Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja do Tajne.org


36. Nalot na Los Angeles
19 lipca 2002
25 lutego 1942 roku - niecałe trzy miesišce po zbombardowaniu przez Japończyków Pearl Harbour, a w dzień po ataku japońskiego okrętu podwodnego z cieœniny Santa Barbara (na północ od Los Angeles) - nad Los Angeles pojawił się nie rozpoznany obiekt latajšcy, powodujšc powszechny alarm. Wystrzelono tysišc czterysta trzydzieœci pocisków przeciwlotniczych, próbujšc stršcić coœ, co uznano za japońskie samoloty.

Przynajmniej milion mieszkańców południowej Kalifornii zostało o godzinie 2.25 wyrwanych ze snu przez syreny przeciwlotnicze, obwieszczajšce całkowite zaciemnienie w Los Angeles. Dwanaœcie tysięcy członków cywilnej obrony przeciwlotniczej zgłosiło się na swoje stanowiska; większoœć sšdziła, że to tylko ćwiczenia. Ale o godzinie 3.16, 37 brygada artylerii nadbrzeżnej otworzyła ogień, strzelajšc 12,8- funtowymi pociskami do celów wyłapywanych na niebie przez potężne reflektory. Ostrzał trwał z przerwami do 4.14 rano. W jego wyniku trzy osoby zginęły, trzy zmarły na atak serca, kilka domów mieszkalnych i budynków publicznych poważnie uszkodziły niewypały. O godzinie 7.21 zaciemnienie odwołano, a syreny obwieœciły, że niebo jest czyste. Co jednak z japońskimi napastnikami?

Maszyna 4. dywizjonu myœliwskiego grzała silnik, oczekujšc na rozkaz startu i przechwycenia napastnika, ale w okresie między pierwszym sygnałem alarmowym a rozpoczęciem ognia zaporowego przez artylerię przeciwlotniczš rozkaz taki nie nadszedł. Rzekomo żaden wrogi samolot nie brał udziału w ataku. Według tysięcy œwiadków, ogromny nie rozpoznany obiekt latajšcy wcišż tkwił w tym samym miejscu, podczas gdy pociski artylerii przeciwlotniczej waliły w niego i tuż obok [patrz zdjęcie]. Dziennikarz "Herald Express" był pewien, iż wiele pocisków trafiło w sam œrodek obiektu, i nie mógł uwierzyć, że nie został on zestrzelony. Obiekt w końcu przetoczył się leniwie nad nadmorskimi miejscowoœciami - między Santa Monica i Long Beach- przy czym pokonanie dwudziestomilowego odcinka zajęło mu około dwudziestu minut, a potem po prostu zniknšł.


Dysponujemy ciekawš relacjš naocznego œwiadka, Paula T. Collinsa, który do póŸna pracował w warsztatach Douglas Aircraft Company w Long Beach. W drodze do domu został zatrzymany przez strażników obrony cywilnej w Pasadenie, którzy kazali mu wyłšczy㠜wiatła samochodu i zaparkować na poboczu aż do chwili odwołania alarmu. Spacerujšc po ulicy, żeby się rozgrzać, Collins ujrzał nagle nad horyzontem, po stronie południowej, jasne czerwone œwiatła, które poruszały się w niezwykły sposób:

Zdawało się w tym momencie, że "funkcjonujš" w płaszczyŸnie poziomej, to znaczy nie wznosiły się po łuku trajektorii lub w linii prostej, aby następnie opaœć ku ziemi, lecz pojawiały się znikšd i zygzakowato kołysały z boku na bok. Niektóre znikały nie tracšc jasnoœci, ot, tak po prosta zapadały się w ciemnoœć. Inne pozostawały na tym samym poziomie i można się było jedynie domyœlić, że trwajš gdzieœ na wysokoœci około dziesięciu tysięcy stóp.

Po niecałych dziesięciu minutach kilkanaœcie czerwonych rozbłysków rozœwietliło czerń nieba pomiędzy plamkami œwiatła, a po mniej więcej stu sekundach dały się słyszeć wybuchy pocisków. To jedna z baterii przeciwlotniczych, rozmieszczonych wokół zakładów lotniczych Douglasa, ta, która znajdowała się w Dougherty Field lub w Signal Hill Oil Field, wystrzeliła salwę w kierunku poruszajšcego się czerwonego œwiatła, usytuowanego, zdaniem Collinsa, w odległoœci dwudziestu mil od zakładów lotniczych:

Bioršc pod uwagę naszš odległoœć od Long Beach, silny ostrzał artylerii z rozstawionych na dużej przestrzeni baterii przeciwlotniczych oraz ruchy nieznanych czerwonych obiektów poœród i w o k ó ł rozrywajšcych się pocisków na szerokich orbitach, oceniamy ich maksymalnš prędkoœć na pięć mil na sekundę [...]. Nie dostrzegliœmy ogromnego NOL-a, którego widziały tysišce obserwatorów znajdujšcych się bliżej brzegu. Najprawdopodobniej znajdował się wówczas poniżej horyzontu, kilka mil dalej, poza liniš brzegu.

Władze wojskowe były całkowicie zaskoczone i zakłopotane tym incydentem, ale czuły się w obowišzku przedstawić jakieœ wyjaœnienie. Frank Knox, sekretarz Marynarki Wojennej w Waszyngtonie, oœwiadczył, że nad Los Angeles nie było żadnych samolotów i że ostrzał artylerii przeciwlotniczej nastšpił wskutek fałszywego alarmu oraz napiętych nerwów dowódców. Oœwiadczenie to tylko rozdrażniło prasę, która zwracała uwagę na ofiary œmiertelne i sugerowała, że rzekomy nalot był jedynie ćwiczeniami ogłoszonymi przez rzšd w celach propagandowych, aby zmusić kluczowe gałęzie przemysłu do wycofania się w głšb kraju.

Chociaż Knox twierdził, że nad Los Angeles nie było żadnych samolotów, istniejš dowody, że podczas ostrzału artylerii przeciwlotniczej jakiœ samolot stršcono. Według Johna E. Seidcla, w owym czasie kolportera "Los Angeles Times", pierwsze wydanie gazety zostało opóŸnione ze względu na dodatek do pierwszej kolumny. Artykuł ów stwierdzał, że w powietrzu znajdował się "obcy" obiekt i że "o godzinie 5.00 rano biuro szeryfa oœwiadczyło, iż w pobliżu Sto Osiemdziesištej Pištej ulicy i Vermont Avenue został zestrzelony samolot. Wczeœniej 4. okręg sił powietrznych w San Francisco powiadomił, że podczas nalotu zestrzelono co najmniej jeden samolot". Dodatek nie ukazał się w póŸniejszym wydaniu "Timesa", nie było też sprostowania na temat owej wzmianki o zestrzeleniu. Seidel dowiedział się od kolegi, którego ciotka mieszkała niedaleko Sto Osiemdziesištej Pištej ulicy i Vermont, że w pobliżu jej domu spadł samolot, ale wojsko szybko usunęło szczštki i oczyœciło teren. Po wielu latach Seidel dowiedział się od oficera lotnictwa, że tego ranka nad Los Angeles znajdowały się samoloty, lecz były to maszyny amerykańskie, nie obce. Przypadkowe zestrzelenie jednej z nich mogło wprawić w zakłopotanie dowództwo wojskowe.

Historia z Los Angeles, podobnie jak wiele innych opisów pojawienia się NOL-i, sprawia wrażenie opowieœci z gatunku fantastyki naukowej, jednakże zdarzyła się naprawdę. Poniższa notatka, dawniej tajna, a ujawniona w 1974 roku na podstawie ustawy o swobodnym dostępie do informacji (choć po incydencie opublikowano jš z prawie identycznymi szczegółami "Los Angeles Examiner" jako oœwiadczenie Henry'ego L. Stompsona, ministra wojny), nie pozostawia cienia wštpliwoœci, że owej nocy wydarzyło się naprawdę coœ niezwykłego. Notatkę sporzšdził generał George C. Marshall, szef Sztabu Generalnego, a wysłano jš 26 lutego 1942 roku do prezydenta Franklina Roosevelta:

Poniższš informację otrzymaliœmy w tym momencie z kwatery głównej, a dotyczy ona wczorajszego ranka i alarmu lotniczego w Los Angeles:

Ze szczegółowych informacji, dostępnych w danej chwili, wynika, co następuje:

1. Nie rozpoznany samolot, nie należšcy do wyposażenia amerykańskich wojsk lšdowych czy marynarki wojennej, znalazł się nad Los Angeles pomiędzy godzinš 3.12 a 4.15 rano i został ostrzelany przez oddziały 37. brygady artylerii nadbrzeżnej (przeciwlotniczej). Jednostki te wystrzeliły tysišc czterysta trzydzieœci serii pocisków.

2. Prawdopodobnie było tam aż piętnaœcie samolotów, poruszajšcych się z różnš prędkoœciš według oficjalnych raportów, od "bardzo małej" do dwustu mil na godzinę- i na wysokoœci od dziewięciu tysięcy do osiemnastu tysięcy stóp.

3. Obiekty nie zrzucały bomb.

4. Nie było ofiar œmiertelnych w naszych jednostkach.

5. Żaden samolot nie został zestrzelony.

6. Żaden samolot amerykańskich wojsk lšdowych lub marynarki wojennej nie brał udziału w akcji.

Dochodzenia trwajš. Można założyć, że jeœli mieliœmy do czynienia z nie rozpoznanymi samolotami, ich pojawienie się miało podłoże ekonomiczne i zostało przygotowane przez agentów wroga w potrójnym celu -wywołania alarmu, odkrycia lokalizacji artylerii przeciwlotniczej oraz spowolnienia produkcji wskutek zaciemnienia. Wnioski takie można wysnuć na podstawie zróżnicowanej prędkoœci obiektów oraz faktu, iż nie zrzucały bomb.


Generał Marshall wprawdzie konkluduje, iż w akcji brały udział normalne samoloty, niemniej jednak musiał być chyba zbity z tropu na wieœć, że żaden z nich nie został stršcony pomimo silnego ognia zaporowego.

Prędkoœć, "według oficjalnych raportów" sięgajšca dwustu mil na godzinę, ani trochę nie zgadzała się z tš wartoœciš, jakš wymienił Paul Collins, to znaczy "pięć mil na sekundę". Albo Collins się mylił, albo oficjalne szacunki odbiegały od stanu faktycznego. Istnieje także możliwoœć, że żaden z obserwatorów wojskowych nie zajmował dogodnej pozycji do dokonania œcisłych ocen bšdŸ też po prostu nie mieœciło im się w głowach, iż samolot może lecieć i manewrować z tak zawrotnš prędkoœciš.

Œwiadczy to o utajnieniu faktów przez wojskowych, którzy nawet jeœli nie umieli wyjaœnić natury incydentu, wiedzieli, co naprawdę się wydarzyło.

autor: Timothy Good
tłumaczenie: Grażyna Gasparska