Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja do Tajne.org


Połknięty przez wieloryba
13 czerwca 2002
Czy jest możliwe, żeby człowiek został połknięty przez wieloryba i przeżył? Jeœli nie wierzycie, posłuchajcie tej historii. Archiwa Admiralicji Brytyjskiej dostarczajš ewidentnych dowodów prawdziwoœci zdumiewajšcej relacji Ja mesa Bartjeya, brytyjskiego marynarza, który został połknięty przez wieloryba i przeżył, by móc o tym opowiadać.

James odbywał swojš pierwszš i ostatniš podróż jako marynarz na pokładzie statku wielorybniczego "Gwiazda Wschodu". W lutym 1891 roku statek posuwał się z łomotem żagli, pchany naprzód pomyœlnym wiatrem jakieœ sto mil na wschód od Wysp Falklandzkich na południowym Atlantyku.

Nagle obserwator wydał elektryzujšcy okrzyk: Z lewej wieloryb! Zauważył bowiem olbrzymiego kaszalota o pół mili od burty dziobowej. "Gwiazda Wschodu" spuœciła żagle i wachty wielorybnicze wgramoliły się do trzech małych łódek, aby wbić harpuny w ciało potężnego ssaka, jeœli się uda.

W łodzi, która jako pierwsza dotarła do wieloryba, znajdował się młody James Bartley. Wiosłujšc powoli, marynarze podprowadzili swojš kruchš łupinę tak blisko niczego nie spodziewajšcego się stworzenia, że harpunnik mógł się wychylić i wbić ogromnš włócznię w trzewia wieloryba. Podczas gdy ugodzona bestia walczyła, by uwolnić się od haka harpuna, Bartley i jego towarzysze cofali się gwałtownie, żeby wydostać się z zasięgu masywnego ogona .

Przez moment szczęœcie zdawało się sprzyjać marynarzom. Wieloryb zanurzył się głęboko i pocišgnšł za sobš dwieœcie pięćdziesišt metrów ciężkiej liny. Potem nastšpiło złowieszcze rozluŸnienie liny - wielkie zwierzę szło w górę - lecz gdzie wypłynie? W takich wypadkach jest to sprawa życia lub œmierci i marynarze wkrótce mieli poznać odpowiedŸ. Pochylili się nad wiosłami, gotowi wiosłować po swoje życie, gdy tylko będzie wiadomo, w którš stronę skierować łódkę.

Woda zakipiała wokół nich bez ostrzeżenia i rozległ się trzask kruchej łodzi, rozłupanej wyrzutem wieloryba w powietrze. Walšc wœciekle ogonem, œmiertelnie zranione zwierzę ubiło wodę na krwawš pianę, zanim w agonii powtórnie dało nura w głębinę.

Pobliska łódŸ wyłowiła pozostałych przy życiu wielorybników, lecz dwóch brakowało. Jednym z nich był marynarz terminator James Bartley.

Wiatr, który przywiódł "Gwiazdę Wschodu" na scenę tej tragedii, opuœcił jš teraz. Łopoczšc lekko żaglami kołysała się na długiej, martwej fali.

Jeszcze tego samego fatalnego dnia, krótko przed zachodem słońca, umierajšcy wieloryb wypłynšł na powierzchnie, dryfujšc w odległoœci czterystu metrów od statku. Załoga pospiesznie przymocowała go linš. Upalna pogoda zmuszała do natychmiastowego ćwiartowania zwierzęcia. Ponieważ nie można było podnieœć stutonowego ssaka na pokład, mężczyŸni zdzierali grubš warstwę tłuszczu, œlizgajšc się i obsuwajšc wzdłuż grzbietu stworzenia. Robota brudna i niebezpieczna, jako że woda pełna była rekinów, podnieconych zapachem krwi.

Tuż przed jedenastš w nocy pracujšcy przy œwietle latarni, mocno już zmęczeni, marynarze wyjęli żołšdek i ogromnš wštrobę, które wcišgnięto na statek. już na pokładzie zauważono jakieœ zastanawiajšce ruchy we wnętrzu gigantycznego brzuszyska... Powolny, rytmiczny ruch, który sprawiał wrażenie, jakby coœ oddychało.

Kapitan pospiesznie wezwał lekarza okrętowego, który dokonał ogromnego cięcia w twardym mięsie. Pojawiła się ludzka stopa, but... i cała reszta. W chwilę póŸniej wycišgnięto jednego z zaginionych marynarzy. Był to James Bartley - zgięty wpół, nieprzytomny... ale żywy!.

Prawdopodobnie z braku lepszych pomysłów podekscytowany lekarz kazał polewać Bartleya wiadrami morskiej wody Kuracja ta pozwoliła przywrócić nieszczęœnikowi przytomnoœć, lecz nie rozum. Bartley bełkotał coœ bezładnie, rzucajšc się po pokładzie jak w delirium.

Prawie dwa tygodnie miotał się między życiem a œmierciš, przywišzany do koi w kabinie kapitana. Stopnjowo, jak zapisał lekarz okrętowy w swoich notatkach, podpisanych przez całš załogę, Bartley odzyskiwał zmysły, lecz minšł miesišc, nim był w stanie opowiedzieć, co się z nim działo.

Pamiętał, że został wyrzucony w powietrze, kiedy wieloryb strzaskał łódŸ, a kiedy wpadł z powrotem do morza, zobaczył rozwierajšcš się tuż przed nim ogromnš paszczę. Krzyczał, gdy go pochłaniała. Czuł ostry, kłujšcy ból, kiedy przesuwał się wzdłuż małych ostrych fiszbinów Potem poczuł, jak zeœlizguje się w dół œluzowatej rury... Pamiętał walkę o oddech... kopanie... potem rozkoszne zapomnienie, dopóki miesišc póŸniej nie odzyskał œwiadomoœci w kabinie kapitana.

Przebywał w żołšdku wieloryba piętnaœcie godzin i w rezultacie stracił wszystkie włosy na ciele, jego skóra nienaturalnie zbielała i pozostał prawie zupełnie œlepy przez resztę życia, które spędził jako szewc, łatajšcy stare obuwie w rodzinnym Gloucester.

Liczni lekarze z wielu krajów œwiata przyjeżdżali badać go i dyskutować o tym niesamowitym doœwiadczeniu. Żył jeszcze osiemnaœcie lat po tej przygodzie, a na jego nagrobku jest krótka opowieœć o jego przeżyciu i dopisek: James bartley, 1870-1909... współczesny Jonasz.

autor: Thomas De Jean