Najdziwniejsze miejsce na Ziemi13 czerwca 2002Kiedy znajdziesz się w tym miejscu, masz wrażenie, że przyroda zwariowała. Jeli jedziesz konno, zwierzę instynktownie trzyma się odeń z dala. Ptaki raptownie zmieniajš kierunek lotu i udajš się w mniej denerwujšce okolice. Nawet drzewa sprawiajš wrażenie, że uległy wpływom siły, spod której nie mogš się wyzwolić: wewnštrz tego kręgu grawitacyjnego szaleństwa gałęzie rosnš w dół, a pnie pochylajš się w kierunku magnetycznej północy, chociaż nie opodal inne drzewa rosnš prosto do góry.
Jest to słynne miejsce, zwane Wirem Oregońskim. Leży nad brzegiem potoku Sardine, około pięćdziesięciu kilometrów od Grant's Pass w stanie Oregon. Wiadomo powszechnie, co się tam dzieje, ale nie wiadomo jak ani dlaczego.
Wir ma w przybliżeniu pięćdziesišt metrów rednicy, ale badania wskazujš, że jego rozmiar zmienia się co dziewięćdziesišt dni. Ma kształt raniej więcej kolisty. Wewnštrz kręgu stoi stara, drewniana szopa, która służyła niegdy za stację pomiarowš, lecz opuszczono jš w 1990 roku, gdy przyrzšdy przestały działać. Wówczas budynek stał na zboczu pagórka, około dwunastu metrów od brzegu wiru. Od kiedy ludzie wyprowadzili się, częć pagórka przesunęła się do takiego położenia jak obecnie.
Szopa jest skrzywiona, ale trudno powiedzieć, czy to z powodu przycišgania czy też za sprawš ruchów pagórka.
Kiedy wchodzisz do rodka, znajdujesz się jakby w innym wiecie. Czujesz potężne przycišganie od ciału, jakby grawitacja nagle wzrosła. Mimowolnie pochylasz się pod kštem około dziesięciu stopni w kierunku kręgu. Jeli chcesz się wyprostować, masz niepokojšce uczucie, że co cišgnie cię do rodka - przyrzšdy wskazujš, że tak włanie się dzieje.
Wielu naukowców prowadzi eksperymenty w wirze, próbujšc rozwišzać jego zagadkę. Stalowš kulę o wadze czternastu kilogramów powieszono na łańcuchu spuszczonym ze stropu stodoły. Turyci mogš zobaczyć, że kula wisi poci kštem, podważajšc prawo grawitacji. Odchyla się wyranie w kierunku rodka kręgu. Z łatwociš można jš pchnšć w tę stronę, natomiast trudno jest odcišgnšć jš w kierunku obwodu wiru.
Wewnštrz nawet dym z papierosów zachowuje się inaczej.
Wypuszczony w szopie obłok dymu zaczyna wirować coraz prędzej, dopóki nie zniknie.
Turystom pokazuje się i inne sztuczki. Na pochyłej desce stawia się pusty słoik, który sam wędruje pod górę. Dziecięca piłka z gšbki lub gumy, położona na ziemi blisko brzegu wiru, toczy się powoli do rodka kręgu. Garć rzuconych w powietrze papierowych skrawków wiruje, jakby za sprawš niewidzialnego wiatraka.
To odległe lene miejsce, gdzie natura zachowuje się jak szalona, dobrze znane jest Indianom, którzy solennie zapewniali pierwszych białych osadników, że okolica jest przeklęta. Blade twarze musiały jednak same zobaczyć, a kiedy zobaczyły, zaczęły dociekać. I robiš to do dzi.
autor: Thomas De Jean