Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja do Tajne.org


Napoleon i sonda
25 stycznia 2003
28-10-1999. Kometa, czarny bazalt, sonda kosmiczna, egipskie hieroglify, rok 2012, Napoleon Bonaparte. To wcale nie koszmarna wyliczanka ze snu maturzysty. Wszystko łšczy się w pewnym kosmicznym przedsięwzięciu - misji Rosetta.

Rosetta, po arabsku Raszid, to port w delcie Nilu, otwierajšcy od strony morza drogę do Kairu. W XVIII w. w rumowisku pobliskiego fortu napoleońskie wojska rozłożyły się obozowiskiem. Tam w roku 1799 oficer saperów Boussard znalazł fragment płyty z czarnego bazaltu z tym samym napisem wyrytym w trzech alfabetach - greckim, egipskim hieroglificznym i egipskim demotycznym. Dwa lata póŸniej kamień z Rosetty, wraz z wielkš liczbš egipskich skarbów, przeszedł w ręce wojsk angielskich. Do dziœ przechowuje go Muzeum Brytyjskie w Londynie, ale to Francuzowi kamień zawdzięcza œwiatowy rozgłos. To z jego pomocš na poczštku XIX wieku Jean Francois Champollion rozszyfrował znaczenie egipskich hieroglifów - przez długie stulecia zapomnianej i niezrozumiałej najstarszej formy pisma egipskiego.

A teraz o komecie. Po raz pierwszy zobaczył jš Carl Wirtanen 15 stycznia 1948 roku. Mniej więcej co pięć i pół roku powraca w pobliże Słońca i Ziemi. Po raz ostatni widziano jš w roku 1998. Kiedy znowu tu powróci, w roku 2003, ruszy za niš specjalny wysłannik. Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) szykuje sondę kosmicznš, nazwanš Rosetta, jak słynny kamień z hieroglifami egipskimi. Sonda ma bowiem pomóc w rozszyfrowaniu języka, którym natura przed miliardami lat zapisała w kometach wiedzę o narodzinach Układu Słonecznego.

Sonda Rosetta ma dokonać czynu niebywałego - dogonić kometę Wirtanena i towarzyszyć jej przez wiele tygodni. Niełatwe to zadanie, gdyż kometa pędzi w naszym kierunku z prędkoœciš aż 130 tys. km na godzinę. To jeszcze nie wszystko. Na powierzchni jšdra komety osišdzie lšdownik, wwierci się w jego grunt i - takš nadzieję majš naukowcy - rozwišże wiele zagadek. Odpowie, dajmy na to, na pytanie, czym sš komety.

Materiału, z którego zbudowane jest jšdro komety, do tej pory nie znamy na Ziemi. Wcišż nie wiemy, jak bardzo gęste sš komety i ile wilgoci niesie w sobie ich warkocz. Dlaczego jšdra tych dziwnych tworów sš tak bardzo ciemne? Czy to prawda, że komety były Ÿródłem zwišzków organicznych, z których powstało życie na Ziemi?

Nauka przez całe stulecia błšdziła, usiłujšc odgadnšć naturę komet. Ludzie powszechnie uważali je za posłańców złych nowin (astrologowie sšdzš tak do dziœ). Pojawienie się ich złowieszczego warkocza na niebie miało zwiastować nieszczęœcie wielkiego kalibru - œmierć władcy, zarazę, powódŸ, a nawet koniec œwiata (co na szczęœcie jeszcze się nigdy nie sprawdziło). Według powszechnych opinii, jasna kometa widoczna na przełomie roku 1811 i 1812 miała przynieœć klęskę Napoleonowi.

Arystoteles twierdził, że komety to ogniste wyziewy Ziemi, płonšce nad nami w atmosferze. Taki też poglšd dominował w œredniowieczu. Dopiero duński astronom Tycho Brahe obalił tę hipotezę. W roku 1577 dowiódł, że widoczna na niebie kometa musi znajdować się dalej niż Księżyc, nie należy więc do ziemskiej sfery. Nadal jednak nie umiano dociec, czym komety sš i skšd się biorš (i tego na dobrš sprawę nie jesteœmy pewni do dziœ).

Brahe uważał, że komety sš zsyłane przez Boga jako znaki ostrzegawcze dla ludzi. Również słynny astronom Johannes Kepler uznawał je za znaki łaski bożej. Dla niego, głęboko wierzšcego protestanta, były ostrzeżeniem o zbliżajšcym się końcu œwiata. W tych czasach astronomia z astrologiš żyły jeszcze w szczęœliwym i owocnym zwišzku. Astronomowie powszechnie korzystali ze znaków niebieskich, przede wszystkim komet, by stawiać horoskopy możnym tego œwiata. Czynili to tym chętniej, iż wkrótce nauczyli się, że niektóre komety (np. kometa Halleya) cyklicznie powracajš w pobliże Ziemi, więc ich przepowiednie mogły się łatwo sprawdzić. A dobry horoskop mógł zapewnić dostatnie życie - jak w przypadku Brahego, któremu król duński Fryderyk II w podzięce sprezentował wyspę i zbudował obserwatorium.

Francuski fizyk Dominique Arago na poczštku XIX wieku przekonywał w rozprawie o kometach, że to ciała materialne. Był pewien, że na komecie - podobnie jak na planetach - mogliby żyć ludzie, gdyż organizm ludzki jest w stanie przetrwać ekstremalne temperatury i ciœnienia, które - jak sšdził - tam panujš.

Jakieœ sto lat temu uœwiadomiono sobie, że œwiatło odbite od komety przypomina odblask, który daje sypki rój odrębnych czšsteczek, jakby kulki z piasku. Dlatego do połowy naszego stulecia wyobrażano sobie, że komety to luŸne skupiska sypkiego materiału - meteorytów podróżujšcych przez Układ Słoneczny - spojone w pęczki siłami grawitacji.

Przełom nastšpił w roku 1950, kiedy to sensacyjnš hipotezę postawił amerykański astronom Fred Whipple. Mówił on, w wielkim uproszczeniu, że kometa to po prostu brudna œniegowa kula. Może tylko trochę bardziej zbita niż zwykła œnieżka, którš lepimy w zimie z ulicznego œniegu. Jej jšdro (o œrednicy od kilkuset metrów do kilkudziesięciu kilometrów) jest zbudowane ze zwartego i litego lodu, zmieszanego z pyłem. Dopiero kiedy kometa dociera w pobliże Słońca, jego promienie roztapiajš powierzchnię jšdra. Parujš gazy, uwalniajš się też zamrożone tam pyły. Wokół jšdra tworzy się z nich gazowa otoczka, tzw. głowa komety, a za głowš rozcišga się długi warkocz, który tak przerażał niegdyœ ludzi. Jak zgadujš astronomowie, wielki "zbiornik" uœpionych komet znajduje się daleko za orbitš najdalszego Plutona, w tzw. pasie Oorta. Tam zgromadzić się miały resztki materiału, który posłużył do budowy naszego układu, zamrożone w postaci niezmienionej od miliardów lat. Dużo bliższe goršcemu Słońcu planety, księżyce i planetoidy z upływem czasu gęstniejš, rozgrzewajš się wewnštrz i zmieniajš skład chemiczny. Tymczasem komety trwajš w swej lodówce przez miliony, miliony lat. Od czasu do czasu wpadajš do œrodka układu i zaczynajš zmierzać ku Słońcu. "Badajšc komety możemy się dowiedzieć, w jaki sposób i z czego tworzyły się duże planety 4,5 mld lat temu. Komety odegrały też prawdopodobnie głównš rolę w procesie utworzenia się na młodej Ziemi warstewki zwišzków organicznych i lotnych gazów, która umożliwiła powstanie życia. PóŸniejsze zderzenia komet z Ziemiš mogły zaœ zmieœć z jej powierzchni znacznš liczbę najwczeœniejszych form życia, pozwalajšc rozwijać się dalej tylko tym, które miały największš zdolnoœć przystosowania" - pisze specjalista od komet Donald K. Yeomans z Jet Propulsion Laboratory w Pasadenie ("Komety", wyd. Prószyński i S-ka, 1999). "Znaczenie naukowe komet jest zupełnie nieproporcjonalne do ich niewielkich rozmiarów" - dodaje Yeomans.

Ile racji majš współczesne teorie, przekonamy się dopiero w roku 2011, gdy sonda Rosetta dogoni kometę. Model sondy już powstał. Pokazała go w pierwszych dniach lipca Europejska Agencja Kosmiczna. - Europa przejęła palmę pierwszeństwa w badaniach komet - pochwalił się wtedy Roger Bonnet, dyrektor naukowy ESA. - Amerykanie tym razem zaspali - dodał z uœmiechem.

NASA rozważała projekt wysłania sondy Deep Space 4, która wylšdowałaby na jšdrze komety Tempel 1 dużo wczeœniej niż Rosetta, bo w grudniu 2005 roku (sonda byłaby tak szybka dzięki nowego typu silnikowi jonowemu). W ostatnich miesišcach jednak projekt został odłożony do szuflady z powodu braku pieniędzy. Na placu boju pozostali więc tylko Europejczycy, majšcy już nie byle jakie doœwiadczenie. ESA wysyłała już sondy w pobliże komet. W roku 1986, kiedy koło Ziemi przelatywała kometa Halleya, sonda Giotto zbliżyła się do jej jšdra na odległoœć zaledwie 600 kilometrów.

autor: Piotr Cieœliński, Marcin Jamkowski
źródło: Wyborcza - 15.01.2003