Zagrożenie jest całkiem realne. wiadczš o tym liczne kratery - "blizny" po wczeniejszych uderzeniach wielkich meteorytów i komet w naszš planetę. Szacuje się, że blisko tysišc planetoid o rozmiarze przekraczajšcym kilometr od czasu do czasu niebezpiecznie blisko zbliża się do orbity naszej planety. Zderzenie z każdš z nich spowodowałoby globalnš katastrofę. Choć media coraz częciej alarmujš o grożšcym nam niebezpieczeństwie, jeszcze żadna kosmiczna zawalidroga nie stanęła nam na drodze. Statystycznie powinno zdarzać się to raz na kilkaset tysięcy lat. Częciej - mniej więcej raz na milenium - powinien na nas spadać obiekt o rednicy 50-70 m - taki jak w 1908 r., który położył pokotem 200 tys. ha syberyjskiej tajgi nad rzekš Podkamienna Tunguska.
Przygotowania do batalii W zeszłym tygodniu w Arlington w stanie Wirginia odbyła się "narada wojenna" astronomów, którzy zajmujš się wykrywaniem i ledzeniem obiektów zagrażajšcych naszej planecie. - W USA dostajemy na to blisko 4 mln dol. rocznie - mówił Don Yeomans z Jet Propulsion Laboratory w Pasadenie. - Jednak nawet jeden cent nie idzie na prace, które byłyby powięcone strategiom obrony przed kosmicznš kolizjš. Co się stanie, jeli w końcu wykryjemy naszš Nemezis? Kto będzie odpowiedzialny za obronę Ziemi? Pewnie zajmie się tym jaka agenda armii, ale która? - pyta uczony.
- Jeli jaka planetoida ma w nas uderzyć w cišgu najbliższego tysišca lat, to już w tej chwili znajduje się na kolizyjnym kursie, mimo że na razie o tym nie mamy pojęcia. Planetoidy nie zmieniajš kaprynie swych orbit, jak to jest często przedstawiane w Hollywood - mówi David Morrison z Centrum Lotów Kosmicznych Ames NASA.
Zdaniem Duncana Steela z Uniwersytetu Salford w Wielkiej Brytanii kosmiczne niebezpieczeństwo jest podobne do groby zachorowania na raka u ludzi. Dla przeciętnego człowieka ryzyko zachorowania jest niskie, ale trzeba je brać na poważnie. Kluczowe jest wczesne wykrycie choroby, gdyż tylko wtedy jest duża szansa na wyleczenie.
Hiszpanie w obronie ludzkoci Na razie na serio kosmiczne zagrożenie potraktowała hiszpańska firma Deimos-Space - informuje serwis BBC. Jej eksperci przygotowali plan ratunkowej misji kosmicznej zwanej Don Kichot, w której wzięłyby udział dwa statki kosmiczne - Hidalgo i Sancho.
Niewielki Hidalgo miałby spełnić funkcję taranu - uderzyć w planetoidę ze sporš prędkociš (ok. 10 km/s). Choć raczej nie zrobi ogromnemu głazowi wielkiej krzywdy (podobnie jak Don Kichot wiatrakowi), to jednak impet uderzenia powinien nieco zepchnšć planetoidę z pierwotnego kursu. Wystarczyłoby przesunšć jš z drogi o ułamki milimetra. Z biegiem czasu ta niewielka zmiana kursu będzie się pogłębiała, jeli więc Hidalgo uderzy dziesištki lat wczeniej, zdšży urosnšć nawet do setek kilometrów i planetoida minie Ziemię w bezpiecznej odległoci. Sancho natomiast ma się przypatrywać akcji z bliska i na bieżšco zmierzyć i ocenić jej skutki.
Hiszpanie chcieliby najpierw przetestować ten plan na jakiej nieszkodliwej planetoidzie. Majš nadzieję, że projekt zyska uznanie i pienišdze od europejskiej agencji kosmicznej ESA. - Eksperyment powie nam, czy ta strategia kosmicznej obrony jest skuteczna, albo też skłoni nas do poszukiwania innych zaradczych sposobów - twierdzi José-Antonio Gonzales z Deimos-Space. - Przy okazji dostarczy wielu cennych informacji naukowych, np. o budowie wewnętrznej planetoid - dodaje.
Konkurs na syzyfowe prace W arsenale ziemskich rodków sš jeszcze m.in.: ładunki jšdrowe, które można odpalić tuż przy powierzchni planetoidy; wielkie żagle "słoneczne" doczepione do planetoidy, które powoli cišgałyby jš z kursu; rodzaj silnika odrzutowego umieszczonego na powierzchni planetoidy (mogłaby to być np. maszyna, która będzie kruszyć skały na powierzchni planetoidy i odrzucać je w przestrzeń kosmicznš).
David Morrison zaproponował niecodzienny sposób przetestowania poszczególnych strategii. - Wprawdzie programy kosmiczne jeszcze nigdy nie szły takš drogš, ale moglibymy ogłosić co w rodzaju międzynarodowego konkursu. Pierwszy zespół, któremu uda się zmienić prędkoć planetoidy o np. dwa centymetry na sekundę, zgarnie nagrodę - wyjania uczony.
Na razie program NASA zakłada jedynie prowadzenie prac "zwiadowczych". Do 2008 r. majš być znalezione i sklasyfikowane wszystkie najgroniejsze dla naszej cywilizacji planetoidy, których rednica przekracza kilometr. Szacuje się, że połowę z nich już ledzimy.

Potem ma przyjć czas na poznanie dużo liczniejszej populacji "kšliwych" planetoid o rednicy kilkuset metrów. Wprawdzie ich uderzenie nie cofnie naszej cywilizacji do epoki kamiennej, ale byłoby równie dewastujšce jak wojna wiatowa.
W trzecim etapie astronomowie chcieliby już dostać pienišdze na "operacje zaczepne" czy też "gry wojenne" z planetoidami. Z dumš podkrelajš, że na razie nie zawiedli. - W cišgu 11 lat naszej pracy w służbie ochrony planety ani jeden człowiek nie został zabity przez planetoidę - podkrela David Morrison z Centrum Lotów Kosmicznych Ames NASA. Z każdš wykrytš planetoidš zmniejsza się nasz strach przed "nieznanym".
Jaka jest szansa, że umrzesz:-w wypadku samochodowym: 1 do 100;
-porażony pršdem: 1 do 5 000;
-wskutek upadku [uderzenia?] planetoidy: 1 do 20 000;
-zabity przez tornado: 1 do 60 000;
-użšdlony lub ukšszony: 1 do 100 000.
Dane dla mieszkańców Ameryki Płn., ródło - Chapman & Morrison, Nature 1994autor: Piotr Cieliński
źródło: Wyborcza - 09.09.2002