o dziesištki tysięcy lat, jednak według mnie górujš nad nami najwyżej o sto lub dwieœcie lat.
RS: Bob, mówiłeœ, że w pokoju archiwum czytałeœ o zwišzku obcych z ewolucjš i genetykš człowieka. W jakim kontekœcie? Co widziałeœ?
BL: Nie cierpię się powtarzać. Opowiadam o tym za każdym razem, gdy mnie pytajš, ponieważ to, co widziałem stanowi jedyny dowód prawdy moich słów. Nie omieszkam dodać, że wszystko, co znalazłem wtedy na temat układu napędowego, okazało się prawdš. Jednak, chociaż sam pracowałem przy technologii obcych, wiem, że trudno uwierzyć w ich istnienie. W archiwum znalazłem ksišżkę, opisujšcš historię rozwoju naszego gatunku, napisanš z innego niż nasz punktu widzenia. Nie nosiła żadnego tytułu. Ludzi opisywano w niej jako "naczynia", a Ziemię nazywano Sol 3. Stanowiła rodzaj raportu.
ML: Nazywano ludzi "naczyniami"?
BL: Tak, chociaż nie wiem, co miały przechowywać owe naczynia. Możliwoœć interpretacji jest dowolna.
ML: Chcesz powiedzieć, że owš ksišżkę napisali obcy?
BL: Pozwólcie, że opowiem wam, jak wyglšdała. Z pewnoœciš napisano jš z dziwnego, zupełnie odmiennego punktu widzenia, przedstawiajšc dzieje Ziemi, jej historię i mieszkańców. Jeœli pamiętacie, dawna Encyklopedia Culliera w rozdziale poœwięconym anatomii zawierała puste strony. Po nich znajdowały się rysunki układu kršżenia, narzšdów wewnętrznych i tak dalej. W omawianej ksišżce najbardziej niesamowite okazały się ilustracje. Przewracajšc stronę, natrafiało się, powiedzmy, na obrazek budynku z suszonej cegły, a poruszajšc stronš, dostrzegało się poszczególne poziomy domu. Ilustracje przypominały obrazy trójwymiarowe, chociaż były o wiele wyraŸniejsze. Nigdy czegoœ takiego nie widziałem. Nie wiem, czy stworzyli je ludzie, czy obcy, ale odpowiednio poruszajšc stronš, widziało się fronton, drewniany szkielet domu, a nawet fundamenty. Ilustracje mnie zafascynowały. W nich także ludzi nazywano "naczyniami".
ML: Jesteœ pewien, że pojęcie "naczyń" odnosiło się do ludzi?
BL: Tak.
ML: O czym wspominano w owej ksišżce, opisujšc ludzi? O naszej historii? Sposobie zachowania?
BL: Mówiono o zaletach i trwałoœci "naczyń". Czy mieli na myœli naczynia duszy? Czy ciało jest naczyniem duszy? W każdym razie w ksišżce pisano o potrzebie zachowania "naczyń", o tym, jakie sš wyjštkowe, niezwykle wyjštkowe...
GH: Trudno spotkać życie podobne do naszego.
BL: Bardzo trudno. Notabene, na odwrocie ksišżki odkryłem drugš, czytanš odwrotnie częœć, dotyczšcš cywilizacji obcych z gwiazdozbioru Sieci. Dwie ksišżki w jednej.
ML: Zatem z jednej strony ksišżka opisywała historię Ziemi z perspektywy obcych, a z drugiej dzieje planety 2 gwiazdozbioru Sieci, z której przypuszczalnie...
BL: Otóż to. Niestety, nie potrafię dowieœć prawdy moich słów. Poza tym, kiedy otworzyłem ksišżkę, zafascynowałem się rysunkami i minęło trochę czasu, nim uœwiadomiłem sobie, co mieœci się po drugiej stronie. Tak więc zmarnowałem wiele czasu na czytanie o dziejach Ziemi. Przekręciwszy ksišżkę, zobaczyłem opisy obcej cywilizacji. Gdybym zyskał trochę czasu, mógłbym dowiedzieć się o wiele więcej.
Ponadto tak naprawdę NIE interesowały mnie ani trójwymiarowe zdjęcia, ani raporty z sekcji zwłok. To wszystko było fascynujšce, zdumiewajšce i godne zainteresowania, aleja szukałem czegoœ o układzie napędowym.
GH: Ludzie często pytajš Boba, czy nie uważa, że miał do czynienia z dezinformacjš. Jednak trudno przypuszczać, by ktoœ przygotował tak rozległš, dotyczšcš tylu dziedzin mistyfikację.
ML: Nie wydaję mi się, by technologia tworzenia tego typu trójwymiarowych zdjęć była szeroko rozpowszechniona.
BL: Może właœnie dlatego, że mam własnš pracownię fotograficznš, tak wiele czasu straciłem na ich oglšdanie.
ML: Czy widziałeœ kiedyœ coœ podobnego? Wiesz, jak je stworzono?
BL: Nie. Na pierwszy rzut oka ilustracje były ledwo dostrzegalne. Nie zmieniały się stopniowo, lecz płynnie przechodziły z jednego poziomu w drugi.
PH: Czy czujesz niepokój, wiedzšc o istnieniu istot pozaziemskich?
BL: Nie, dzięki temu wiele rzeczy nabrało sensu.
PH: Czy nie czujesz się, wybacz niezamierzony kalambur, wyobcowany? Nie czujesz się odsunięty od reszty społeczeństwa, która nie wie o istnieniu obcych?
BL: Masz rację. Czuję się tak, jakbym jako jedyny wiedział, co się dzieje, a wszyscy inni pozostawali w bezmyœlnej nieœwiadomoœci. W tym wypadku słowo wyobcowany znakomicie odzwierciedla moje odczucia.
PH: Czujesz się samotny?
BL: Nie, ponieważ nie sšdzę, bym był jedynym, który wierzy...
PH: Ale jesteœ jednym z niewielu, którzy to wiedzš.
BL: Tak.
PH: Byłem ciekaw twoich odczuć, ponieważ sam przez to przechodzę. Im więcej wiem, tym bardziej oddalam się od innych ludzi...
BL: Prawda odsuwa nas od innych ludzi i coraz trudniej przekonać ich o tym, co wiemy.
GH: Jednak nie wolno nam ustawać w wysiłkach. My także musieliœmy w pewnym momencie poznać i zrozumieć. Toteż nim oskarżymy kogoœ o bezmyœlne trwanie w nieœwiadomoœci, dajmy mu szansę. Udzielmy wyjaœnień i dopiero, gdy zignoruje nasze starania, nazwijmy głupcem. Jednakże sšdzę, że istnieje wielu inteligentnych ludzi, którzy zasługujš na naszš uwagę, a którzy, jak dotšd, nie mieli okazji poznać prawdy.
RS: Jakie żywiłeœ nastawienie wobec istot pozaziemskich przed wejœciem do programu?
BL: Sceptyczne do granic możliwoœci. Pamiętam, jak chyba z rok temu przyjaciel, który póŸniej pracował nad Tonopah, wpadł do mnie z artykułem wyciętym z gazety i zawołał: "Hej, zobacz, piszš o tym facecie, Johnie Learze. Ma wykład o obcych i mistyfikacji rzšdu w bibliotece w Spring Volley. Może chcesz iœć ze mnš?" A ja odpowiedziałem: "Jesteœ skończonym idiotš. Po cholerę tracić czas na slucltanie tego faceta?" Wzišłem to za żart. Nieco póŸniej mówił mi: "Wioœnie wróciłem ze Spring Volley t wiesz co, nie dostałem się do biblioteki. Na tego faceta waliły tłumy." Pomyœlałem sobie, że to œmieszne. Często wracam myœlš do tego zdarzenia, przypominajšc sobie, jaki byłem ograniczony. Nie majšc żadnego oparcia, upierałem się, że to głupota i denerwowało mnie, że ktoœ może w to wierzyć.
ML: Nie ty jeden. Prawdopodobnie wszyscy przeszliœmy przez to samo. Ja także nie chciałem uwierzyć. Lecz kiedy w końcu uwierzyłem, przekonałem się, że informacje leżš na wycišgnięcie ręki. Każdy z nas musi przekroczyć pewien próg.
BL: I do końca nie przestajemy walczyć sami ze sobš. W dniu, w którym wysiadłem z autobusu w S4 i wszedłem do hangaru, zobaczyłem statek, model sportowy i przeżyłem wstrzšs. Jednakże natychmiast pomyœlałem, że to wyjaœnia zjawisko UFO. Skonstruowaliœmy statek, testowaliœmy go i... Stoi przede mnš statek obcych, a ja usiłuję znaleŸć jakieœ racjonalne wytłumaczenie, zaprzeczy㠜wiadectwu własnych oczu. Oczywiœcie, niewiele spałem tej nocy. Następnego dnia miałem zaczerwienione oczy, a Gene spytał: "Wszystko w porzšdku, Bob? Co ci się stało?" Pamiętam, jak leżałem w łóżku i chichotałem, przypominajšc sobie, że kiedy podszedłem do statku i dotknšłem go, usiłowałem wytłumaczyć sam sobie, że to co prawda wyglšda jak latajšcy talerz, ale...
RS: Wspomniałeœ o ,.niewielkich rozmiarach wyposażenia ". Kiedy je widziałeœ?
BL: Ujrzałem statek, gdy tylko po raz pierwszy wysiadłem z autobusu. Celowo ruszyłem w tamtš stronę, by przejœć obok niego i móc go dotknšć. Sšdzę, że chciałem się upewnić, że to nie karton czy coœ w tym rodzaju. Wyczułem metal, a przechodzšc obok, spojrzałem do wnętrza i spostrzegłem, że całe wyposażenie jest dziwnie małych rozmiarów. Natychmiast kazano mi patrzyć przed siebie.
Oczywiœcie, przeprowadzili mnie tamtędy celowo. Jakiœ czas póŸniej wszedłem do wnętrza statku.
RS: Jak to się stało? I jakie to uczucie, znaleŸć się we wnętrzu statku obcych?
BL: Cóż, moi przełożeni wcale nie chcieli, bym znalazł się w œrodku. Zgodzili się jedynie po to, bym rozejrzał się w rozmieszczeniu wzmacniaczy grawitacji. Statek posiadał trzy poziomy. Wchodzšc na lewo, widziało się panel prowadzšcy na dół, gdzie zainstalowano wzmacniacze. Panel był tak wšski, że aby przyjrzeć się rozmieszczeniu wzmacniaczy, musiałem wczołgać się do œrodka. Inni pracowali na drugim, głównym poziomie. Trzeciego poziomu nigdy nie zobaczyłem. Nie mam pojęcia, co mieœciło się na górze. Domyœlam się, lub po prostu zgaduję, że może sprzęt do nawigacji i pilotażu, lub coœ podobnego. Wiesz, mostek. Kto wie? Jednak ja miałem jedynie rozejrzeć się na dole i przypuszczam, że zabierajšc mnie ze sobš, wybrali moment przestoju na drogim poziomie.
Właz usunięto, lub wycięto, nie mam pojęcia. Zobaczyłem stopnie prowadzšce w górę, lecz natychmiast skierowano mój wzrok w dół. Zdjęli pokrywę panelu i jakoœ wcisnšłem się do œrodka. Przejœcie było ciasne, z pewnoœciš nie stworzone dla człowieka. Znalazłem się w ciasnym zamknięciu, ogarnięty klaustrofobiš. Przerażajšce doœwiadczenie, widziałem... nie potrafię nawet tego opisać... widziałem wiszšce nade mnš pędniki. To był naprawdę wstrzšsajšcy widok. Nie wiem, co jeszcze mógłbym powiedzieć. Tuż obok mieœcił się reaktor. Kiedy wyczołgałem się z tunelu, Barty stał odwrócony plecami, patrzšc w dół na ludzi kręcšcych się dookoła statku. Miałem okazję szybko się rozejrzeć. Zobaczyłem ludzi dŸwigajšcych jakieœ konsole. Mówię "konsole", chociaż wnoszone na drugi poziom statku przedmioty przypominały raczej spore skrzynki. Jedna z nich, wyminie rozerwana, wyglšdała na pustš.
RS: Sšdzisz, że wyjęli jej zawartoœć?
BL: Nie wiem.
GH: Czy wiecie, że Bob uważa model sportowy za jeden ze statków sfotografowanych przez Billa Meiera! [do BL:] Pamiętasz, mówiłeœ mi, że z bliska wydawał ci się wyższy i bardziej chropowaty i dopiero, gdy zobaczyłeœ go w powietrzu, stwierdziłeœ, że przypomina zdjęcie Meiera?
BL: Z bliska w ogóle nie przypominał zdjęcia Meiera. Wydaje się szorstki, zbyt wysoki, nieproporcjonalny. Przywodzi na myœl kobietę w cišży. Wyglšda jak typowy latajšcy talerz z filmu science fiction. Niczym się nie wyróżnia, prócz tego, ie wydaje się odlany w całoœci, bez jednego spawu. Nawet siedzenia zdajš się potwierdzone do podłogi, jakby wszystko odlano z jednej formy. Nie mam pojęcia, jak tego dokonano.
PH: Powiada się, że istoty pozaziemskie czasami posługujš się telepatiš. Co o tym sšdzisz?
BL: Nie wydaje mi się, by chodziło o naturalnš predyspozycję.
PH: Uważasz, że posługujš się pewnego rodzaju przekaŸnikiem?
BL: Tak.
RS: Innymi słowy, telepatię zawdzięczajš postępowi technicznemu.
BL: Tak sšdzę.
RS: Czytałeœ o tym?
BL: Pamiętam, że czytałem wzmiankę o telepatii, czy pewnego rodzaju zdolnoœciach psionicznych. Jednakże pomysł z przekaŸnikiem pochodzi ode mnie.
RS: Żadnych wzmianek o wszczepach? O uprowadzeniach?
BL: Nie. Nie znalazłem niczego, ani o uprowadzeniach, ani o okaleczeniach zwierzšt.
ML: A jeœli chodzi o hybrydyzację genetycznš, łšczenie genów ludzkich i obcych?
BL: W pewnym miejscu wspomniano o szeœćdziesięciu pięciu lub szeœćdziesięciu trzech odmianach, zwanych właœciwš drogš ewolucji. Prawdopodobnie owe odmiany stanęły u podstawy rozwoju rasy ludzkiej.
ML: Raport wspominał o szeœćdziesięciu pięciu lub szeœćdziesięciu trzech przypuszczalnie stworzonych przez obcych genetycznych odmianach człowieka?
BL: Tak, chociaż manipulacji genetycznych nie dokonywano stricte na człowieku, lecz na małpach.
ML: W ten sposób powstał homo sapiens?
BL: Tak wynikało z owej dziwnej ksišżki, o której wspominałem.
ML: Podano choćby przybliżone ramy czasowe?
BL: Nie. Czytałem o zdarzeniach sprzed ponad dziesięciu tysięcy lat, ale...
ML: Mówišc o manipulacjach genetycznych, sięgamy do bardzo odległych czasów.
BL: Masz rację, chociaż trudno mi powiedzieć jak odległych.
PH: Czy widziałeœ zdjęcia sprzed 1947 roku?
BL: Nie.
GH: Czy w raporcie pojawiło się pojęcie "małpy", czy tez użyłeœ potocznego wyrażenia, by zastšpić obcš nazwę?
BL: W ksišżce pojawiło się inne wyrażenie, niestety, czytałem jš tak dawno temu, że pamięć mnie zawodzi...
PH: [doGH]: Gene, co o tym wszystkim sšdzisz? Czy to cię nie niepokoi?
GH: Nie, wcale nie. Przedtem nie potrafiliœmy nawet postawić właœciwych pytań. Wolę znać choćby częœć prawdy. Przecież od zawsze nękały nas pytania o sens istnienia. Kim jesteœmy? Skšd pochodzimy? Dokšd zmierzamy? Czy istnieje życie po œmierci? Czy istnieje Bóg? Poznajšc prawdę o kontaktach z istotami pozaziemskimi, przybliżamy się do odpowiedzi. Jednak ludzie nie chcš znać prawdy. Wolš nie wiedzieć.
ML: Bob, co o tym myœlisz? Co to wszystko oznacza dla naszej przyszłoœci?
BL: Pozostaję sceptykiem. Nieufnie odnoszę się do wszystkiego, co słyszę i czytam. Kiedyœ miałem do czynienia jedynie z pogłoskami, lecz otarłem się o technologię obcych i teraz wiem trochę więcej. I chociaż zasadniczo zgadzam się z Genem, tym trudniej uwierzyć mi w coœ, czego nie dotknšłem czy nie poznałem z bliska. Czy jesteœmy wynikiem manipulacji genetycznej? Może. Naprawdę nie wiem.
PH: Pamiętam, że mój ojciec: interesował się zjawiskiem UFO już w latach 40., lecz w ostatnich latach zainteresowanie wyraŸnie wzrosło. Wychodzš na jaw coraz to nowe informacje i coraz więcej ludzi skłonnych jest uwierzyć w UFO.
BL: Mistyfikacja rzšdowa zaczyna rozłazić się w szwach. Pojawiajš się coraz to nowe przecieki, którymi interesujš się media. Nawet dezinformacja nie jest w stanie zapobiec ujawnieniu prawdy. Lawina ruszyła. Rzšd musi roz-ważyć możliwoœć stopniowego ujawnienia prawdy o niezidentyfikowanych obiektach latajšcych. Być może już zaczšł. Możliwe nawet, że wybrał mnie na poœrednika.



1 Lazar był pierwszy osoba, która ujawniła, że próbne loty rzekomo obcego obiektu latajšcego można obserwować bezkarnie, jakieœ piętnaœcie mil od poligonu, z opuszczonego odcinka lšdowiska BLM wzdłuż autostrady stanowej 375, w pobliżu miejsca prób nuklearnych w Newadzie. Obszar ów znany jako Mailbox Road, słupek drogowy z oznaczeniem 29-1/2 przy drodze 375, stał się odtšd najprawdopodobniej najdawniejszym na œwiecie miejscem odwiedzanym przez chętnych do obejrzenia niezidentyfikowanych obiektów latajšcych.
2 The Bifly Goodman Happening, nadawany póŸnym wieczorem talk show stacji radiowej KVEG z Las Vegas często prezentował poglšdy Boba Lazara i innych ekspertów UFO. Nagle został zdjęty z anteny. Zdenerwowani słuchacze twierdzili, że Goodman musiał zbytnio zbliżyć się do prawdy, ponieważ jego program cieszył się wielkim powodzeniem. Po jakimœ czasie program Goodmana wrócił na antenę.

autor: Michael Lindmann
tłumaczenie: Monika Dalecka