Znikanie13 czerwca 2002W latach dwudziestych Charles Fort natknšł się na zjawisko tak niecodzienne, że nie miało nawet nazwy. Nazwał je więc sam teleportacjš, co oznacza przenoszenie- zazwyczaj natychmiastowe- przedmiotów materialnych z jednego miejsca w inne.
Fort i jego następcy opracowali skomplikowanš teorię głoszšcš, że teleportacja była swego rodzaju pierwotnym napędem zdarzeń na Ziemi, wydobywajšc kontynenty z niebytu, a następnie ponownie wtršcajšc je w nicoć, gdy straciły znaczenie. Fort pisze: "Nie jest wykluczone, że dawno temu lšdy tworzyły potoki skał, teleportowane z innych wymiarów egzystencji. Łoskot zapadajšcych się wysp, spiętrzanie się kontynentów i do tego to kosmiczne poczucie humoru. Potęga, która niegdy usypała Góry Skaliste, teraz strzela otoczakami jak z procy w dwoje ludzi w pobliżu Trenton w stanie New Jersey".
Według Forteańczyków zjawisko teleportacji tłumaczy wiele nie zwišzanych ze sobš zagadek. Może wyjanić, skšd się biorš poltergeisty, dlaczego niektóre gatunki zwierzšt pojawiajš się w nietypowym dla siebie rodowisku tysišce mil od naturalnego habitatu. Spadajšce z nieba ryby i żaby mogły wskutek teleportacji zostać przeniesione z rzek i innych zbiorników wodnych. Być może ludzie, którzy nagle znikajš w dziwnych okolicznociach, zostali teleportowani gdzie indziej, a ci, którzy równie nieoczekiwanie pojawili się w jakim miejscu, także zostali przeniesieni siłš teleportacji.
Nagłe pojawienia się i znikanie nie sš wcale rzadkie. Zjawisko to stanowi główny element kilku systemów religijnych. Wiele dobrze znanych incydentów tego rodzaju miało miejsce w końcu XIX i na poczštku XX wieku, a kilka wyjštkowo spektakularnych zdarzyło się jeszcze wczeniej. Jednak w ostatnim czasie ponownie przeanalizowano niektóre z nich i stwierdzono, że były całkiem bezpodstawne.
Jeden z najstarszych incydentów, stosunkowo dobrze udokumentowany, dotyczy hiszpańskiego żołnierza z garnizonu na Manili imieniem Gil Perez, który 25 padziernika 1593 roku zniknšł ze swego posterunku na Filipinach i nieoczekiwanie pojawił się na głównym placu stolicy innej hiszpańskiej kolonii - Mexico City. Żołnierza niezwłocznie aresztowano i oskarżywszy o dezercję, wtršcono do więzienia. Na szczęcie dla siebie miał pewnš ważnš informację, dzięki której przekonał oskarżycieli, iż jego opowieć jest prawdziwa: otóż tego samego dnia, kiedy zniknšł z Manili, do miasta dotarła wiadomoć o mierci gubernatora Gomeza Pereza Dasmarinasa, zabitego u wybrzeży Filipin podczas buntu na pokładzie jego statku. Ta przygnębiajšca wieć nadeszła do Mexico City normalnš drogš dopiero po dwóch miesišcach. Wówczas uwierzono wreszcie owemu żołnierzowi, uwolniono go i odesłano do Manili.
Kilku współczesnych badaczy uznało teleportację żołnierza za najdziwniejsze ze zjawisk paranormalnych. Jak się okazało, władze Meksyku przeprowadziły w tej sprawie drobiazgowe dochodzenie, to samo uczyniła więta Inkwizycja Kocioła katolickiego (podejrzewajšca, rzecz jasna, czary). Tymczasem ponowna analiza zdarzenia, dokonana współczenie przez kanadyjskiego badacza X (to jego oficjalne nazwisko), wykazała, że cała historia jest bardzo niejasna i że powinna służyć jako ostrzeżenie dla tych, którzy bezkrytycznie uznajš takie zdarzenia za prawdziwe. X ustalił, że szesnastowieczne relacje nie wspominajš o teleportacji, choć znalazł pewne zapiski sugerujšce, iż mierć Dasmarinasa została przepowiedziana przez kilku mieszkańców Mexico City. Najstarsza wzmianka o teleportacji pochodzi z okresu o sto lat póniejszego, niż się powszechnie przyjmuje. Nie jest też pewne, czy żołnierz, który zniknšł z Manili w dniu buntu na statku, rzeczywicie wiedział o mierci gubernatora; wydaje się raczej mało prawdopodobne, aby wiadomoć o tym dotarła do kolonii tak szybko.
Inne zarejestrowane przypadki teleportacji także budzš wštpliwoci. W 1809 roku na przykład brytyjski dyplomata Benjamin Bathurst, który przerwał podróż do domu, zatrzymujšc się w pewnym pruskim miasteczku, wysiadł rzekomo z powozu, "obszedł wkoło konie" i zniknšł. Po dokładniejszym badaniu okazało się, że nie było wiadków jego zniknięcia i że zapewne został zamordowany dla futrzanego płaszcza i pieniędzy.
Podczas I wojny wiatowej cały batalion brytyjski z Norfolk, liczšcy około dwustu żołnierzy, podczas forsowania linii tureckich wszedł jakoby w chmurę o osobliwym kształcie lub w obłok mgły i nigdy zeń nie wyszedł. Przypadek "znikajšcych Norfolkezyków" stał się jednš z najbardziej intrygujšcych zagadek i szybko zyskał rozgłos. Po około pięćdziesięciu latach od tego zdarzenia jego naoczny wiadek, nowozelandzki żołnierz, powiedział, że gdy tylko batalion wszedł w chmurę, uniosła się ona z wolna w górę i popłynęła pod silny wiatr. Relacja Nowozelandczyka wzbudziła zainteresowanie ufologów, jednak dziesięć lat póniej Paul Begg dowiódł, że ciała ponad połowy zaginionych znaleziono po wojnie w Gallipoli. Reszta - jak twierdzi - zaginęła w akcji przeciwko Turkom, podobnie jak dziesištki tysięcy innych żołnierzy w tej wojnie.
Niemniej wielu zniknięć nie udało się wyjanić. Nadal nie znany jest los dziesięciu nieszczęsnych żeglarzy ze statku "Maria Celeste", który sto piętnacie lat temu dryfował całkowicie opuszczony u wybrzeży Azorów. Zagadkę tę próbowano tłumaczyć na wiele sposobów. Jedna z hipotez zakładała, że załoga opuciła pokład w wyniku intrygi majšcej na celu oszukanie towarzystwa ubezpieczeniowego. Inna - że jeden z marynarzy oszalał, zamordował pozostałych i wyskoczył za burtę. Jeszcze inna wersja, najbardziej wiarygodna, głosi, iż kapitan polecił załodze porzucić statek, obawiajšc się, iż wieziony na nim spirytus może wybuchnšć. Chociaż niektóre podstawowe fakty nie ulegajš kwestii (zniknęły łodzie ratunkowe, co wskazuje na to, że statek porzucono z premedytacjš, a relacje o ciepłej jeszcze strawie na stołach należy włożyć między bajki), żadna z wersji przebiegu zdarzeń nie wyjania wszystkich elementów tego incydentu.
Bywajš także zniknięcia na lšdzie. Jeden taki ponury wypadek zdarzył się zimš 1900 roku na Eilean Mor - niewielkiej skalistej wysepce, jednej z siedmiu Wysp Flannana w archipelagu Hebryd Zewnętrznych. Aż do przełomu XIX i XX wieku wyspy te przez kilkaset lat były nie zamieszkane. Czasami przybywali tam jacy pasterze z kilkoma owcami, ale - przynajmniej według tradycji - żaden nie odważyłby się pozostać na noc, ponieważ kršżyły legendy, że te odludne wysepki nawiedzane sš przez duchy niechętne intruzom. Potem na Eilean Mor zbudowano latarnię morskš, a opiekowało się niš trzech latarników.
W grudniu 1900 roku załoga składała się z Jamesa Ducata, Thomasa Marshalla i Donalda McArthura; czwarty, Joseph Moore, miał wolne i znajdował się na lšdzie. 26 grudnia Moore powrócił na Eilean Mor na pokładzie statku zaopatrzeniowego "Hesperus", aby objšć służbę. Wysadzono go na brzeg przy wzburzonym morzu, po czym wspišł się na szczyt nowej latarni - i stwierdził, że jest pusta. Wszystko znajdowało się w idealnym porzšdku, łóżka były posłane, knot wielkiej lampy przycięty, a zapis w dzienniku kończył się na 15 grudnia. Po dokładnym przeszukaniu okazało się, iż zniknęły dwa z trzech naoliwionych płóciennych ubrań i skrzynka z narzędziami, zazwyczaj stojšca na platformie tuż pod latarniš, jakie trzydzieci metrów ponad szarym grudniowym morzem.
Rada Północnych Latarni Morskich, której podlegała latarnia Eilean Mor, doszła do wniosku, że latarnicy musieli zostać zmyci do morza podczas wyjštkowo złej pogody. W latach pięćdziesištych inny latarnik na Eilean Mor, Walter Aldebert, zainteresował się tš zagadkš. Zrobił zdjęcia, które dowodziły, że fale uderzajšce podczas silnego wiatru o wysepkę mogš wznieć się przy skalnych urwiskach na wysokoć szećdziesięciu metrów - dostatecznie wysoko, aby zmyć z platformy nie spodziewajšcego się niczego latarnika. Ale prawdziwa tajemnica polegała na tym, że fala musiałaby zmyć wszystkich trzech dyżurnych latarników, w tym jednego bez ubrania ochronnego. Aldebert przypuszcza, iż dwaj mężczyni udali się na platformę w celu zabezpieczenia mechanizmu i jeden został zmyty przez nagłe uderzenie fali w urwisko. Ten, który pozostał, wszedł z powrotem do latarni, żeby zawiadomić kolegę, który wybiegł w deszcz bez ochronnego płaszcza. Gdy razem powrócili na szczyt urwiska w nadziei uratowania przyjaciela, kolejna potężna fala zmyła ich obu.
Hipoteza Aldeberta jest przekonujšca, a co ważniejsze, poparta zdjęciami. Lecz incydent na Eilean Mor wydaje się ciekawy z innego powodu: ukazuje mechanizm, dzięki któremu nie rozwišzana zagadka obrasta w legendę, co z czasem sprawia, że zdarzenie staje się jeszcze bardziej tajemnicze niż na poczštku. Na przykład według Vincenta Gaddisa Thomas Marshall przed swym zniknięciem sporzšdził w dzienni-ku latarni złowieszczš notatkę. Już 12 grudnia napisał, że Ducat jest "nerwowy"; 13 grudnia zanotował: "Ducat już spokojny. MacArthur płacze"; 14 grudnia pisał: "Ja, Ducat i MacArthur modlilimy się"; i wreszcie w zapisie z 15 grudnia znajdujemy dziwnš wzmiankę: "Bóg jest ponad wszystkim".
Gaddis sugeruje, że latarnicy byli nękani przez jakie nieznane, podstępne moce, które opanowały ich umysły nie w jednorazowym akcie szaleństwa, lecz w cišgu kilku dni. Jednak wniosek ten wysnuł nie na podstawie oryginalnego zapisu, lecz opierajšc się na publikacji zatytułowanej Tnie Strange Stories z 1929 roku. Chociaż dziennik latarni zaginšł, wydaje się mało prawdopodobne, aby Ducat, który był zwierzchnikiem Marshalla, pozwolił mu na dokonywanie nie uzgodnionych wpisów do oficjalnego raportu. Ponadto nie ma nic niezwykłego w fakcie, że trzej mężczyni, wychowani w surowej kalwińskiej społecznoci zżytej z morzem, modlili się wspólnie.
Mimo wszystko wielu poszukiwaczy sensacji nadal spekulowało na temat zniknięcia latarników z Eilean Mor. Jeden z nich, Carey Miller, utrzymuje, że ,jaka niewidzialna siła na wyspie nie życzyła sobie obecnoci obcych i pozbyła się ich"; pisze także, iż "kiedy Joseph Moore otworzył drzwi latarni i wołał przyjaciół po imieniu, trzy ogromne czarne ptaki, jakich nigdy dotšd nie widział, sfrunęły z wierzchołka wieży w morze". Nie wiadomo, skšd Miller czerpał te informacje. Jedno jest pewne- dopóki łowcy sensacji będš zmylać takie szczegóły, dopóty nie zabraknie nam zagadek do rozwišzania.
autor: Mike Dash
tłumaczenie: Grażyna Gasparska