Jestem niezalogowany   zaloguj mnie   /   rekrutacja do Tajne.org


Forum - Świat Tajemnic


Nowy temat  |  Spis tematów Nowszy wątek  |  Starszy wątek
Łysiczka lancetowata
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 12
Igor

27 sierpnia 2007

Ciekawy produkt naturalny ;)

Pozdrawiam
Igor
 
Tajne.org

 
kalinek
29 sierpnia 2007

lepsze jest LSD ;P
 

:)
meduza

29 sierpnia 2007

babka lancetowata najlepsza. Ukojenie w chorobie. A reszta to wymysły szatańskie jakieś.
 

meduza
Igor

5 września 2007

Tak taka babka to jest coś a wiecie gdzie obecnie spacerują najzgrabniejsze ;) ?


Pozdrawiam
Igor
 
enigma
5 września 2007

:) znamy sie z lysiczka:)
 
magicadam

5 września 2007

heheh, LSD lepsze :P
Myslicie ze Łysiczki mozemy znalesc w centrum polski w lesie ? :D
Bo nie wiem czy isc szukac :P
 

www.google.pl
Igor

17 września 2007

Znajdziesz tylko musisz szukać ;)

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/6/6b/Psilocybe_semilanceata.jpg/250px-Psilocybe_semilanceata.jpg


Pozdrawiam
Igor
 
Romek

18 września 2007

Grzybki.....

Neuroscientists find God in mushrooms

Bog w grzybach ?

Spośród ponad pół miliona znanych roślin, badacze opisali ok. 5000 odmian grzybów wyróżniających się tym ze świata roślinnego, że są pozbawione chlorofilu. Z tej liczby ok. 80-90 odmian ma właściwości psychodelityczne i jest spotykane (oprócz dalekiej północy) na każdej szerokości geograficznej. Z tego w Europie Środkowej opisano ok. 150 odmian.

Prawdopodobnie nasi przodkowie już przed 6000 lat mieli możliwość zapoznania się z psychodelicznymi efektami działania grzybów.

Pierwsze znaleziska w postaci kamiennych figurek przedstawiających "boskie grzyby" z rejonów południowo-wschodniego Meksyku, Gwatemali i Salwadoru datowane są na 1000-500 lat p.n.e. Hiszpańskie relacje z czasów konkwisty opisują zwyczaj spożywania grzybów przez Azteków nazywanych "teonanacatl" (światlo boga).

------------------------------------------------------

GRZYB - BÓSTWO


Bezpośredni kontakt człowieka z substancjami psychoaktywnymi jest równie długi jak historia ludzkości. Pierwsze zapiski o używaniu opiatów pochodzą z czasów Hammurabiego z terenów Babilonu z ok. 3000 roku p.n.e. Wszystkie kultury i cywilizacje używały środków będących odskocznią w alternatywny świat innej rzeczywistości. Niezależnie od tego jak bardzo poszczególne kultury były od siebie oddalone i jakie środki były preferowane, doświadczenia psychodelliczne po grzybach były i są nadspodziewanie zbieżne w treści przeróżnych przeżywanych wizji. Europejczycy, którzy nie słyszeli nic o Meksyku i przyjmowali syntetyczną psylocybinę, opisywali wizje o typowo azteckiej ornamentyce i wzorach, syberyjscy szamani w swoim symbolicznym języku niemal cytują fragmenty Wed i tybetańskiego Bardo. Być może jest to przejaw Jungowskiej świadomości kolektywnej, lub egzemplifikacja chemicznych przemian w mózgu wspólna dla całego gatunku. Proszę zauważyć jak blisko są związane przytoczone w niniejszym rozdziale wizje przepięknych Ogrodów i krain z powszechnym i utęsknionym wyobrażeniem Raju. Aldous Huxley w swoim eseju "Niebo i piekło" niedocenianym zapewne z uwagi na (przepraszam za sformułowanie) entuzjastyczny biochemiczny determinizm, dostrzegł archetypową spójnię psychodelicznych relacji:
Każde doświadczenie meskalinowe, każda wizja spowodowana przez hipnozę jest niepowtarzalna, lecz wszystkie wyraźnie należą do tego samego gatunku. Krajobrazy, architektura, pęki klejnotów, jaskrawe i skomplikowalne wzory - są to, wręcz z atmosferą przedwiecznie naturalnego światła, przedwiecznie naturalnej barwy i przedwiecznie naturalnego znaczenia, tworzywa z których wykonane są antypody umysłu. Dlaczego tak jest? Nie mamy pojęcia. Jest to surowy fakt doświadczenia które, niezależnie od tego czy chcemy czy nie, musimy zaakceptować - tak jak musimy zgodzić się z faktem istnienia kangurów.
Od tych faktów wizyjnego doświadczenia Innych Światów przejdźmy teraz do relacji przechowanych we wszystkich tradycjach kulturowych - do światów zamieszkałych przez bóstwa, przez dusze zmarłych, przez człowieka w stanie jego pierwotnej niewinności. Czytając te relacje jesteśmy od razu zaskoczeni ścisłym podobieństwem między spowodowanymi lub spontanicznymi doświadczeniami wizyjnymi a niebami i krainami szczęśliwości znanymi z folkloru i religii. Przedwiecznie naturalna światłość, przedwiecznie naturalna intensywność barw, przedwiecznie naturalne znaczenie - są to cechy wszystkich Innych Światów oraz Złotych Epok. I w każdym przypadku te przedwiecznie naturalnie znaczące światła jaśnieją lub rozjaśniają pejzaże o tak przejmującym pięknie, że słowa nie potrafią tego wyrazić. Zatem, w tradycji grecko-rzymskiej znajdziemy uroczy Ogród Hesperyd, Pola Elizejskie i śliczną wyspę Leuke, gdzie został przetransportowany Achilles. Memnon udał się na inną świetlaną wyspę gdzieś na wschodzie. Odyseusz i Penelopa podróżowali w przeciwnym kierunku i radowali się nieśmiertelnością wraz z Circe w Italii. Dalej na zachód były Wyspy Blestu, wspomniane przez Hezjoda, w istnienie których wierzono tak mocno, że jeszcze w pierwszym wieku przed Chrystusem Sertoriusz planowal wysłanie z Hiszpanii eskadry, która miała je odkryć. Magicznie piękne wyspy pojawiają się w folklorze Celtów i, na przeciwległej stronie świata, u Japończyków. Natomiast pomiędzy Avalonem na krańcach zachodnich a Horaisanem na Dalekim Wschodzie, znajduje się ziemia Uttarukuru, Inny Świat Hindusów.
Ziemia ta - czytamy w Ramayacie - jest pełna jezior ze złotymi lotosami. Są tam tysięczne rzeki, okryte liśćmi o barwie szafiru i lapis lazuli, a jeziora, błyszczące jak poranne słońce, otoczone są złotymi pączkami czerwonego lotosu. Zamiast piasku na brzegach rzek są perły, klejnoty i złoto o blasku ognia. Tamtejsze drzewa bezustannie rodzą kwiaty i owoce o słodkim zapachu przywabiającym ptaki.
Uttarakuru, jak widzimy, przypomina krajobrazy z doświadczenia meskalinowego, bogate w kamienie szlachetne. I jest to cecha wspólna wszystkim innym światom z tradycji religijnych. Każdy raj obfituje w klejnoty, lub co najmniej w przedmioty podobne do klejnotów, które Weir Mitchen nazwał "przeźroczystymi owocami". Mamy tu dla przykładu ogród Edenu w wersji Ezechiela.
Byłeś w Edenie, ogrodzie Boga. Wszelki klejnot był w tym okryciu, sardiusz, topaz i diament, beryl, onyks i jaspis, szafir, szmaragd i karbunkuł, i złoto... byłeś pomazanym Cherubinem, który wznosi się i opada pośród kamieni ognistych.
Raje buddyjskie ozdobione są podobnymi "kamieniami ognia". Przeto w zachodnim Raju Sekty Czystej Krainy są ściany ze srebra, złota i berylu; są tam jezioro o brzegach z klejnotów oraz obfitość jaśniejących lotosów, w których zasiadają Bodhisattwowie. Opisując swe inne światy, Celtowie i Teutoni mało mówili o drogocennych kamieniach, lecz wiele mieli do powiedzenia o innej, lecz dla nich równie cudownej substancji - szkle. Walijczycy mają swój błogosławiony kraj zwany Ynisvitrin, Wyspę Szkła, a jedną z nazw germańskiego królestwa zmarłych jest Glasberg, Szklana Góra. Można tu też przypomnić Szklane Morze z Apokalipsy. Więksość rajów wypełniona jest budowlami i podobnie jak drzewa, wody, wzgórza i pola, budynki te są przystrojone klejnotami. Znamy owo Nowe Jeruzalem.
"A ściany jego domostw będą z jaspisu, a miasto będzie ze szczerego złota, jak gdyby z czystego szkła. A fundamenty ścian tego miasta upiększone wszelkimi klejnotami."
Podobne opisy można znaleźć w eschatologicznej literaturze Hinduizmu, Buddyzmu i Islamu.
Wśród ludzi nie mających żadnej wiedzy o drogocennych kamieniach lub o szkle, niebo jest przybrane nie minerałami, lecz kwiatami. Przedwiecznie naturalnie jaśniejące kielichy kwiatów w większości Innych Światów opisywanych przez eschatologów, a nawet w posiadających klejnoty i szkło rajach bardziej zaawansowanych religii są obecne. Pamiętne są lotosy hinduskiej i buddyjskiej tradycji róże i lilie Zachodu. Bóg zasadził ogród.
Stwierdzenie to wyraża głęboką prawdę psychologiczną. Ogrodnictwo posiada swe źródło - a w każdym razie jedno ze swych źródeł - w Innym świecie antypodów umysłu.
Związki pomiędzy stosowaniem środków psychoaktywnych, a religią, kultami religijnymi są na tyle powszechne i udokumentowane zarówno wśród najbardziej prymitywnych kultur, jak i społeczenstw, które osiągnęły wysoki poziom cywilizacji, że można mówić o nierozerwalności doświadczeń psychodelicznych i religijnych. Chociaż Huxley zdaje się w swoim eseju " Drzwi Percepcji" przedstawiać środki zmieniające świadomość, jako zamiennik przeżyć religijnych:
"Potrzeba wykroczenia poza krępującą jaźń jest, jak stwierdziłem [A. Huxley] podstawowym pragnieniem duszy kiedy, z jakichkolwiek powodów, ludziom nie udaje się przekroczyć siebie za pośrednictwem kultu religijnego, dobrych uczynków i ćwiczeń duchowych, są skłonni uciekać się do chemicznych surogatów religii. W sytuacji optymalnej, każdy powinien móc odnaleźć autotranscendencję w jakiejś formie czystej lub stosowanej religii. W praktyce wydaje się nader nieprawdopodobne, by kiedykolwiek doszło do takiego stanu".
Proponując cywilizacji drugiej połowy XX w. coś w rodzaju zastępczego kultu psychostymulacji. Umyka przy tym podstawowy fakt: halucynogeny nie były nigdy w historii ludzkości stosowane "zamiast" religii. Były używane w trakcie obrzędów religijnych jako substancje stymulujące, wyzwalające, wzmacniające i być może inspirujące doznania religijne. Powszechność używania Amanita muscaria posiada szerokie konotacje. W antycznej Grecji słowo grzyby znaczyło również w swym źródłosłowie "Pojawienie bogów". Opis Misteriów Eleuzyjskich pozwala domniemywać, że spożywano wówczas muchomora, opisy religijnych obrzędów słowiańskich, germańskich i celtyckich w czasach gdy nie spożywano na terenie Europy (z wyjątkiem Rzymu i Grecji) alkoholu, również wskazują na zastosowanie Amanita muscaria. Niezwykłą siłę, wytrzymałość i niewrażliwość na ból uczestniczących w militarnych wyprawach Vikingów przypisywano rytualnemu obrzędowi wypijania wzmacniającego napoju bezpośrednio przed bitwą. Z uwagi na treść sag oraz brak innych stymulantów we florze północnej Europy można przypuszczać, że głównym składnikiem napoju był wywar z muchomora.
Najstarszym zabytkiem religijnego piśmiennictwa Indii jest "Rigveda". Jest to zbiór 1028 hymnów spisanych przez plemiona Aryjskie, które przybyły na półwysep indyjski z północy ponad 4000 lat temu. Powstanie Rig Vedy, podstawowej Księgi Hinduizmu datuje się na drugie tysiąclecie p.n.e. Około 120 wersów jest poświęcone wyłącznie wysławianiu pozbawionej korzeni, liści i kwiatów istocie o nazwie "SOMA". Naukowcem, który gruntownie przestudiował rolę i znaczenie Somy w Rig-Vedzie, oraz zidentyfikował tę substancję był R.G. Wasson. Odkrycie że Soma (pierwotnie, a później główny składnik) - to muchomór czerwony - Amanita muscaria było zaskakujące i oczywiste zarazem. Zaskakujące, gdyż w Indiach poza obszarami wysokogórskich lasów na północy kraju trudno jest spotkać muchomora, zaś rytualny napój Soma (składający się między innymi z grzybów i konopii) współcześnie nie zawiera w sobie Amanita muscaria.
Oczywiste jeżeli weźmie się pod uwagę fakt, że plemiona aryjskie (indogermańskie) napłynęly z północy, a Vedy opisują nie tylko sceny ekstazy, egzaltacji zbliżone do delirium, spowodowane wypiciem somy, ale także ceremonię picia moczu (zrozumiałą dla kultur używających muchomorów). Huxley pisze, że bohaterowie Ved pijący somę byli:
"błogosławieni na wiele sposobów. Ich ciała nabierały mocy, ich serca wypełniały się odwagą, radością i entuzjazmem. ich umysły doznawały oświecenia i w natychmiastowym doświadczenia wiecznego życia, otrzymywali zapewnienie swojej nieśmiertelności".
Filozoficzne i teologiczne implikacje efektów działania pospolitego grzyba mogą wstrząsnąć podstawą naszego światopoglądu. To co zostanie przedstawione poniżej może sprowokować refleksje nad najistoniejszymi wartościami naszego życia, a nawet spowodować utratę punktów oparcia i zaczepienia osobowości stan transcendentnej nieważkości (pożądany np. w praktyce Zen) charakteryzujący się brakiem punktów orientacyjnych, uczuciem ponownych duchowych narodzin religijnej "tabula rasa". W swych dociekaniach Wasson wysunął sugestię, że religia w formie jaką znamy, mityczny raj, piekło, cała sfera niebiańska i duchowa, zwerbalizowana w formie symbolicznego przekazu, może być rezultatem spożywania Amanita muscaria:
"gdy nasi przodkowie zdobywali pożywienie, musieli natknąć się na nasze psychotropowe grzyby, lub być może na inne rośliny posiadające te same własiwości, po spożyciu których poznali cud doświadczania obecności Boga. To odkrycie musialo być poczynione przy wielu okazjach, oddalone w przestrzeni i czasie. Musiała to być potężna odskocznia dla wyobraźni prymitywnego człowieka".
Mary Berrnard w "The American Scholar" w swych wnioskach posunęła się nieco dalej:
"Jeżeli zaczniemy dochodzić źródeł pochodzenia mitologii oraz kultów w odniesieniu do psychoaktywnych roślin, z pewnością zadamy sobie pytanie: co przede wszystkim mogło zdarzyć się najpierw. Spontanicznie wytworzona idea życia po śmierci, gdzie wyzwolona z ciała dusza, uwolniona z ograniczeń czasu i przestrzeni doświadcza wiekuistego szczęścia, czy przypadkowe odkrycie halucynogennych roślin, które dają poczucie euforii, przemieszczenie centrum świadomości, zniekształcenie czasu i przestrzeni, rozsadzając balon ze wspaniale poszerzonymi horyzontami?
Być może stare teorie mają rację, ale musimy pamiętac, że te rośliny były tam, czekając na to, by dać człowiekowi nowe idee oparte na nowym doświadczeniu. To doświadczenie musiało mieć, jak sądzę, efekt niemalże eksplozji w większej części uśpionym umyśle człowieka, zmuszając go do myślenia o rzeczach, o których nigdy wcześniej nie pomyslał.
To jest, jeśli sobie tego życzycie, boskie objawienie.... Spoglądając na sprawę chłodnym okiem, na trzeźwo i bez zachwytów, ośmielam się przepowiedzieć, że pięćdziesięciu teobotaników pracujących przez pięćdziesiąt lat mogłoby uczynić aktualne teorie dotyczące źródeł mitologii i teologii równie przestarzałymi jak prekopernikańska astronomia".
W tym psychodelicznym świecie żródeł wszelkiego poznania, w jakim się znaleźliśmy, pragnąłbym podkreślić fakt opisany w Księdze IX Rig - Vedy, że dopiero wypicie somy zainspirowulo Boga Indrę do stworzenia wszechświata.
Być może rzeczywisty i realny świat jest nam dane dostrzec jedynie oczyma Boga Indry, po spożyciu odpowiednich specyfików. Być może wszyscy jesteśmy w niebie, ale nikt o tym nie wie.
Prof. Andrzej Szyszko Bohusz zauważa, że człowiek nie został wypędzony z Raju, tylko utracił umiejętność widzenia Go. Wygnaniem było przeciwstawienie dobra i zła, podmiotu i przedmiotu postrzegania. Jego zdaniem, każda jednostka dąży do szczęścia - źródła światła i istnienia. Być może otwarcie zaworu cerebralnego - jak to nazywa Huxley - pod wpływem środków psychodelicznych, lub technik medytacyjnych, ekstatycznych i spontanicznych wglądów jest właśnie umożliwieniem oglądu świata takim jaki jest naprawdę: całkowitym, skończonym, pięknym i nieopisywalnym, gdzie człowiek stanowi jedność ze wszystkim co żywe i nieożywione. Będąc kroplą w oceanie życia staje się jednocześnie całym oceanem.

---------------

Psilocibe Semilanceata - czyli Łysiczka Lancetowata - jest najczęściej spotykanym w Europie Środkowej rodzajem grzyba zawierającym psylocybinę. Ponieważ zawierają mniej substancji aktywnych niż jej amerykańskie odpowiedniki. Dawką pozwalającą odczuć działanie tego grzyba to 20-30 sztuk świeżych lub 30-40 suszonych grzybków. Ilości zmieniające poważnie stan świadomości zaczynają się od 50 sztuk. Nie spotkałem się z doniesieniami o zjedzeniu więcej niż 150 sztuk. Spożycie 100 egz. grzybków (lub wywaru) to już jest naprawdę bardzo wstrząsające przeżycie.
Łysiczka lancetowata jest grzybem delikatnym, który można łatwo przeoczyć. Jej kapelusz ma wysokość 1 - 2 cm, zawsze większą od szerokości, jest uderzająco lancetowato zaostrzony lub wąsko stożkowaty, często z brodawką na szczycie, cienkomięsisty hydrofaniczny; w okresie deszczu śluzowaty niż lepki, ciemnooliwkowo-szarobrązowy lub żółtobrązowy, w czasie suszy gładki, nagi, płowożółty z zielonym odcieniem. Trzon jest bardzo długi, o grubości nie przekraczającej 2-3 mm, mocny, twardy, wygięty, blady lub brązowawy, z jedwabistym połyskiem, przy podstawie często niebieskozielonkawy, silnie przyrośnięty do podłoża podobnie zabarwioną, niebieskozielonkawą grzybnią. Blaszki są szeroko przyrośnięte do trzonu, początkowo oliwkowoszare lub brązowe z odcieniem liliowym, potem czerwonobrązowe lub czarnobrązowe z biało orzęsionym ostrzem, na którym pod mikroskopem są widoczne liczne cheilocystydy. Miąższ nie ma żadnego szczególnego zapachu ani smaku. Wysyp zarodników jest ciemnobrązowy.
Łysiczka lancetowata rośnie w kępach traw na łąkach i przy drogach leśnych od sierpnia do października. Grzyb ten nie jest zbyt częsty i raczej występuje na pogórzu.
W Europie Środkowej wyodrębniono ok. 15 rodzajów grzybów zawierających psylocybinę. Największym współczesnym badaczem - mykofilem, który odkrył dla świata zachodniego halucynogenne właściwości boskich grzybów i z pasją naukowca badał ich działanie, wpływ na człowieka, tropił najwcześniejsze zapisy dotyczące wpływu grzybów na rozwój kultury był Robert Gordon Wasson wraz z żoną Walentyną Puwłowną. Po wieloletnich (od 1927 r.) badaniach, przeszukiwaniu bibliotek i archiwów w poszukiwaniu opisów spożywania i działania "Świętych grzybów" Wasson w czerwcu 1955 r. dotarł do małej wioski w południowo-wschodnim Meksyku o nazwie Huautla de Jimenez, 29 czerwca Wasson i jego przyjaciel - fotograf przyłączyli się do ceremonii spożywania grzybów. Około 10.30 wieczorem Wasson i Allan Richardson zostali poczęstowani dwoma tuzinami grzybów zebranymi nieopodal wioski tego samego popołudnia. Jak pisał później Wasson:
Allan i ja byliśmy zdecydowani dać odpór wszelkim efektom jakie mogą się zdażyć, aby lepiej obserwować wydarzenia w ciągu nocy jednakże wkrótce zauważył niezwykłą harmonię kolorów, a później geometryczne wzory, które mogli widzieć w ciemności, a także liczne "wizje pałaców i ogrodów". Opisał później swoje doświadczenia, jako znaczeniowo równe temu co Grecy rozumieli tworząc słowo "ekstaza" - co znaczy dosłownie odlot duszy z ciała. Doświadczenie trwało do czwartej nad ranem, Wasson zorganizował w następnych latach szereg wielonarodowych ekspedycji, które miały okazję zapoznać się gruntownie z ceremonią spożywania magicznych grzybów, a nawet podzielić się doświadczeniami z rodowitymi Indianami meksykańskimi na temat identyczności działania sztucznie syntetyzowanej psylocybiny CY-19 i CZ-74 4-fosforyloxy-N, diethyltryptainy i 4-hydroxy-N, N-diethyltryptaminy opracowanych w laboratoriach Sandoz pod kierunkiem dra Hofmanna".
Oprócz Wassona kolejnym poważnym badaczem, publicystą i propagatorem "Świętych grzybów" był znany nam z poprzedniego rozdziału dr Timothy Leary.
Z pochodzenia Irlandczvk, katolik, wykładowca psychologii w Harward University, współtwórca (koniec lat pięćdziesiątych) psychologicznej teorii gier zwanej egzystencjalną translekcyjną wymianą zachowań, będącą częścią rodzącej się i modnej w ostatnich latach analizy transakcyjnej. Leary przebywając w lecie 1960 r. na wakacjach w Cuemaraca niedaleko Mexico City, otrzymał w darze od swego przyjaciela - antropologa siedem małych grzybków, które z kolei pochodziły z rąk uzdrowiciela-szamana z pobliskiej wioski. Wrażenia odniesione w wyniku grzybowej przekąski Leary opisywał w następujący sposób:
"...spadałem przez krawędź Niagary doznań w wir transcendentalnych wizji i halucynacji. Następne pięć godzin mógłbym opisać w wielu ekstrawaganckich metaforach, ale ponad wszystko i bez żadnych wątpliwosci było to najgłębsze religijne doświadczenie mojego życia".
Po tym eksperymencie zdecydował poświęcić resztę swojego zawodowego życia jako psychologa na systematyczne badania tego nowego "instmentu".
W krótkim czasie Leary zorganizował grupę ochotników do przeprowadzenia eksperymentów związanych z działaniem psylocybiny. Nadzór nad tymi badaniami miał sprawować Richard Alpert. W marcu 1961 r. Alpert miał przyjemność zakosztować psylocybiny osobiście. Oto fragment opisu tego wydarzenia:
"Siedząc w pokoju gościnnym domu Leary'ego na przedmieściu Bostonu, Alpert widział postać ubraną w strój profesora stojącą kilka stóp dalej i rozpoznal siebie w swojej roli profesora Harvardu. Postać zmieniała się w coraz to inne aspekty jego tożsamości - muzyka, pilota, kochanka, bon-vivanta - które odłączały się od jego ciała. Następnie ku jego przerażeniu zauważył, że ciało podczas patrzenia na nie zaczęło znikać - najpierw przód nóg, potem kończyny, później tors - i wiedział wówczas po raz pierwszy, że to było: miejsce, gdzie istniałem w sposób niezależny od społecznej i fizycznej tożsamości ... poza życiem i śmiercią. Około piątej nad ranem w czasie śnieżycy przeszedł odległość kilku bloków do domu swoich rodziców i zaczął odgarniać śnieg z podjazdu, głośno się przy tym śmiejąc pełen radości".
Leary i Alpert specjalizowali się w analizie transakcyjnej i jednym z pól ich zainteresowań była resocjalizacja młodych więźniów, badania możliwości wyjścia z kręgu prowadzonej przez nich gry-skryptu w "policjantów i złodzeji".
W więzieniu dla młociocianych przestępców o zaostrzonym rygorze Massachusettes Conectional Institution przeprowadzili doświadczenie, w którym 32 ochotnikom penitencjariuszom w okresie sześciu tygodni zastosowano dwie dwutygodniowe sesje psychoterapeutyczne (resocjalizacyjne) z zastosowaniem psylocybiny. W wyniku eksperymentu zauważono, że uczestnicy byli zdolni do wyzwolenia się z zajmowanych dotychczas ról, oraz że potrafili konstruować alternatywny do dotychczasowego sposób życia. Rzeczywistą skuteczność przeprowadzonego eksperymentu miało jednakże wykryć dopiero zwolnienie warunkowe i umiejętność adartacji eks-penitencjariuszy do życia na wolności. Dotychczasowy standardowy wskaźnik powrotu do więzień przebywających na zwolnieniu warunkowym wynosil 64%, w przypadku osób poddanych terapii z użyciem psylocybiny wskaźnik ten obniżył się do 30%! z tego 6 więźniów powróciło z powodu niedotrzymania warunków zwolnienia, dwóch zaś z powodu ponownych wykroczeń. Testy osobowościowe przeprowadzone po eksperymencie wykazały szereg pozytywnych zmian w stosunku do testów sprawdzających przed podaniem psylocybiny. Inne eksperymenty z użyciem psylocybiny przeprowadzone między innymi w ramach Harvard Psylocybin Research Project, miały na celu bliższe zbadanie i poznanie działania tej substancji, możliwości inicjowania mistycznych i religijnych przeżyć i wglądów, wpływu na obraz i sposób percepcji świata po zaprzestaniu działania psylocybiny.
Psylocybina i psylocyna są pochodnymi indolu, zawierającymi jeden atom azotu w cząsteczce co klasyfikuje je w kategorii alkaloidów, posiadają bliski związek strukturalny z serotoniną i bufoteniną. Chemiczna nazwa psylocybiny to ester ortofosforowy 5-hydroksy-N-dwumetylotryptaminy, psylocyna nie zawiera w swoim składzie estru ortofosforowego, przy podawaniu obydwu związków nie zauważono różnic w ich działaniu. Być może cząsteczka ortofosforowa nie posiada psychoaktywnych właściwości.
Psylocybina jest związkiem stosunkowo stabilnym i łatwo rozpuszcza się w wodzie podczas gdy psylocyna ulega łatwo utlenianiu i jest słabo rozpuszczalna w wodzie. Ponieważ działanie syntetycznej psylocybiny i psylocyny jest nie do odróżnienia od efektu spożytych grzybów, prawdopodobnie psylocybina w organizmie jest metabolizowana w psylocynę.
Bezpośrednio po spożyciu grzybów może czasami pojawić się uczucie senności i/lub osłabienia, w niektórych przypadkach nieznaczne mdłości lub nawet skurcze żołądka. Po upływie pół godziny do 45 minut większość osób relacjonuje odczucie ogólnego relaksu. Szczyt wrażeń przypada na około połtorej godziny po posiłku. Całe doświadczenie trwa średnio sześć godzin. Z innych objawów fizycznych można zaobserwować lekki spadek ciśnienia, rozszerzenie źrenic, suchość w ustach. Obserwowany jest zanik apetytu przyjmowane pokarmy odbierane są często jak bezsmakowa papka. Po ok. ośmiu godzinach 80-90% metabolitów zostaje wydalona z organizmu. Niewielkie ilości psylocyny mogą pozostawać w organizmie do tygodnia czasu. Około 25% środka jest wydalana jako nie przetworzona psylocyna. Główny efekt działania psylocybiny w mózgu wydaje się polegać na hamowaniu serotoniny. Jak wynika z eksperymentów przeprowadzonych na myszach, połowa dawki śmiertelnej to 280 mg/kg wagi ciała. Zawartość psylocybiny w grzybach stanowi średnio ok. 2-3% suchej masy, czyli 0,03% świeżych grzybów w których woda stanowi 88-90%.
Dotychczas nie zanotowano śmiertelnego w skutkach przypadku zatrucia grzybami zawierającymi psylocybinę. Sposób oddziaływania psylocybiny na psychikę człowieka jest według wielu badaczy trudny do odróżnienia od efektów wywołanych przez LSD-25 czy meskalinę. Tym niemniej istnieje szereg relacji, które wskazują na różne dostrzegalne różnice, a nawet podkreślające większą intensywność doznań wizualnych w porównaniu do wywoływanych przez LSD. Cytowany uprzednio R. Gordon Wasson w jednym z pierwszych szerszych opisów zauważa:
Grzyby wywołują różny efekt u różnych osób, niektórzy na przykład zdarzają się doświadczać wyłącznie boskiej euforii, która może się przekształcić w niekontrolowany śmiech. W moim własnym przypadku doświadczyłem halucynacji. To co zobaczyłem było bardziej czystym oglądem na cokolwiek, co widziałem wcześniej, w końcu widziałem oczami mojej duszy, nie zaś wyłącznie poprzez prymitywne soczewki moich naturalnych oczu. W dodatku to co widziałem było przerojone ważnym przesłaniem: byłem przejęty grozą. Moje wizje, które nigdy się nie powtarzały, składały się z rzeczy nie widzianych na tym świecie: żadnych samochodów, miast z drapaczami chmur, czy silników odrzutowych. Wszystkie moje wizie posiadały pierwotną jakość: gdy widziałem stalle chóru w renesansowej katedrze, nie były one poczerniałe od wieku i kadzidel lecz tak jakby dopiero co przybyły na miejsce świeżo wyrzeźbione wprost spod ręki mistrza. Pałace, ogrody, górskie i morskie krajobrazy, które postrzegałem, posiadały aspekt nowości i świeżego piękna którego przebłysk czasami dostrzega każdy z nas. Widziałem kilka osob z reguły z większej odległości, jednakże raz zobaczyłem ludzką postać odległą na wyciągnięcie ręki, kobietę większą niż nomalnie, zapatrzoną w półmrok morza. To jest ciekawe odczucie: z szybkością myśli jesteś przeniesiony gdziekolwiek sobie życzysz. I znajdziesz się tam bezcielesnym okiem, zawieszonym w przestrzeni, widzącym, nie widzianym, niewidoczny, niematerialny".
Warto także zwrócić uwagę na spostrzeżenia odnotwane przez Alberta Hofmanna - odkrywcy i badacza LSD, który po spożyciu 32 suszonych Psilocybe mexicana (średnią dawkę meksykańskich Indian) tak opisywał swoje doznania:
Trzydzieści minut po przyjęciu grzybów, zewnętrzny świat zaczął ulegać dziwnym transformacjom. Wszystko przybrało Meksykański charakter. Jako, że miałem dostateczną świadomość, tego że moja wiedza o meksykańskim pochodzeniu grzybów mogła spowodować wyobrażenia wyłącznie meksykańskiej scenerii, starałem się z premedytacją patrzeć na moje otoczenie tak jakby było normalnie. Ale wszystkie moje dobrowolne wysiłki, by patrzeć na rzeczy w ich zwykłej formie i kolorach okazywały się nieefektywne. Bez względu na to czy moje oczy były zamknięte czy otwarte, widziałem wyłącznie meksykańskie motywy i kolory. Gdy nadzorujący eksperyment lekarz podszedł, żeby sprawdzić moje ciśnienie krwi, przekształcił się w azteckiego kapłana i wcale nie byłbym zaskoczony, gdyby wyciągnął nóż z obsydianu. Pomimo powagi sytuacji bawiła mnie obserwacja, jak germańska twarz mojego kolegi przybiera czysto indiański wyraz. W szczytowym momencie działania środka, około 1,5 godziny po jej przyjęciu, wewnętrzny pęd obrazów, w większości o "abstrakcyjnych motywach, gwałtownie zmienił się w swym kształcie i kolorach, osiągnął tak alarmujący poziom, że obawiałem się iż mógłbym być porwany w ten wir form i kolorów i ulec dezintegracji. Po około sześciu godzinach odjazd zbliżał się ku końcowi. Subiektywnie nie miałem pojęcia jak długo pozostawałem w tym stanie. Odczułem mój powrót do codziennych realiów, jako szczęśliwy powrót z dziwnego, fantastycznego, lecz całkiem realnie doświadczalnego świata do starego rodzinnego domu".
Oss i Oeric w swojej książce "Psilocybin: Magic Mushroom Grower's Guide" opisują poniższe efekty.
Stan umysłu spowodowany pełną dawką grzybów jest euforyczny i zarazem pełen spokojnej jasności bez utraty logiki czy klarowności myślenia. Halucynacje widoczne przy zamkniętych oczach są pełne kolorów, wyraziste, mocno wyartykułowane i mogą mieć zakres od abstrakcyjnvch geometrycznych form do wizji fantastycznych krajobrazów i architektonicznych widoków. Tego typu halucynacje są bardziej intensywne gdy spożywa się grzyby w otoczeniu preferowanym przez indian Mazateków: pośród nocy w kompletych ciemnościach. Z drugiej strony jednak, jeżeli ktoś znajduje się w naturalnym otoczeniu i skieruje swoją uwagę na wrażenia dochodzące z zewnątrz odkryje że jego zmysły są nastrojone na najwyższy ton odbioru bodźców i odnajdzie rzadko (o ile w ogole) - wcześniej doświadczaną jasność i wrażliwość słyszenia, czucia i widzenia rzeczy".
Henry Munn - autor pozycji "Hallucinogens and Shamanism" podkreśla znaczącą rolę wokalizacji, wrażeń głosowo-słuchowych związanych z doświadczeniem działania magicznych grzybów. Munn uważa, że psylocybina pobudza centra werbalizacji i mowy w mózgu. Podkreśla, że Indianie słyszą co grzyby do nich mówią. Nie jest to zwyczajne słyszenie głosów, lecz są to ukierunkowane wypowiedzi skierowane do przedmiotu. W swego rodzaju ekstatycznym języku szamani przekazują usłyszaną treść, Indianie z Oaxacan wierzą, że to Bóg dał im te święte grzyby jako nie umiejącym czytać, aby mogli słyszeć przy pomocy grzybów boskie słowa. Szaman w obrzędzie łączenia się z boskimi siłami za pomocą grzybów jest wyłącznie instrumentem przekazującym treść posłania płynącego od uświęconych roślin, jego inspirów psylocybiną, zmultiplikowana zdolność wypowiedzi, przemawianie (śpiew) nieraz, dwoma, a nawet (Lamowie w Mongolii) trzema głosami naraz, jest wyłącznie przekazem świętych, pradawnych treści. W rytmicznych melorecytowanych wypowiedziach nie istnieje rozróżnienie na podmiot wypowiadający treść i przedmiot wypowiedzi, "To" jest wypowiadane i artyktułowane, "To" uzyskuje brzmienie, kształt i energię. Szaman jest emanacją pierwotnych źródeł głosu będących echem stworzenia zarówno świata jak i pierwszych głosów i słów.
Grzyby w swoim działaniu są łagodniejsze od LSD, chociaż doznania są nie mniej intensywne. Grzybowy "trip" wznosi się mniej ostrą amplitudą, jest łagodniejszy w opadaniu i "miękki" w lądowaniu. Chociaż przy końcu może czasem pojawić się znużenie, nie jest ono tak męczące jak czasem się zdarza po LSD z powodu jego dłuższego działania. Indianie pomimo, a może dzięki wielowiekowej tradycji spożywają (z wyjątkiem Szananów) święte grzyby dwa - trzy razy w roku. Boskie grzyby jak każde bóstwo mają różne oblicza - mogą ukazać adeptowi uroki raju, ale mogą też strącić śmiałka w piekielne otchłanie, pełne demonów, cierpiących i wołających o ratunek potępionych postaci. Środki halucynogenne noszą łacińską nazwę psyfchosomimetica - czyli wywołujące stany analogiczne psychozom - psychozy modelowe. Należy zawsze liczyć się z tym, że ktoś może mieć nieprzyjemny, pełen paranoi i lęku "odlot". Co prawda nie zdarzają się śmiertelne przypadki spowodowane spożyciem grzybów, ale realnie odczuwane chwile śmiertelnego zejścia bywały odnotowywane. Grzyby poprzez swoją moc uczą i wymagają szacunku, uczą pokory wobec samego siebie i wobec całego ekosystemu. Bez należytego stosunku do grzybów można znaleźć się w opłakanej sytuacji. Przeciętny człowiek posiada w sobie pewien określony ładunek energii psychicznych, których zapas jest pobudzony i eksploatowany podczas doświadczeń z grzybami. Doznania i doświadczenia przeżyte podczas solidnego "Tripu" wystarczają na bardzo długi okres, niejednokrotnie całe życie.
Rodzaj przeżytych emocji nie jest podobny do tych z rodzaju pobudzających głównie ośrodki przyjemności jak "speedy" typu kokainy i afetaminy. Przeżycia po grzybach pozostają bardziej w sferze doznań mistycznych i intelektualnych. Jednakże "ostra" jazda po grzybach zawsze pozostanie balansem na krawędzi przepaści. Ta przepaść to otchłań z której może nie być powrotu, lub z której powrót może być bardzo długim procesem scalania poobijanej i pokaleczonej psychiki. Dlatego stanowczo odradza się eksperymenty z substancjami halucynogennymi osobom o skłonnościach paranoicznych, depresyjnych, infantylnym i niedojrzałym psychicznie. Nie należy używać grzybów częściej niż robią to Indianie.
Nie jest to środek na nudę, czy sobotni czas relaksu, lub tani rekreacyjny "stuff" zwiększający poczucie rytmu na sobotniej dyskotece. Istnieją liczne przypadki osób, które poprzez cotygodniowe zarzucanie grzybów często połączone z ostrym paleniem trawy, a nawet wąchaniem kleju (osobiście uważam to za skandal i prefanację) doprowadziły się do ostrej paranoi, połączonej z manią prześladowczą i w większości wymagały specjalistycznej opieki psychiatrycznej! W żadnym wypadku nie należy prowadzić po grzybach samochodów, czołgów, koparek czy innych pojazdów mechanicznych, szczególnie nocą. Wyostrzony zmysł wzroku powoduje olśnienia światłami reflektorów innych pojazdów i chwilowy brak widoczności.

-------------------

pozdro
 

Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO
Igor

19 września 2007

Taki mały grzyb a tyle gadania ;)

Pozdrawiam
Igor
 
Tajne.org

 
Romek

20 września 2007

Mózg na haju

Dlaczego substancje pochodzenia roślinnego – na przykład narkotyki czy alkohol – tak osobliwie oddziałują na ludzki mózg?

Jesteśmy coraz bliżej odpowiedzi na to pytanie.

Zabrzmi to paradoksalnie, ale zażywanie narkotyków przyniosło wiele pożytku współczesnej nauce. I nie chodzi tu o odkrycia dokonywane pod "wpływem", ale o fundamentalne pytania, które zadawali sobie naukowcy obserwujący pociąg Homo sapiens do wielu substancji produkowanych przez rośliny. Dlaczego nasze mózgi są tak wrażliwe na nikotynę z liści tytoniu, morfinę wytwarzaną przez niepozorny mak lekarski czy kokainę z krzewu kokainowego?

Dzięki takim pytaniom odkryto w latach 70. ubiegłego wieku tzw. wewnętrzną morfinę. Naukowców intrygowało wtedy, czemu człowiek i zwierzęta laboratoryjne odczuwają niepohamowany pociąg do morfiny i jej bliskiej krewniaczki heroiny. Po wykonaniu setek eksperymentów okazało się, że mózgi ssaków same produkują narkotyki. Wewnętrzna morfina – mimo że różna pod względem chemicznym – działaniem bardzo przypomina morfinę z maku lekarskiego. Komórki mózgowe, przyzwyczajane od urodzenia do własnej morfiny, reagują podobnie, tylko o wiele silniej, na morfinę pochodzenia roślinnego.

Podobnie wygląda historia odkrycia tzw. wewnętrznej marihuany. W 1964 r. prof. R. Mechoulam, chemik z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, wyizolował z konopi indyjskich aktywny składnik popularnej "trawki", nazwany później 9-tetrahydrokannabinolem (THC). Bodźcem do poszukiwań substancji zwierzęcych o działaniu podobnym do THC stało się odkrycie w latach 80. XX w., przez inną grupę naukowców, wyspecjalizowanych miejsc wiążących THC na powierzchni komórek mózgu. Miejsca te znane są dziś jako receptory kannabinoidowe. W tym samym czasie Mechoulam i jego zespół, znając już historię z wewnętrzną morfiną, zaczęli się zastanawiać, dlaczego mózgi myszy i człowieka wychwytują i wiążą zawarty w marihuanie THC. A może mózg produkuje też własną wewnętrzną marihuanę?

Na pozytywną odpowiedź trzeba było poczekać do lat 90. XX w. Wtedy to zespół Mechoulama opublikował serię prac, z których wynikało, że obecny w mózgach wielu gatunków zwierząt anandamid może silnie wiązać się z receptorami kannabinoidowymi szarych komórek. Anandamid został wkrótce uznany za zwierzęcy odpowiednik THC, czyli za wewnętrzną marihuanę. Przesądziły o tym obserwacje, że wpływ anandamidu na komórki mózgu przypomina efekty THC. Wyizolowany z mózgu anandamid, tak jak THC z marihuany, działa uspokajająco, przeciwbólowo, hamuje zapamiętywanie nowych informacji, osłabia odruch wymiotny, zwiększa też apetyt na słodycze i seks.

Wewnętrzna marihuana jest wytwarzana przede wszystkim przez te komórki mózgu, które zmuszane są do zbyt ciężkiej pracy. Przemęczona komórka szybko uwalnia anandamid na zewnątrz. Tam wiąże się on z receptorami kannabinoidowymi sąsiednich komórek, hamując ich aktywność. Dzięki czemu komórki-sąsiadki nie poganiają utrudzonej koleżanki i dają jej chwilę odpocząć. Opisany mechanizm przypomina działanie wywieszonej na chwilę białej flagi. Anandamid i jego mózgowe receptory tworzą razem, nomen omen, układ endokannabinoidowy.

Osobny od mózgowego układ endokannabinoidowy występuje w sercu. Badaczy zadziwia podobieństwo niektórych efektów ochronnych wywieranych przez anandamid na uszkodzone (np. niedokrwieniem) mózg i serce. Czyżby natura wykorzystywała do ochrony dwóch najważniejszych organów te same narzędzia? Ciekawostką jest też duża liczba receptorów kannabinoidowych na komórkach układu immunologicznego. Z tej obserwacji wynika zainteresowanie wykorzystaniem THC i innych kannabinoidów w terapii chorób będących konsekwencją pobudzenia układu immunologicznego, np. w leczeniu stwardnienia rozsianego. Okazuje się także, że wyjątkowo dużo wewnętrznej marihuany zawiera matczyne mleko. Czy to oznacza, że karmiąc dziecko kobieta uspokaja je nie tylko ciepłem i czułością?

THC z marihuany pobudza układ endokannabinoidowy mózgu, naśladując działanie anandamidu, czyli naszej wewnętrznej marihuany. Tak jak THC, układ endokannabinoidowy mózgu mogą oszukiwać inne substancje. Alkohol i nikotyna wyraźnie stymulują produkcję anandamidu w mózgu. Nie dziwi więc, że myszy pozbawione wskutek manipulacji genetycznych receptorów kannabinoidowych wyraźnie tracą ochotę na nikotynę. Z kolei na szczurach przetestowano działanie rimonabantu – związku blokującego dostęp anandamidu do receptorów. Zwierzęta, którym podano ten lek, natychmiast przestały interesować się nikotyną.

U szczurów apetyt na czysty alkohol lub piwo wyraźnie wzrastał po podaniu THC lub innych kannabinoidów. Z drugiej strony, rimonabant zmniejszał zainteresowanie zwierząt alkoholem – zarówno czystym, jak i tym o chmielowym posmaku. Nawet szczury z genetyczną skłonnością do nałogowego upijania się, traciły apetyt na alkohol po podaniu leku.

Historia z odkryciem wewnętrznej marihuany pokazuje, że tak różne z pozoru substancje jak THC, alkohol i nikotynę więcej łączy, niż dzieli. Wyniki wielu badań świadczą, że palacze "trawki" mogą łatwiej uzależnić się od napojów wyskokowych i nikotyny. Młodzi ludzie sięgający wcześniej po marihuanę szybciej uzależniają się od alkoholu i papierosów. Chociaż nie można wykluczyć wpływu środowiska lub czynnika genetycznego, który skłania niektóre osoby do eksperymentowania z różnymi substancjami, to i tak jest to poważny argument przeciwko poszerzaniu listy legalnych narkotyków.

Przykłady morfiny, THC i innych naturalnych substancji działających na mózgi zwierząt prowokują do pytań o naturę powiązań między florą i fauną. Jedna z odpowiedzi na te pytania brzmi: cóż, rośliny produkują niektóre substancje właśnie pod kątem naszych potrzeb. I nie chodzi tu o jakiegoś ducha natury, który każe roślinom obdarowywać mózgi zwierząt morfiną czy THC. Ot, po prostu los na ewolucyjnej loterii wygrywają czasami te organizmy roślinne, które zdolne są zaintrygować zwierzęta swoimi liśćmi i nasionami. Inna koncepcja mówi, że rośliny i zwierzęta nie dzieli znów pod względem chemicznym tak wiele. Niektóre substancje mogły się w toku ewolucji przydawać i jednym, i drugim.

Niezależnie od tego, co filozofowie powiedzą o THC, amatorom konopi indyjskich należy się przypomnienie, że naczelną zasadą rządzącą chemią mózgu jest zasada równowagi. Nie można bezkarnie zmieniać składu tej biochemicznej zupy, a przynajmniej nie można tego robić na dłuższą metę...


* Dr hab. med. Przemysław Bieńkowski jest docentem w Zakładzie Farmakologii i Fizjologii Układu Nerwowego Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Był stypendystą "Polityki" w ramach pierwszej edycji akcji "Zostańcie z nami!"

- Niby taka malutka ta lysiczka a tyle moze !

pozdro
 

Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO
Igor

22 września 2007

W starożytnym Rzymie podobno biedni czekali aż przyjdzie patrycjusz i się wysika a z moczem wysika cenne psylocyby - az sie wierzyć nie chce jednak w źródłach religioznawczych chyba nie kłamią ;)

Pozdrawiam
Igor
 
Romek

22 września 2007

W dzisiejszych czasach !!! - wielu buddystow placi fortune aby moc nabyc sproszkowany kal (odchody) Da Lai Lama/y bo jak twierdza jest to panaceum i zloty srodek na wszystko, a "znawcy" twierdza, ze takie odchody zawieraja niesamowicie wysoki wskaznik meskaliny czy tez psylocybiny wlasnie ....

Kiedys - juz dawno, dawno temu pisalem tutaj o wlasciwosciach cucumelo - czyli Psilocybe cubensis


http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/8/84/Cubensis2.jpg


gdzie wystepuje ?
tutaj:
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/0/0b/Psilocybe-cubensis-range-map.png

Psilocybe cubensis - najbardziej popularny gatunek grzybów halucynogennych ze względu na dużą zawartość substancji psychoaktywnych - psylocybiny i psylocyny. Grzyby te łatwo dostosowują się do nowych warunków, ale naturalnie występują tylko wzdłuż 35 równoleżnika. Można je znaleźć zarówno na wysokich wzgórzach, jak i w dolinach rzek w Kolumbii, Ekwadorze i Peru. Rdzenna ludność Ameryki Południowej używa tych grzybów w celach religijnych - dzięki nim mogą doświadczać wizji i rozmawiać ze swoimi bogami. W języku Azteków grzyby te nazywają się teonancati, co znaczy "grzyby bogów". Działanie Psilocybe cubensis odkrył w 1958 Albert Hofmann, wraz z żoną uczestnicząc w rytuale Indian. Psilocybe cubensis mogą też być swobodnie hodowane w domowych warunkach. Zarodniki ich sa powszechnie dostępne w sklepach internetowych.

pozdro
 

Smiej sie pomimo wszystko ! smiej sie pelna geba, i poki jeszcze masz zeby... - Nie powiem ci jak jest w raju, ale wskaze jak tam dotrzec. - = wrozba@wrozba.info = www.WROZBA.INFO
Ilość wypowiedzi w tej dyskusji: 12
Nowy temat  |  Spis tematów Nowszy wątek  |  Starszy wątek

Proszę zalogować się aby zabrać głos na forum.
Jeśli nie masz konta, możesz w prosty sposób zarejestrować się.