NASA: W 2030 lecimy na Marsa28 maja 2005* Rok 2010: nowy kosmolot zastšpi wahadłowce; * rok 2020: człowiek wróci na Księżyc; * rok 2030: lecimy na Marsa! To najnowszy harmonogram amerykańskiej agencji kosmicznej NASA. Kłopot w tym, że wydaje się mało
Katastrofa promu kosmicznego Columbia w lutym 2003 na dobre pogršżyła amerykański program kosmiczny. Pozostałe trzy promy parkujš na Ziemi do dzi. Amerykanie nie majš statku, w którym mogliby wysyłać ludzi w kosmos. Na stację kosmicznš muszš latać rosyjskimi sojuzami.
Kiedy więc na poczštku zeszłego roku prezydent Bush dumnie ogłosił, że Amerykanie powrócš na Księżyc i postawiš stopę na Marsie, to wielu od razu trzewo spytało: "Ale czym tam polecš?".
Stare promy na emeryturę
Promy wprawdzie po wypadku zmodernizowano - nawet najmniejszy kawałek izolacji nie ma teraz prawa odpać ze zbiornika paliwa i wybić dziury powłoce statku. Zmieniono procedury ich lotów - m.in. startować będš tylko za dnia, by kamery mogły dostrzec najmniejszš nieprawidłowoć czy uszkodzenie. Ale nikt już dłużej nie wierzy w ich niezawodnoć i niezniszczalnoć.
Nadal jednak sš potrzebne - bez nich nie zostanie ukończona międzynarodowa stacja orbitalna. Ta wielka budowa rozpoczęta w latach 90., dzi wcišż w połowie rozgrzebana, dawno przekroczyła planowane koszty i wcišż zjada poważnš częć budżetu NASA. Stała się dla Busha niechcianym balastem odziedziczonym po poprzednich administracjach, który bardzo mu cišży i przeszkadza w jego własnych zamierzeniach.
Kosmiczny plan NASA zakłada więc jak najszybszy powrót promów do regularnych lotów, ale... tylko na kilka lat. Nowy szef NASA Michael Griffin zapowiedział niedawno w Kongresie szybkie zakończenie budowy stacji na orbicie (w jej raczej najuboższej wersji) i wycofanie promów ze służby już w 2010 r.
- Te statki majš fabryczne, nieusuwalne wady, np. brakuje im systemu ratunkowego dla załogi - mówił senatorom Michael Griffin. - Prędzej czy póniej zdarzy się następny wypadek, chcę więc wycofać wahadłowce, zanim taki feralny lot nastšpi.
A co potem? Jak zauważył Griffin, USA zbudujš stację, ale nie będš mogły jej używać, bo braknie im rodka transportu.
Nowy statek na start
Dlatego drugim punktem planu NASA jest przyspieszenie budowy nowego załogowego statku kosmicznego, który będzie mógł nie tylko wynosić ludzi na wokółziemskš orbitę i tam cumować do stacji, ale też służyć do dalszych wypraw - na Księżyc i inne planety (tzw. Crew Exploration Vehicle). Prototyp takiego statku miał powstać do 2014 roku, ale teraz NASA chce, by jego pierwszy lot w kosmos nastšpił cztery lata wczeniej. Tak żeby uniknšć kilkuletniej "dziury" w lotach załogowych po odesłaniu promów na emeryturę.
To kwestia również prestiżu. Amerykanie znowu nie mieliby czym latać w kosmos. Ponownie ustšpiliby miejsca nie tylko Rosjanom, ale także Chińczykom, którzy niedawno wysłali pierwszego kosmonautę na orbitę i zapowiadajš ofensywę w kosmosie.
Żeby przyspieszyć prace nad nowym statkiem oraz rakietš, która będzie go wynosić w kosmos, NASA ma zrezygnować z zaplanowanej wczeniej procedury - tzn. równoczesnego finansowania dwóch konkurencyjnych projektów, by po demonstracji ich możliwoci w 2008 r., wybrać lepszy z nich. Jak teraz sugeruje Griffin, już w 2006 r. kontrakt na budowę przyszłego kosmolotu otrzyma tylko jedno konsorcjum.
O lukratywne zlecenie już walczš tuzy amerykańskiego przemysłu kosmicznego - Northrop Grumman, Boeing, Lockheed Martin - a także drobniejsi gracze, jak np. t/Space, konsorcjum małych, ale prężnych firm i instytutów. Do t/Space należy m.in. firma Burta Rutana, której statek SpaceShipOne - jako pierwszy skonstruowany za całkowicie prywatne fundusze - wyniósł w zeszłym roku człowieka w kosmos. NASA w tym czasie nie wystrzeliła nikogo - podkrelajš przedstawiciele t/Space.
Badania naukowe na potem
Skonstruowanie w cišgu kilku lat nowego statku i rakiety będzie kosztowne. - Nie zdołamy finansować wszystkiego na raz - mówił w maju na przesłuchaniu senackiej komisji dr Griffin. I zapowiedział obcięcie wydatków na inne programy kosmiczne. Niestety jest to zła wiadomoć głównie dla naukowców, bo majš być obcięte m.in. wydatki na sondy kosmiczne, których celem będzie poszukiwanie planet wokół obcych gwiazd - czyli Space Interferometry Mission oraz Terrestrial Planet Finder.
Zredukowany zostanie też projekt "Prometeusz", który miał doprowadzić do skonstruowania nowego, jšdrowego napędu dla rakiet i statków kosmicznych.
Dla osłody Michael Griffin powiedział, że NASA zastanowi się jeszcze raz nad ratowaniem kosmicznego teleskopu Hubble'a. Jeli do teleskopu nie poleci prom z astronautami, którzy wymieniliby baterie oraz żyroskopy (kontrolujšce orientację teleskopu w przestrzeni), to najdalej w 2008 r. wymknie się on spod kontroli i przestanie wykonywać zapierajšce dech w piersiach fotografie kosmosu.
Do tej pory NASA uznawała takš misję za zbyt niebezpiecznš. - Jeli dwa pierwsze loty promów przebiegnš bez problemów, to być może wylemy jeden z nich do teleskopu Hubble'a - obiecał teraz Griffin. Zaraz jednak dodał, że pienišdze na takš dodatkowš misję (ponad miliard dolarów) NASA zdobyłaby, opóniajšc konstrukcję teleskopu nowej generacji, który miał zostać następcš teleskopu Hubble'a w 2011 r.
Księżyc i Mars na osłodę
Z programu "Prometeusz" kontynuowane majš być jedynie prace nad jšdrowym reaktorem, który mógłby zasilać w pršd przyszłš stację załogowš na Marsie. Podróż na Czerwonš Planetę jak klamra zamyka plany NASA na najbliższe dekady. Po drodze ma być przystanek na Księżycu - tam będš testowane technologie, które umożliwiš ludziom życie i pracę na obcej planecie.
Dlatego w 2017 r. Amerykanie zamierzajš zupełnie porzucić stację orbitalnš (być może pozostawiš jš Europejczykom i Rosjanom), żeby skupić się na dalekich wyprawach poza ziemskš orbitę.
Ten scenariusz jest bardzo ambitny, ale wielu ekspertów wštpi, czy zostanie zrealizowany. "NASA udało się jedynie do perfekcji dopracować sztukę wydawania miliardów na prace studialne i biurokrację" - zauważa cierpko Mark Wade, autor internetowego serwisu "Encyclopedia Astronautica". Wylicza, że branża kosmiczna znalazła się w największym dołku od poczštków swego istnienia. W 2004 roku liczba wszystkich startów na ziemskš orbitę (załogowych i satelitów) osišgnęła najniższy poziom od 1961 r., kiedy w kosmos leciał Jurij Gagarin. Ludzie spędzajš obecnie na orbicie mniej czasu niż w połowie lat 80., a więc jeszcze przed wystrzeleniem stacji Mir. Mimo że Rosjanie już dawno zdšżyli zapomnieć o swej kosmicznej potędze, to po raz pierwszy od 1995 r. ich rakiety częciej startowały w kosmos niż amerykańskie. Jedynie Chiny z roku na rok poprawiajš statystykę.
"Ale wiadomo, najciemniejsza godzina jest zawsze na chwilę przed witem" - tym cytatem jednej z piosenek zespołu Crosby, Stills & Nash pociesza Mark Wade entuzjastów podboju kosmosu. Zapomniał jednak dodać, że David Crosby komponował swój utwór w wietnych dla astronautyki czasach, kiedy Armstrong stawiał pierwszy krok na Księżycu.
autor: Piotr Cielińsk
źródło: gazeta.pl - 26.05.2005r.