Ludzie o rentgenowskich umysłach13 czerwca 2002Jeli komisarze ze Scotland Yardu myleli, że kolejne dochodzenie, które ich czeka, będzie takim samym jak inne ledztwem, to bardzo się mylili.
Nie ulegało wštpliwoci, że staruszek, który leżał rozcišgnięty przed kominkiem, nie żyje. Pokój, podobnie jak ciało staruszka, był całkiem zimny. Dla ludzi ze Scotland Yardu było oczywiste, iż ofiara została zabita przy użyciu kominkowych szczypiec. Pozostawało pytanie, kto się posłużył tš broniš.
Gdy detektywi zbierali swoje aparaty fotograficzne i przyrzšdy przygotowujšc się do opuszczenia miejsca zbrodni, pod drzwiami zjawił się ubrany w wyszukany sposób młodzieniec.
Czy mógłby w czym pomóc? No cóż, w takich wypadkach niczego nie należy pomijać, więc detektywi wprowadzili młodego człowieka do pokoju, gdzie dokonano zbrodni. Młodzieniec popatrzył obojętnie dookoła i spytał, czy może zbadać jeden z licznych krwawych odcisków ręki, którymi oznaczone były ciany.
Z głowš wspartš na dłoni utkwił wzrok w jednym z krwawych ladów, następnie odwrócił się do policjantów i powiedział: "Mordercš jest młody, ale zamożny człowiek, dżentelmen, który nosi mały złoty zegarek w lewej, przedniej kieszonce spodni i należy do rodziny tego starszego pana, którego ciało włanie zabrano z pokoju".
Rozgniewani policjanci byli gotowi wyrzucić tego pewnego siebie eleganta, który ich zirytował i zabrał im czas, ale była tam obecna para korespondentów "Gazety Londyńskiej", która zwęszyła sensację. Kim jest ten przebieraniec? Co za wyobrania i tupet pozwalaj mu tyle wywnioskować z jednego krwawego odcisku ręki na cianie?
- Cheiro... Cheiro Wielki! - przedstawił się młodzieniec, podajšc im bogato ozdobionš wizytówkę.
Nazajutrz historię tę opisała prasa. Po dwudziestu czterech godzinach niezwykły "chiromanta" znalazł się ponownie w nagłówkach gazet, gdyż policja znalazła mordercę. Był on nie tylko młodym i zamożnym człowiekiem, ale nosił zegarek w lewej, przedniej kieszonce spodni i był synem zamordowanego.
W cišgu kilku dni Londyn oszalał na punkcie jasnowidza. Tylko paru najbliższych przyjaciół znało go jako hrabiego Louisa Hamona. Przeobrażony w osobę publicznš, niewiele przypominał hrabiego. Pławił się w rozkoszy powszechnego zainteresowania i co tydzień składał w banku pokane sumy- dochody z nowej profesji: przepowiadania przyszłoci bogatym klientom.
W 1893 roku Cheiro opucił Anglię dla Nowego Jorku, gdzie urzšdził się w bogatych apartamentach na Park Avenue. Znów odnosił sukcesy i gdy klienci potokami płynęli do jego drzwi, tuż za nimi była prasa. Młoda dziennikarka z "New York World" zapytała go, czy nie zechciałby poddać się serii testów, których wyniki zamierzał opublikować wydawca gazety.
Był to dla niego moment przełomowy. Jeli odmówi, będzie zrujnowany. Jeli się zgodzi, a nie zdoła przekonać sceptyków, również będzie skończony. Mimo to, bez wahania podał wyzwanie.
W dniu przeprowadzenia testu Cheiro był najbardziej opanowanš osobš w pokoju. Test polegał na zidentyfikowaniu trzynastu różnych mieszkańców Nowego Jorku na podstawie trzynastu odcisków dłoni. W gazecie zawierajšcej te odciski nie było żadnych znaków, pozwalajšcych je zidentyfikować. Tylko trzech sędziów wiedziało, czyje to sš odciski. Z surowymi minami, w milczeniu czekali, aż Cheiro popełni błšd.
On jednak bez wahania okrelił odciski, jeden po drugim, i rzucajšc na nie przelotne spojrzenie, dokładnie opisał osoby, do których należały. Ale gdy doszedł do trzynastego i ostatniego odcisku, zawahał się. Odłożywszy arkusz, Cheiro powoli odwrócił się do sędziów i powiedział:
- Panowie, odnawiam zidentyfikowania tego ladu.
Szmer podniecenia obiegł przepełniony pokój. Chyba nie wie, co robi!
Proszšc gestem o ciszę, Cheiro kontynuował:
- Odmawiam ujawnienia tego odcisku każdemu, z wyjštkiem właciciela, ponieważ jest to odcisk mordercy. Zresztš, przez swój tupet zdradzi się sam i umrze, strasznie cierpišc w więzieniu.
Cheiro zabawił się z sędziami w kotka i myszkę. Przeszedł test w stu procentach, gdyż ostatni lad należał do doktora Henry'ego Meyera, którego złapano dzięki temu, że chwalił się swojš zbrodniš. Uznano go winnym i obłškanym. Meyer zmarł w zakładzie dla zbrodniarzy szaleńców.
Hrabia Louis Hamon nie był jedynym jasnowidzem, z którego usług korzystał Scotland Yard. W swoim czasie głona była sprawa innego człowieka o rentgenowskim umyle, Petent Hurkosa, który odnalazł skradziony słynny kamień Stone of Scone (starożytny kamień odebrany Szkotom w 1926 roku i przechowywany w opactwie Westminster w specjalnie do tego celu zaprojektowanym tronie koronacyjnym króla Edwarda I), Kamień ten skradziono z opactwa Westminster w grudniu 1950 roku- przestępstwo, które znalazło się na czołówkach wiatowej prasy i naraziło na pomiewisko londyńskš policję. Hurkos, cichy i skromny młody Holender, spotkał się z przedstawicielem Scotland Yardu w Dordrechcie, aby omówić warunki.
Razem z detektywem poleciał póniej do Londynu, gdzie inni urzędnicy i sierżant policji przywitali go na lotnisku i nie zwlekajšc zabrali na miejsce sensacyjnego rabunku. Tam, w sławnym starym opactwie, władze pozwoliły mu wzišć w ręce porzucone przez złodziei narzędzie i zegarek na rękę, zgubiony przez jednego z nich. Po kilku godzinach badania miejsca i resztek żywnoci pozostawionych przez złodziei Hurkos powoli nakrelił na mapie Londynu trasš, jakš przebyli włamywacze po zabraniu kamienia.
Pomimo iż nie widział on Londynu nigdy przedtem, opisał ze szczegółami budynki, wzdłuż których biegła trasa, a także dał szczegółowy opis złodziei, trzech mężczyzn i kobiety. Gdy ich w końcu schwytano po trzech miesišcach, okazało się, że dokładnie odpowiadajš opisowi Hurkosa.
Także policja w Nijmegen, w Holandii, wiele zawdzięcza Hurkosowi. W sierpniu 1951 roku to stare holenderskie miasto i jego okolice nawiedziła plaga pożarów, niezaprzeczalne dzieło jednego lub kilku podpalaczy. Ponad dwustu uzbrojonych ludzi patrolowało okolic, ale pożary cišgle niszczyły stodoły, domy i mosty. Pewnej nory, parę tygodni po tym, jak rozpoczęła się seria pożarów, Hurkos przechadzał się ze swym starym przyjacielem, włacicielem fabryki włókienniczej w Nijmegen. Nagle Hurkos zatrzymał się i powiedział przyjacielowi, że wkrótce wybuchnie następny pożar, tym razem na farmie rodziny Jansonów. Obaj popieszyli na posterunek policji, gdzie dowiedzieli się, że włanie parę minut wczeniej zameldowano o pożarze.
Policjanci byli nie tylko sceptyczni, ale i nieuprzejmi, Hurkos upierał się jednak, iż może pomóc, jeli tylko dadzš mu szansę. Żeby ich przekonać, zamknšł oczy i opisał zawartoć kieszeni kapitana, włšcznie z częciowo zatartym znakiem firmowym na resztce ołówka! To przesšdziło sprawę. Hurkosowi dano szansę i policja w Nijmegen wykryła podpalacza.
Hurkos przede wszystkim poprosił, aby zabrano go na miejsce kilku pożarów. Szukajšc po omacku wród popiołu, znalazł w końcu zwęglonš obsadkę rubokręta. Milczšc dotykał jej chwilę, a potem powiedział: - Musimy szukać chłopca, kilkunastoletniego chłopca.
Gdy pokazano Hurkosowi dokumenty szkolne wraz ze zdjęciami wszystkich uczniów w miecie, wskazał jedno z nich. - To ten! - powiedział. - To z tym chłopcem chcę porozmawiać!
Wskazał siedemnastoletniego syna jednego z najbogatszych ludzi w miecie. - To mieszne - wybuchnšł kapitan policji, ale niezrażony Hurkos niezmiennie powtarzał: - W jednej z kieszeni ubrania tego chłopca znajdziecie pudełko zapałek, w drugiej butelkę płynu do zapalniczek, chociaż chłopiec nie pali.
Przyprowadzany na posterunek policji, chłopak wszystkiemu zaprzeczał, aż do chwili gdy Hurkos zażšdał: - Podcišgnij lewš nogawkę spodni kombinezonu i pokaż policji zadrapania, których nabawiłe się uciekajšc przed ogniem przez ogrodzenie z drutu kolczastego! Zadrapania były tam. Chłopiec wybuchnšł płaczem i przyznał się. Wysłano go do zakładu dla umysłowo chorych.
To zadziwiajšce rozwišzanie dostało się oczywicie na czołówki gazet, ale dla Hurkosa była to zwykła rutyna. Kiedy zabrano go na miejsce, gdzie zastrzelono mężczyznę na progu jego domu, Hurkos chwilę pocierał płaszcz ofiary i powiedział policji, że mordercš jest starszy mężczyzna w okularach, z wšsami i drewnianš protezš nogi, a narzędzie mordu wrzucił na dach domu.
Znaleziono rewolwer, za odciski palców udowodniły, że był to teć ofiary, człowiek, który miał wšsy, okulary o grubych szkłach i drewnianš protezę nogi!
Peter Hurkos nie wie, jak znajduje odpowied. W 1958 roku zabrano go do USA, aby zbadała go grupa specjalistów psychiatrów. Oni także musieli przyznać, że byli zaskoczeni Peterem Hurkosern, człowiekiem o rentgenowskim umyle, którego dar lub cokolwiek to jest, trudno sensownie wytłumaczyć.
Kartoteki policji całego wiata zawierajš bardzo wiele spraw rozwišzanych tylko dzięki pomocy osób o zdolnociach jasnowidzenia. W archiwum Urzędu Policji Afryki Południowej w Pinetown znaleć można, na przykład, sprawę zabójstwa młodej dziewczyny, której morderca został wykryty dzięki niezwykłym zdolnociom emerytowanego nauczyciela, Nelsona Palmem.
Joy Aken ukończyła siedemdziesišt lat zaledwie kilka dni przed swym zniknięciem w połowie wrzenia 1956 roku. Była bardzo ładnš, niemiałš dziewczynš. Nie miała swojego chłopaka, nie miała też żadnych wrogów. Dlaczego zniknęła?
Jej rodzice podejrzewali nieszczęcie, a policja potwierdzała tę opinię. Rozesłano komunikaty z jej zdjęciem do wszystkich posterunków policji w całej Afryce Południowej. Zaoferowano nagrodę dla każdego, kto mógłby dostarczyć informacji, prowadzšcych do odnalezienia dziewczyny lub jej ciała.
Minęły tygodnie bez żadnych rezultatów. Było kilka fałszywych alarmów, zwykłe "dowcipne" doniesienia, jakich można się spodziewać, a które do niczego nie prowadzš. Jay Aken zniknęła, jakby pochłonęła jš ziemia... co, jak podejrzewała policja, było dosłownš prawdš.
Colin Aken, brat zaginionej dziewczyny, przychodził codziennie na posterunek policji w Pinetawn, majšc nadzieję, że może dowiedziano się czego, co doprowadzi do zakończenia poszukiwań, jakikolwiek miałby być ich wynik. Każdego dnia policja zmuszona była mówić mu, że nic nie znaleziono, aż w końcu przyznała się do całkowitej porażki.
Tego dnia Colin usłyszał włanie od przyjaciela o emerytowanym dyrektorze szkoły, Nelsonie Palmerze, który odnalazł zgubione przedmioty jednemu ze swych bliskich przyjaciół. Palmer dokonał tego odprężajšc się, zamykajšc oczy i opisujšc to, co, jak się zdawało, widzi jego umysł. Był zakłopotany, że potrafi tego dokonać, i nigdy o tym nie rozmawiał, obawiajšc się miesznoci.
Colin Aken i Urzšd Policji Afryki Południowej w Pinetown byli tego samego zdania: nie mieli nic do stracenia proszšc Palmera, aby spróbował. Wyższy rangš funkcjonariusz policji odwiedził tej nocy Palmera i jego żgnę. Udało mu się uzyskać ich zgodę na spotkanie następnego dnia, 9 padziernika 1956 roku.
Podczas gdy pięćdziesišt osób siedziało w ciszy w dwóch frontowych pokojach i hollu donna państwa Palmerów, gospodarz wsparł się na oparciu krzesła i zamknšł uczy. Jego oddech stał się ciężki i z trudem chwytał powietrze. Twarz pokrył obfity pet, który powoli zaczšł kapać mu z brody. Kilka chwil słychać było tylko jego oddech. Patem wargi Palmem zaczęły się poruszać, ale dwięk, jaki się z nich wydobywał, podobny był do głosu młodej, przerażonej dziewczyny.
- Nie żyję... - powiedział głos. Następnie, zgodnie z relacjš policji, dwie minuty panowała cisza, po czym wargi Palmera znów się poruszyły. - Moje ciało leży w wšwozie, w pobliżu High Rock... zaatakował mnie mężczyzna... on mnie zbija. - Oczy Pal- mera otworzyły się. Po kilku chwilach zaczšł oddychać normalnie i wstał z krzesła.
W aktach zapisano: "Pan Palmer powiedział nam, że ciało dziewczyny jest częciowo ukryte pod kamieniami w pobliżu drenu, w miejscu odległym od Pinetown o około sto kilometrów. Stwierdził on także, że mordercš jest człowiek o imieniu Clarence w wieku około trzydziestu lat, który ukrył narzędzie zbrodni w przybudówce swego domu. Pan Palmer sšdził, iż może nas zaprowadzić na miejsce, w którym ukryte jest ciało".
Godzinę i czterdzieci minut póniej Palmer zaprowadził policję w odludne miejsce przy drodze biegnšcej wzdłuż wybrzeża prowincji Natal. Tam włanie, pod drenem, znaleziono częciowo ukryte pod kamieniami ciało zaginionej dziewczyny. Joy Aken została pobita i zastrzelona.
A co z zabójcš? Palmer opisał go jako człowieka o imieniu Clarence, Krewni przypomnieli sobie, że Joy znała mężczyznę o takim imieniu, Clarence'a Gordona VanBurena. W dziesięć godzin póniej policja osadziła Van Burena w areszcie. W szopie za jego domem znaleziono pistolet, który on sam wskazał póniej jako narzędzie zbrodni. Była to stara historia zawiedzionego kochanka. Zwabił Joy do swego samochodu. Stracił panowanie nad sobš, uderzył, a potem strzelił w napadzie gniewu.
Skšd Palmer wiedział, gdzie szukać ciała? Rodzina Joy woli sšdzić, że to sama zmarła dziewczyna mu o tym powiedziała... Paimer mieje się z tego pomysłu. Nie ma w tym, jak twierdzi, nic nadnaturalnego i dodaje: - W taki sam sposób znalazłem zgubione klejnoty, a one z pewnociš nie mówiš, gdzie sš. Mylę, że ludzki mózg posiada pewne, zupełnie normalne możliwoci, których nie rozumiemy, a m jest włanie jednš z nich.
autor: Thomas De Jean