Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja do Tajne.org


GroŸne drobiazgi
24 listopada 2002
Œledzšc duże komety i planetoidy, których uderzenie zmiecie z powierzchni Ziemi ludzkš cywilizację, lekceważymy "drobiazgi" o œrednicach 10-50 m, choć mogš spustoszyć całe metropolie! W ostatnim "Nature" amerykańscy uczeni po raz pierwszy oszacowali, czy i jak bardzo nam zagrażajš.

Gdy meteoryt tunguski eksplodował tuż nad powierzchniš w bezludnej tajdze w pobliżu syberyjskiej rzeki Podkamienna Tunguska, położył pokotem milion drzew na obszarze 200 tys. ha. Gdyby nadleciał z kilkugodzinnym opóŸnieniem - trafiłby prosto w Petersburg. Siła jego wybuchu wynosiła 10-15 megaton trotylu, czyli była tysišc razy większa niż bomby zrzuconej na Hiroszimę.

Natura tego obiektu do dziœ pozostaje zagadkš, ale najbardziej prawdopodobna hipoteza mówi, że był to kamienny meteoryt o œrednicy zaledwie 30-50 m. Na tyle duży, że przedarł się niemal przez całš atmosferę. Dopiero tuż przy powierzchni Ziemi różnica ciœnień rozerwała go na drobne kawałki.

Kiedy możemy spodziewać się powtórki? W cišgu najbliższego tysišclecia - twierdzš naukowcy w na łamach najnowszego "Nature". Ich raport brzmi optymistycznie, bo według wczeœniejszych opracowań na "powtórkę z Tunguski" nie powinniœmy czekać dłużej niż sto-dwieœcie lat. Trudno jednak spać całkiem spokojnie, bo z opracowania wynika również, że niemal każde stulecie powinno przeżyć swój "mini-Armageddon" - upadek meteorytu wyzwalajšcy energię równoważnš eksplozji megatony trotylu.

Te, co kršżš i szpiegujš

Zespół pod kierunkiem Petera Browna z uniwersytetu stanowego Zachodniego Ontario zdobył informacje gromadzone przez wojskowe satelity armii amerykańskiej, które pilnujš ziemskich arsenałów. Wypatrujš one zarówno œwiatła emitowanego przez silniki rakiet balistycznych, jak i błysków wybuchów jšdrowych. Niejako "przy okazji" okazało się też, że co roku notujš one dziesištki naturalnych eksplozji wywołanych przez ciała kosmiczne wpadajšce w atmosferę (już kilka razy te naturalne "pociski" omal nie wywołały trzeciej wojny œwiatowej).

Północna Anglia. Tę dziurę w ziemi zrobił mały meteoryt. Na szczęœcie, w nikogo nie trafił.
Fot. John Giles /AP


Z jasnoœci obserwowanego rozbłysku można obliczyć siłę eksplozji i oszacować rozmiar intruza. Między lutym 1994 a wrzeœniem 2002 r. satelity zarejestrowały aż 300 takich naturalnych błysków. To już całkiem spora próbka, z której można wnioskować o naturze i statystyce obiektów zderzajšcych się z naszš planetš. Co więcej, ta statystyka obejmuje głównie ciała o rozmiarze od kilku do kilkunastu metrów. Takie, które do tej pory umykały uwadze astronomów, bo nie rejestrowały ich ani radary, ani teleskopy.

Kosmiczna kanonada

Z badań Browna wynika, że nad naszymi głowami trwa prawdziwa kanonada. Œrednio raz w miesišcu w Ziemię uderza skalny odłamek wielkoœci piłki nożnej, który wybucha w górnych warstwach atmosfery z siłš 300 ton trotylu. Raz w roku nad naszymi głowami rozrywa się kilkumetrowy głaz, a siła jego eksplozji odpowiada detonacji 5 kiloton trotylu. W każdym dziesięcioleciu na kursie Ziemi trafia się dziesięciometrowa planetoidka, która wybucha z siłš 50 kiloton (tyle majš typowe ładunki jšdrowe w arsenałach USA i Rosji).

- To potwierdza nasze obawy, że jesteœmy stale bombardowani przez meteoryty. Każda taka eksplozja może być pomylona z atakiem nuklearnym - komentuje dr Benny Peiser z uniwersytetu Johna Mooresa w Liverpoolu. - Mamy kolejne ostrzeżenie, żeby zaczšć œledzić niebo w poszukiwaniu tych niewielkich, ale potencjalnie niebezpiecznych intruzów - dodaje Peiser.

Opisany przez zespół Browna potęgowy wzrost siły rażenia wraz z jednoczesnš malejšcš częstoœciš takich uderzeń w dużym stopniu zgadza się z innymi statystykami. Takimi, które sš układane na podstawie obserwacji dużych, blisko przelatujšcych planetoid, a także obserwacji rozmiarów i liczby kraterów uderzeniowych na Księżycu.

Niestety dla bojaŸliwych, swe obliczenia naukowcy wykonywali przy założeniu, że satelity obserwowały eksplozje najczęœciej spotykanych meteorytów kamiennych (należšcych do tzw. chondrytów). Statystyce umknęły jednak najprawdopodobniej dużo rzadziej spotykane meteoryty żelazne. Te zaœ sš o wiele trwalsze od kamiennych i przy podobnych rozmiarach mogš poczynić większe zniszczenia (np. 12 lutego 1947 r. deszcz żelaznych odłamków spadł w górach wschodniej Syberii, pokrywajšc teren ok. 2 km kw. sieciš kilkuset ponadmetrowej œrednicy kraterów, tak że grunt wyglšdał niczym szwajcarski ser). Na szczęœcie większoœć powierzchni naszej planety jest niezamieszkana. Jak już coœ na nas spadnie, to z dużym prawdopodobieństwem wylšduje w oceanie lub na Antarktydzie.

autor: Piotr Cieœliński
źródło: Wyborcza - 22.11.2002